Zwycięstwo z Wisłą Płock i dwie różne połowy
Panie trenerze, na początek ogromne gratulacje. Trzeci mecz w Ekstraklasie, drugie zwycięstwo i to przed własną publicznością. Chciałoby się powiedzieć: oby tak dalej! Z sześciu punktów w tych trzech spotkaniach na pewno jesteście zadowoleni.
Tak, na pewno. Biorąc pod uwagę liczbę zdobytych punktów, to jesteśmy usatysfakcjonowani. Dwa zwycięstwa, czyli średnia dwa punkty na mecz, to wynik na bardzo dobrym poziomie.
Rozmawiamy dzień po spotkaniu z Wisłą Płock. Pewnie macie już za sobą wstępną analizę, więc proszę powiedzieć, jakie wnioski wysunął pan po tym starciu? Wiemy, że było w nim dużo emocji – prowadziliście, potem goście doprowadzili do remisu, ostatecznie udało się wam strzelić drugą bramkę i utrzymać prowadzenie do końca. Jak ocenia pan drugą połowę, bo wydaje się, że gra nie wyglądała tam do końca tak, jakby pan tego oczekiwał?
To prawda, widzieliśmy dwie różne połowy. W pierwszej byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem. Mieliśmy większą kontrolę nad piłką i dobrze utrzymywaliśmy strukturę w ataku. Oczywiście rywale potrafili stworzyć groźne sytuacje po fazach przejściowych i naszych stratach, a po jednej z takich szybszych akcji straciliśmy gola wyrównującego.
Druga połowa faktycznie wyglądała inaczej. Musieliśmy bardzo dużo pracować w obronie niskiej i uważnie kryć w polu karnym. Generalnie byliśmy w tym skuteczni, ale brakowało nam płynnego przejścia z fazy bronienia do ataku, żeby dłużej utrzymać się przy piłce i złapać trochę oddechu. Mimo wszystko, jeśli spojrzymy na sytuacje bramkowe, w drugiej połowie to my mieliśmy dwie stuprocentowe okazje. Płock miał tylko jedną naprawdę groźną sytuację po rzucie wolnym, kiedy Kamiński trafił głową w słupek. Tam mieliśmy sporo szczęścia.
Niewykorzystane szanse i wnioski z Gliwic
Właśnie o ten czynnik zwany szczęściem chciałem zapytać. Jest 88. minuta, prowadzicie 2:1, a kapitan Wisły Płock trafia w słupek. Tutaj szczęście ewidentnie wam dopisało, podczas gdy w starciu wyjazdowym w Gliwicach było go jakby mniej, a przecież spokojnie można było przywieźć stamtąd choćby punkt. Jak ważne jest to szczęście w piłce nożnej?
Nie chciałbym stawiać sprawy w ten sposób. Równie dobrze możemy powiedzieć, że Wisła Płock miała szczęście, że Jordi Sánchez nie trafił w piłkę w sytuacji „dwa na jeden” chwilę wcześniej, albo że Mikulec nie podwyższył na 3:1. Wybiórcze traktowanie takich sytuacji potrafi zmienić obraz gry.
Wracając do meczu z Piastem w Gliwicach – przy stanie 3:3 miałem poczucie, że jesteśmy bliżej strzelenia zwycięskiego gola. To był szalony mecz z ogromną liczbą bramek i przejść, toczony w bardzo wysokiej temperaturze. Obydwa zespoły postawiły na ofensywę i widowisko mogło się podobać. Chcemy grać mecze emocjonujące dla kibiców, ale robimy wszystko, by te emocje były pozytywne. Stąd niedosyt po meczu z Piastem – wygenerowaliśmy współczynnik goli oczekiwanych (xG) na poziomie powyżej 3.5, co jest bardzo wysokim wynikiem. Niestety, kilka błędów w defensywie zadecydowało, że wróciliśmy z Gliwic bez punktów.
