Odkryta karta historii. Bosorka z tylickich akt.
Postać Oryny Pawliszanki, tylickiej mieszczki skazanej na śmierć za czary w 1763 roku, przez stulecia żyła głównie w lokalnych podaniach, niosąc ze sobą aurę tajemnicy i niesamowitości. Prawdziwy przełom nastąpił jednak całkiem niedawno, gdy w krakowskim Archiwum Narodowym odnaleziono oryginalną księgę sądową ze szczegółowym zapisem procesu, w którym zeznawali przodkowie dzisiejszych mieszkańców. Dokumenty ukazały dramatyczną rzeczywistość przednówka, głodu i ludzkiego lęku, w której dawna wdzięczność sąsiadów wobec lokalnej zielarki nagle obróciła się w podejrzenia i oskarżenie. Choć w regionie nie używano słowa czarownica, a funkcjonowało zapożyczone z Węgier określenie bosorka, mechanizm społecznego linczu okazał się przerażająco uniwersalny, zmuszając nas do rozliczenia się z przeszłością.
Ona woła nie tyle w swoim imieniu, tylko tysięcy kobiet niewinnie osądzonych o coś, czego nie zrobiły, a my robimy to przedstawienie przede wszystkim po to, żeby ją opłakać. i Orynę i te tysiące kobiet, niewinnie skazanych w tamtym okresie
– tłumaczy reżyser i współtwórca teatru, Szymon Budzyk.
Bliskość natury i sekret ukryty w porannej rosie
okazały się kluczem do odrzucenia współczesnych, materialnych schematów myślenia na rzecz dawnej wrażliwości i głębokiego zakorzenienia w przyrodzie. Twórcy spektaklu nie chcieli odtwarzać suchych, dokumentalnych faktów, lecz zależało im na dotknięciu intuicyjnego języka natury, którym posługiwała się Oryna, w czym pomogły wspólne wyprawy do lasu z zielarką, Anną Pietruszą. Jedynym zarzutem z akt, do którego tylicka mieszczka rzeczywiście się przyznała, było zbieranie rano rosy na chustę, co dawniej uznawano za praktykę magiczną, a co w rzeczywistości wiązało się z unikalnymi właściwościami leczniczymi przywrotnika pospolitego.
Wiedziałam, że aby ją stworzyć (postać Oryny), muszę odwołać się do swojej wyobraźni, swojego czucia, swojego momentu w życiu i gęstości mojego połączenia z naturą”
– opowiada Karolina Fortuna, aktorka wcielająca się w postać Oryny
Dziwowisko zamiast teatru. Doświadczenie poza schematem
to określenie, którym twórcy konsekwentnie nazywają swoje realizacje, nawiązując bezpośrednio do słowackiego i czeskiego słowa divadlo, oznaczającego właśnie dziwowanie się. Jest to teatr wędrowny, żywy i bliski ziemi, w którym zaciera się granica między wykonawcami a publicznością, zaś widzowi przynoszą ze sobą koce, karimaty i turystyczne krzesełka na polanę. Całe widowisko opiera się na minimalizmie, surowości oraz redukcji zbędnych elementów scenografii, dzięki czemu uwaga uczestników skupia się na czystej esencji opowieści, emocjach i otaczającym ich krajobrazie skansenu.
My nazywamy nasze działania dziwowiskami dlatego, żeby na wstępie zaznaczać już jakąś inność, że to nie jest klasyczny teatr, ponieważ to jest teatr, można by go nazwać wędrownym, można by go nazwać turystycznym nawet momentami
– wyjaśnia Szymon Budzyk.
Brzmienie ziemi. Muzyka bez prądu i elektroniki
buduje baśniowy, a zarazem niezwykle intymny klimat całego wydarzenia, które w całości rezygnuje ze sztucznego nagłośnienia. W spektaklu usłyszymy tradycyjne pieśni łemkowskie, polskie oraz serbskie, które przeplatają się z autorskimi, współczesnymi kompozycjami.
Zależy nam też na tym, żeby to nie było nagłośniane, żeby nie było elektroniki, żeby to było tak samo żywe, żeby ta muzyka była od człowieka, przez człowieka, z instrumentu, nie z elektroniki
– podkreśla multiinstrumentalistka Kat Poręba.
Warstwę scenograficzną i wizualną przygotowała Alicja Gołyźniak, stawiając na minimalizm, naturalność i inspirację karpacką tradycją, przetworzoną na współczesny język sceniczny.
Lustro dla współczesności.
to najważniejszy punkt odniesienia dla opowieści osadzonej w realiach osiemnastego wieku, która ma skłonić widzów do refleksji nad współczesnymi mechanizmami wykluczenia i hejtu. Twórcy pokazują, jak łatwo w atmosferze strachu i braku zrozumienia narasta plotka, która potrafi porwać całą społeczność i doprowadzić do tragedii na miarę dawnego stosu. Przesłanie spektaklu nie zatrzymuje się jednak na samym tragizmie, dążąc do pozytywnego finału, w którym pojawia się przestrzeń na światło, pamięć oraz uzdrowienie dawnych błędów poprzez empatię i wzajemną, rodzinną uważność.
Intencją spektakli i naszym takim marzeniem jest właśnie to, żeby rodziny, które będą uczestniczyć jako publiczność, po spektaklu właśnie o tej empatii sobie porozmawiały między sobą, o tym jak cienka jest granica między tym, że ktoś puścił jakąś plotkę, a tym, że nagle wszyscy już śpiewają to samo
– podsumowuje Karolina Fortuna.
Premiera na Festiwalu Teatru Tej Ziemi
Już w najbliższy czwartek po raz pierwszy rozpocznie się Festiwal Teatru Tej Ziemi. To na nim odbędzie się premiera dziwowiska „OЯYNA.CZAROVNICA”. W programie znajdą się również inne realizacje Teatru Tej Ziemi, w tym „Burza nad Popradem” oraz „Janosik. Przebudzenie. Park Etnograficzny w Nowym Sączu stanie się tętniącym życiem centrum wielopokoleniowych spotkań. Od 18 do 21 czerwca skansen wypełni się magią dziwowisk, koncertów mis dźwiękowych, baśni performatywnych oraz pokazów filmowych, a każde z wydarzeń rozpoczynać się będzie o symbolicznych, lustrzanych godzinach. Festiwal, którego głównym założeniem jest bliskość przyrody i powrót do korzeni, zgromadzi wyjątkowych artystów, w tym kanadyjskiego twórcę teatru Floyda Favela, zapraszając całe rodziny do wspólnego odkrywania lokalnych historii i budowania głębokiej, międzyludzkiej empatii.