Gościem audycji był o. Stefan Maria Norkowski OP – dominikanin, lekarz medycyny i penitencjarz Bazyliki Trójcy Świętej w Krakowie. Jego historia jest szczególna także dlatego, że jego brat bliźniak również jest lekarzem i dominikaninem. Obaj najpierw wybrali medycynę, a później – w odstępie zaledwie tygodnia – zdecydowali się wstąpić do zakonu.
Od medycyny do dominikanów
Droga o. Stefana do życia zakonnego rozpoczęła się podczas studiów medycznych w Poznaniu. Był wtedy związany z duszpasterstwem akademickim prowadzonym przez dominikanów. To właśnie w tym środowisku coraz wyraźniej pojawiało się pytanie o jego własne powołanie.
W rozmowie z Lidią Jazgar zakonnik wrócił również do dzieciństwa. On i jego brat urodzili się w Gostyniu, w miejscu mocno związanym z kultem maryjnym. Z domu ich dziadków widać było kopułę tamtejszej bazyliki. Drugie imię – Maria – obaj otrzymali z inicjatywy mamy.
O. Stefan wspominał, że już jako dziecko szczególnie przeżywał nabożeństwa maryjne.
– Wiedziałem, że to jest jakiś prezent od Matki Bożej i że mam to zapamiętać na całe życie. Tę radość, którą mi ona dawała – mówił.
Doświadczenie, które zmieniło życie
Jednym z najbardziej osobistych momentów rozmowy było wspomnienie wydarzenia z czasów studenckich. O. Stefan opowiedział o przyjacielu, który po dłuższym pobycie w Mongolii przeżywał poważny kryzys wiary. Młody wówczas student medycyny chciał mu pomóc i modlił się w jego intencji.
Jak relacjonował na antenie, podczas modlitwy sam doświadczył niezwykle intensywnego przeżycia duchowego. Mówił o obrazie Jezusa Miłosiernego, świetle i poczuciu znalezienia się w rzeczywistości, której piękno trudno opisać.
Doświadczenie było tak silne, że – jak wspominał – po jego zakończeniu, jako student medycyny, odruchowo sprawdził własny puls, by upewnić się, że znajduje się w swoim ciele.
Przez wiele lat niemal nikomu o tym nie opowiadał. Dopiero po ponad czterech dekadach brat przekonał go, by czasem dzielił się tym doświadczeniem.
Po tym wydarzeniu decyzja o wyborze życia poświęconego Bogu zaczęła dojrzewać.
– Już wiedziałem, że wstępuję do zakonu, ponieważ tak zwyczajnie żyć to już nie mogę – wspominał.
Dominikanie byli wówczas zakonem, który znał najlepiej. Niedługo po jego decyzji podobną podjął brat bliźniak. Później razem przechodzili kolejne etapy życia zakonnego.
Penitencjarz, czyli przede wszystkim rozmowa
Dziś o. Stefan Maria Norkowski OP jest związany z krakowską Bazyliką Trójcy Świętej przy ul. Stolarskiej. Pełni tam funkcję penitencjarza i dużą część jego codziennej posługi zajmuje spowiadanie.
Nie zawsze jednak wystarcza kilka minut w konfesjonale. Gdy problem wymaga dłuższej rozmowy, zakonnik proponuje spotkanie w rozmównicy.
Jak zauważył, ludzie od dawna potrzebują możliwości szczerej rozmowy z kimś, kto pomoże spojrzeć na ich problemy z innej perspektywy. Nie chodzi wyłącznie o kwestie bezpośrednio związane ze spowiedzią i grzechem, ale także o zwyczajne ludzkie życie.
– Życie jest czymś najciekawszym – mówił dominikanin. – Bóg jest samym życiem, a my jesteśmy Jego dziećmi.
Św. Dominik wybrał życie wśród ludzi
Punktem wyjścia do rozmowy była przypadająca 8 sierpnia uroczystość św. Dominika, założyciela Zakonu Kaznodziejskiego. To właśnie jego sposób działania – tłumaczył o. Norkowski – pozwala zrozumieć jeden z najważniejszych rysów dominikańskiego powołania: głoszenie.
Historia ta prowadzi na południe Francji początku XIII wieku. Rozpowszechniała się tam wówczas nauka katarów. Podejmowane wcześniej próby głoszenia im nauki Kościoła nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.
Dominik wybrał inną drogę. Zrezygnował z wygodnego i zaszczytnego życia kanonika i postanowił być blisko ludzi, do których chciał dotrzeć.
– Po prostu postanowił być z tymi ludźmi. I to dosłownie – opowiadał o. Norkowski.
Dominik żył ubogo, przebywał wśród zwykłych ludzi i rozmawiał z nimi o Bogu. Próbował pokazywać im prawdziwy obraz chrześcijaństwa, a nie jego zniekształconą wersję.
Co św. Dominik powiedziałby nam dzisiaj?
Lidia Jazgar zapytała swojego gościa, co św. Dominik mógłby powiedzieć współczesnym słuchaczom Radia Kraków.
Odpowiedź prowadziła do jednego z najważniejszych dominikańskich pojęć.
– Chyba by wzywał, żeby podnieść oczy ku niebu. Żeby wznieść oczy ku niebu, do Pana Boga, ujrzeć światło. (...) Ujrzeć to światło i światło prawdy – mówił o. Stefan.
Prawda – Veritas – jest słowem szczególnie ważnym w tradycji dominikańskiej. O. Norkowski wspominał, że jako student medycyny widział je wypisane wielkimi literami nad drzwiami prowadzącymi za klauzurę poznańskiego klasztoru.
Wiara nie musi bać się rozumu
Dominikańskie poszukiwanie prawdy oznacza również łączenie życia duchowego z pracą intelektualną. Symbolem takiego podejścia pozostaje św. Tomasz z Akwinu – jeden z najwybitniejszych teologów i myślicieli związanych z zakonem.
Ta tradycja jest bliska także o. Norkowskiemu. Po medycynie studiował teologię i interesował się filozofią analityczną. W audycji opowiadał m.in. o swoich rozważaniach dotyczących słów konsekracji: „To jest Ciało moje” i „To jest Krew moja”.
Medycyna, filozofia i teologia nie stały się więc dla niego drogami prowadzącymi w różne strony. Przeciwnie – poszukiwanie odpowiedzi przy pomocy rozumu może spotkać się z życiem duchowym.
Jak mówił o dominikańskiej tradycji, chodzi o „pogodzenie wysiłku intelektualnego z wysiłkiem duchowym, z rozwojem duchowym”. To cecha obecna w zakonie od jego początków.
I być może właśnie tutaj spotykają się najważniejsze wątki tej rozmowy: osobista droga człowieka, rozum, wiara i dominikańskie Veritas. Bo prawdy – zgodnie z drogą rozpoczętą osiem wieków temu przez św. Dominika – trzeba nie tylko szukać. Trzeba także umieć o niej rozmawiać z drugim człowiekiem.