Poszło nie tak i to w sposób absolutnie komiczny, choć temat jest przecież śmiertelnie poważny. Internetowi oszuści, którzy masowo fabrykują historyczne zdjęcia, zaliczyli właśnie wpadkę stulecia. Wyobraźmy sobie profil internetowy, który udaje poważne cyfrowe archiwum. Wrzuca zdjęcia ludzi w pasiakach z obozu Auschwitz - emocje, smutek, lajki się zgadzają.
Tylko, że jego autor zamiast wzruszającego opisu przez przypadek wkleił... komunikat o błędzie z generatora AI. W efekcie pod "historyczną fotografią" pojawił się napis - "Osiągnąłeś limit darmowego planu generowania obrazów. Spróbuj ponownie za 10 minut".
Cała mistyfikacja pękła jak bańka mydlana. To nie jest żadne archiwum. To zwykła farma treści, gdzie historia i ludzkie cierpienie są traktowane jak tanie paliwo do nabijania kliknięć. Liczy się tylko jedno - wywołać sztuczny sentyment, zebrać lajki i zarobić na zasięgach.
Problem w tym, że platformy takie jak Facebook kompletnie sobie z tym nie radzą. Kiedy algorytmy pozwalają na masowe zalewanie sieci takimi podróbkami, zaczyna się dziać coś niebezpiecznego. Młody człowiek szukając dziś w sieci dokumentów czy zdjęć z Auschwitz, zamiast na fakty coraz częściej trafia na cyfrowe podróbki.
W ten sposób powoli zaciera się granica między prawdą a ordynarnym fałszem, a pamięć o ofiarach staje się ofiarą.
Więc jeśli następnym razem zobaczycie w sieci szokujące, nieznane zdjęcie z przeszłości, spójrzcie na nie dwa razy. Czasem historia ukryta w opisie mówi znacznie więcej o współczesnej głupocie niż sam obrazek.