Język łemkowski został wpisany na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. To wyróżnienie dla języka, który przez pokolenia był jednym z najważniejszych nośników pamięci, tradycji i tożsamości Łemków. Na Łemkowynie towarzyszył codzienności – rozmowom w domu, modlitwie, pieśniom, opowieściom i przekazywanym z pokolenia na pokolenie zwyczajom. Dziś jego obecność na krajowej liście ma nie tylko potwierdzić jego wartość, ale przede wszystkim pomóc zachować go jako język żywy.
Bo właśnie słowo „żywy” jest tu najważniejsze. Nie chodzi o język używany wyłącznie podczas uroczystości, festiwali czy ze sceny. Łemkowski wciąż jest językiem, którym ludzie się porozumiewają, który funkcjonuje w rodzinach, literaturze, kulturze i przestrzeni publicznej.
– To nie jest język używany pokazowo dla sceny. Ciągle mamy żywą tradycję przekazywania go i porozumiewania się nim w przekazie międzypokoleniowym – podkreśla prof. Olena Duć-Fajfer z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Łemkini, badaczka i propagatorka kultury łemkowskiej.
W języku łemkowskim przetrwał ogromny zasób tradycji ustnej: pieśni, bajki, legendy, przysłowia, winszuwania czy archaiczne zawołania pasterskie – hiwkania. Ale jego znaczenie nie zamyka się w przeszłości. Jest również językiem współczesnej twórczości, edukacji i życia społecznego. Powstają w nim książki, teksty literackie i publikacje, jest obecny podczas wydarzeń kulturalnych, a także – choć w różnym stopniu – w łemkowskich domach.
Wpis należał do całej wspólnoty
Droga do wpisania języka na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego rozpoczęła się w 2023 roku. Impulsem okazało się spotkanie dotyczące starań o wpis kultury góralskiej. Łemkowie zdecydowali wówczas, że pójdą własną drogą i osobno wystąpią o uznanie języka oraz innych elementów swojego dziedzictwa.
Jednym z najważniejszych elementów procedury były konsultacje prowadzone zarówno na zachodzie Polski, gdzie po wysiedleniach mieszka znaczna część społeczności łemkowskiej, jak i na historycznej Łemkowynie. Informacja o nich była kierowana możliwie szeroko – również do gmin, w których mieszkańcy deklarowali w spisie narodowość łemkowską.
– Spadkobiercami języka łemkowskiego są Łemkowie – zaznacza prof. Duć-Fajfer. Dlatego, jak mówi, nie mogła to być inicjatywa jednej osoby czy jednej organizacji. W działania zaangażowały się między innymi Stowarzyszenie Łemków i Ruska Bursa, a w przygotowanie dokumentacji także kolejne osoby ze społeczności.
Trzeba było pokazać nie tylko historię języka, lecz także miejsca i sytuacje, w których funkcjonuje dziś. Jednym z dowodów jego żywotności był przygotowywany przez lata „Kontekstualny słownik języka łemkowskiego”, ale także całe życie kulturalne, rodzinne, literackie i publiczne społeczności.
Prestiż, ale przede wszystkim odpowiedzialność
Wpis na krajową listę nie oznacza automatycznie dodatkowych pieniędzy na ochronę języka. Może natomiast wzmocnić jego pozycję, zwiększyć społeczną świadomość jego wartości i być argumentem przy staraniach o wsparcie projektów związanych z jego zachowaniem.
Przynosi też zobowiązanie. Społeczność, która zgłasza element swojego dziedzictwa, określa działania służące jego ochronie, a później musi pokazywać, w jaki sposób te założenia realizuje.
– Na nas zostaje odpowiedzialność. Ale jesteśmy zauważeni – że ciągle jesteśmy i chcemy tutaj być z tym naszym językiem – mówi prof. Duć-Fajfer.
To szczególnie ważne w przypadku języka mniejszościowego. Można go opisać, stworzyć gramatykę, słowniki i normy zapisu, można uczyć go na kursach i dokumentować najstarsze formy. Ale o jego przyszłości ostatecznie decyduje to, czy będzie potrzebny ludziom w zwyczajnym życiu.
Język dziadków czy język dzieci?
I właśnie tutaj pojawia się największe wyzwanie. Prof. Olena Duć-Fajfer zwraca uwagę na charakterystyczne określenie, które coraz częściej pojawia się w wypowiedziach młodych ludzi należących do społeczności mniejszościowych: „język dziadków”.
Dziadków – nie rodziców.
To jedno sformułowanie pokazuje, jak łatwo może zostać przerwany naturalny przekaz między pokoleniami. W społeczności łemkowskiej język nadal funkcjonuje w rodzinach, są też osoby, które świadomie do niego wracają. Jednocześnie część dwudziesto- i trzydziestolatków, mówiąc o najbardziej naturalnej łemkowszczyźnie, odwołuje się właśnie do mowy swoich dziadków.
Dom pozostaje więc miejscem, którego nie zastąpi żadna instytucja. To w nim język może stać się nie tylko przedmiotem nauki, lecz czymś własnym – językiem emocji, codziennych spraw, żartów, kłótni, wspomnień i bliskości.
Równie istotne jest zachowanie jego różnorodności. Łemkowski ma wypracowaną normę piśmienniczą, gramatykę i zasady ortograficzne, ale – zdaniem prof. Duć-Fajfer – standaryzacja nie powinna prowadzić do usuwania form istniejących w żywej mowie.
– Każda forma jest cenna, bo wynika z życia – podkreśla badaczka. Jej zdaniem współczesne myślenie o językach mniejszościowych powinno chronić ich wewnętrzne bogactwo, a nie wtłaczać je w jeden sztywny wzorzec.
Pierwszy krok
Wpis na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego nie kończy więc starań o język łemkowski. Jest raczej potwierdzeniem, że ten język istnieje, ma swoich użytkowników i wspólnotę, która chce go przekazać dalej.
W przyszłości możliwe są również starania o szersze, międzynarodowe uznanie dziedzictwa językowego Rusinów Karpackich. Prof. Duć-Fajfer mówi o planach współpracy ze społecznościami rusińskimi żyjącymi w innych krajach i ewentualnej wspólnej drodze w kierunku UNESCO. To jednak dalsza perspektywa i – jak zaznacza – wymagająca jeszcze wielu kroków.
Na razie najważniejsze wydarzyło się w Polsce: język łemkowski znalazł się wśród elementów niematerialnego dziedzictwa uznanych za warte szczególnej troski.
Ale jego prawdziwą ochroną nie będzie sam wpis. Będzie nią każde kolejne pokolenie, które nie powie już tylko: „tak mówili moi dziadkowie”, lecz również: „tak mówię ja”.