Solidna defensywa i rywalizacja stoperów
Skoro mowa o defensywie, to widzieliśmy dwa zupełnie inne spotkania. W meczu z Wisłą Płock rywale mieli przewagę w drugiej połowie, ale klarownych sytuacji zbyt wielu sobie nie stworzyli. Jak udało wam się to tak szybko poprawić? To kwestia treningu czy bardziej charakterystyki napastników rywala?
Jakość przeciwnika zawsze ma znaczenie, ale kluczowa jest jakość naszej gry, która zdecydowanie uległa poprawie. Byliśmy blisko siebie, dobrze blokowaliśmy strzały i zachowaliśmy większą agresję w bocznych sektorach, utrudniając przeciwnikowi dośrodkowania. To jednak nie jest tak, że zaczęliśmy pracować nad obroną dopiero po stracie czterech goli z Piastem. Trenujemy te elementy od dawna, zwracając uwagę na detale i specyfikę rywala – w jakie strefy zagrywają piłki i ilu zawodników wprowadzają w pole karne. Analiza to jedno, ale realizacja leży na boisku. W ostatnim spotkaniu nasza obrona niska funkcjonowała świetnie.
Jako były świetny stoper i reprezentant kraju, jak ocenia pan dwójkę swoich podstawowych środkowych obrońców? Alan Uryga i Max Mezonef grają regularnie, Grójcic zagrał w rezerwach, w kadrze są jeszcze Kutwa i Biedrzycki. Bogactwo wyboru jest spore.
Bardzo mnie to cieszy. Zawodnicy ciężko pracowali od początku przygotowań. Zdecydowaliśmy się na taki, a nie inny duet, zawsze szukając rozwiązania optymalnego dla dobra zespołu. Błędy zawsze będą się zdarzać, ale podsumowując ostatnie spotkanie – cała nasza organizacja gry defensywnej stała na dobrym poziomie. Zawsze powtarzam, że na boisku grają ci, którzy na dany moment są w najwyższej formie.
Przeskok do Ekstraklasy i wymagania fizyczne
Macie w kadrze wielu zdolnych, młodych zawodników – Kuba Krzyżanowski, Maciek Kuziemka czy Kacper Duda. To wszystko wychowankowie, którzy świetnie zaadaptowali się po awansie. Jak z perspektywy szatni różni się Ekstraklasa od pierwszej ligi?
Cieszę się, że ci chłopacy, związani z Wisłą od dłuższego czasu, rozwijają się i robią stałe postępy. Adaptacja dotyczy jednak nie tylko młodzieży, ale i zawodników zagranicznych, którzy grali już na najwyższym poziomie w innych krajach, lecz muszą poznać specyfikę polskiej ligi. Największa różnica to po prostu to, że tutaj błędy kosztują o wiele więcej, a jakość indywidualna piłkarzy jest wyższa. Od zawodników na tym poziomie oczekuje się też większej pewności siebie w grze z piłką. Niektórzy jeszcze nie pokazują pełni swojego potencjału w tym aspekcie.
Są na to jakieś „twarde liczby”? Więcej sprintów, mniej czasu na decyzję?
Zdecydowanie. Jeśli chodzi o sprinty i biegi z dużą prędkością, powtarzalność i natężenie są większe. Sam pokonany dystans, rzędu 10-11 kilometrów, nie różni się tak drastycznie. Kluczowe są parametry szybkościowe i liczba zrywów w ataku na wolne przestrzenie.
Zysk dla zespołu, czyli rywalizacja w bramce
A jak wygląda kwestia bramkarzy? W okienku trafił do was z Augsburga Marcel Łubik, znany z występów w Górniku Zabrze. Z kolei Patryk Letkiewicz był podstawowym golkiperem w zeszłym sezonie i pewnie ambicje ma ogromne.
Myślę, że ta rywalizacja to czysty zysk. Patryk prezentuje fantastyczną jakość na treningach i obecność Marcela sprawia, że obaj mogą uczyć się od siebie nawzajem. Letkiewicz zagrał ostatnio w rezerwach i pokazał się z bardzo dobrej strony. Rywalizacja jest całkowicie zdrowa. Marcel to z kolei bramkarz niezwykle doświadczony, który świetnie czyta grę i czuje odpowiednie momenty w zarządzaniu tempem meczu. Ta sytuacja buduje obu bramkarzy i cały zespół.
