Deszcz nie zawsze rozwiązuje problem
Jak podkreśla Daniel Mróz, poziom zagrożenia zależy między innymi od regionu i warunków pogodowych. Niewielkie opady mogą poprawić sytuację tylko na krótko.
– Drobny deszcz nie jest od razu powodem, żeby tego zagrożenia nie było. Po paru godzinach, a nawet krócej, wystarczy trochę ciepłego wiatru i wilgotność jest tak niska, że ściółka i sam las są bardzo zagrożone – wyjaśnia przyrodnik.
Dlatego w całej Polsce prowadzony jest stały monitoring zagrożenia pożarowego. Badania, w dużej części zautomatyzowane, pozwalają określić stopień wysuszenia lasu. Gdy sytuacja staje się szczególnie niebezpieczna, leśnicy mogą wprowadzić zakaz wstępu.
Nie każdy las pali się tak samo
Roślinność występująca w Polsce różni się od tej rosnącej w bardziej narażonej na susze Hiszpanii. Daniel Mróz zwraca uwagę, że polskie rośliny gromadzą więcej wilgoci. W suchszych regionach częściej występują natomiast gatunki zawierające więcej związków żywicznych i aromatycznych, które łatwiej się zapalają.
Przyrodnik przywołuje przykład sosny Banksa. Po wojnie sadzono ją w Polsce ze względu na szybki wzrost w młodym wieku. Jej szyszki otwierają się jednak pod wpływem ognia, a obecność olejków eterycznych sprzyja bardzo intensywnym pożarom koron drzew. Z czasem sosny te zaczęto usuwać.
Liściasty pas na drodze ognia
Szczególnie szybko ogień może przemieszczać się w jednolitych lasach sosnowych. Daniel Mróz, mieszkający w pobliżu Puszczy Noteckiej, podkreśla, że w takim lesie pożar bywa błyskawiczny.
Jednym ze sposobów ograniczania zagrożenia są tak zwane pasy biooporu. Fragmenty boru sosnowego przedziela się pasami drzew liściastych, dobranych tak, by radziły sobie nawet na ubogiej glebie. Liściasta roślinność spowalnia ogień i ułatwia strażakom opanowanie pożaru, zanim obejmie on kolejne części lasu.
Rozmowy w „Magazynie Familijnym” można słuchać w Radiu Kraków w niedziele od godziny 10.00 do 11.00.
Deszcz nie zawsze rozwiązuje problem
Jak podkreśla Daniel Mróz, poziom zagrożenia zależy między innymi od regionu i warunków pogodowych. Niewielkie opady mogą poprawić sytuację tylko na krótko.
– Drobny deszcz nie jest od razu powodem, żeby tego zagrożenia nie było. Po paru godzinach, a nawet krócej, wystarczy trochę ciepłego wiatru i wilgotność jest tak niska, że ściółka i sam las są bardzo zagrożone – wyjaśnia przyrodnik.
Dlatego w całej Polsce prowadzony jest stały monitoring zagrożenia pożarowego. Badania, w dużej części zautomatyzowane, pozwalają określić stopień wysuszenia lasu. Gdy sytuacja staje się szczególnie niebezpieczna, leśnicy mogą wprowadzić zakaz wstępu.
Nie każdy las pali się tak samo
Roślinność występująca w Polsce różni się od tej rosnącej w bardziej narażonej na susze Hiszpanii. Daniel Mróz zwraca uwagę, że polskie rośliny gromadzą więcej wilgoci. W suchszych regionach częściej występują natomiast gatunki zawierające więcej związków żywicznych i aromatycznych, które łatwiej się zapalają.
Przyrodnik przywołuje przykład sosny Banksa. Po wojnie sadzono ją w Polsce ze względu na szybki wzrost w młodym wieku. Jej szyszki otwierają się jednak pod wpływem ognia, a obecność olejków eterycznych sprzyja bardzo intensywnym pożarom koron drzew. Z czasem sosny te zaczęto usuwać.
Liściasty pas na drodze ognia
Szczególnie szybko ogień może przemieszczać się w jednolitych lasach sosnowych. Daniel Mróz, mieszkający w pobliżu Puszczy Noteckiej, podkreśla, że w takim lesie pożar bywa błyskawiczny.
Jednym ze sposobów ograniczania zagrożenia są tak zwane pasy biooporu. Fragmenty boru sosnowego przedziela się pasami drzew liściastych, dobranych tak, by radziły sobie nawet na ubogiej glebie. Liściasta roślinność spowalnia ogień i ułatwia strażakom opanowanie pożaru, zanim obejmie on kolejne części lasu.
Rozmowy w „Magazynie Familijnym” można słuchać w Radiu Kraków w niedziele od godziny 10.00 do 11.00.