Decyzje sędziowskie i odwołania od kartek
Nie mogę nie zapytać o kontrowersje sędziowskie. Wiele mówiło się o sytuacji z Jordim Sánchezem i potencjalnej czerwonej kartce. Jak pan to widział?
Z mojej perspektywy Jordi wychodził na czystą pozycję strzelecką, więc uważam, że powinna być to czerwona kartka. Ja jednak nie jestem sędzią, więc na tym poprzestańmy. Zostawiam ocenę ekspertom.
Rozmawialiście jakoś z sędzią po meczu o tej sytuacji?
Nie, ja z nim na ten temat nie rozmawiałem. Uważam, że w tym spotkaniu, a szczególnie w drugiej połowie, było jeszcze kilka innych kontrowersyjnych decyzji. Myślę jednak, że trzeba to już zostawić i zamknąć ten temat.
Zapytam jeszcze o jedną sytuację – żółtą kartkę dla Alana Urygi. Według wielu ekspertów przy tym starciu on nawet nie dotknął zawodnika Wisły Płock. Czy będziecie się od tej kartki odwoływać? Wiem, że był pan o to pytany na konferencji prasowej po meczu, ale minął już cały dzień, więc pewnie zdążył pan wyrobić sobie w tym temacie ostateczne zdanie.
Myślę, że będziemy się odwoływać.
Kiedy Jeremy Guillemenot w Ekstraklasie?
To na koniec zapytam jeszcze o Jeremy'ego Guillemenot, który dzisiaj wystąpił w drużynie rezerw i zagrał tam 62 minuty. Kiedy można się go spodziewać na boiskach Ekstraklasy? Trzeba przyznać, że wejście do składu pewnie nie będzie łatwe, bo widać, że duet Rodado – Sánchez rozumie się na boisku znakomicie.
Jeremy na ten moment buduje swoją formę, przede wszystkim tę pod względem fizycznym. To jest piłkarz, w którego mocno wierzymy.
Widać już na treningach – na przykład w małych grach – że ma odpowiednią jakość piłkarską?
Tak, zdecydowanie. Od razu widać, że to zawodnik na bardzo wysokim poziomie zaawansowania, jeśli chodzi o technikę i grę kombinacyjną.
Wyzwania logistyczne i ogłuszający doping kibiców
Przed wami dwa mecze wyjazdowe, logistycznie dość wymagające. Najpierw spotkanie na Śląsku, a potem wyprawa na drugi koniec Polski.
Zgadza się. Zagramy z Górnikiem w Zabrzu, a na kolejne spotkanie z Pogonią polecimy już bezpośrednio samolotem do Szczecina. Mamy to zaplanowane tak, by optymalnie wykorzystać czas na regenerację. Zagramy w poniedziałek wieczorem, więc logistyka w tym mikrocyklu będzie miała kluczowe znaczenie.
Na koniec chciałbym docenić kibiców. Ogłuszający doping musi być niesamowitym wsparciem, ale z perspektywy ławki trenerskiej chyba nie pomaga w przekazywaniu instrukcji?
Komunikacja jest potwornie trudna (śmiech). Przekazywanie informacji z ławki graniczy z cudem, więc często posiłkujemy się wskazówkami podawanymi przez najbliższego zawodnika, który przekazuje je dalej. Ale żeby była jasność – to słodki problem. Słowa uznania dla naszych kibiców. Wczoraj znów dali nam mnóstwo energii, mocno nas wspierali, zwłaszcza w trudnych momentach w defensywie. Mamy ogromne szczęście, że możemy grać w takiej atmosferze, doceniamy to i dajemy z siebie wszystko, żeby się odwdzięczyć.
Panie trenerze, bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w nadchodzących meczach.
Dziękuję bardzo, do usłyszenia.