Krakowscy funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali 23-latka, który planował zamach terrorystyczny na czołowych polskich polityków. Co się dzieje? Skąd się biorą takie złe emocje?
- Złe emocje na pewno się biorą z wszechwładnego hejtu, który w polityce stał się niestety językiem normalności. To nakręcanie złych emocji, obrażanie przeciwników politycznych, odbieranie prawa do bycia Polakiem temu, kto ma inne poglądy niż prawicowe.
Nie wiemy, o jakie poglądy chodzi.
- Ja tak to definiuję. Po tym wszystkim, co możemy w sieci zobaczyć, to ten kierunek polityczny. Politycy strony demokratycznej zderzają się z groźbami, inwektywami.
Mówi pan, jakby to jedna strona tylko atakowała. Pan miał taki przykład?
- Tak, wiele przykładów. Ostatnio złożyłem prywatny akt oskarżenia przeciwko jednemu hejterowi, który mi groził. Zobaczymy, jak to się rozwinie. To anonimowe konta, gdzie są obrazki religijne. Z takich kont idzie morze hejtu. Ktoś ma inne poglądy, wyraża je agresywnie, za tym idą groźby, szantaż. To wszystko niepokoi. Dobrze, że służby się tym zajęły. Czy ten człowiek faktycznie planował zamach, czy to była jego tylko aktywność w sieci? To wykaże śledztwo.
Pamiętamy podobną sytuację sprzed lat, Brunona Kwietnia z Uniwersytetu Rolniczego, który kilka lat temu zmarł w więzieniu. Dzisiaj te emocje i rowy wykopane między Polakami są zdecydowanie głębsze.
- Tak, ale musimy jedną rzecz wziąć pod uwagę. Po drugiej stronie mamy człowieka, który może ma inne poglądy, ale to nadal człowiek. On ma prawo czuć się Polakiem. Nie można mu odbierać człowieczeństwa, polskości i patriotyzmu. Każdy z nas ma do tego prawo. Niestety prawa strona zawłaszcza bycie Polakiem, patriotą, bycie osobą wierzącą. Tak budują swój przekaz. Za tym idzie hejt. 70-80% tego hejtu to środowiska prawackie. Po drugiej stronie też nie ma aniołków. Jest skrajny lewicowy przekaz i także hejt, ale jednak dominuje przekaz odczłowieczający ludzi o innych poglądach, którzy nie zgadzają się z Polską narodowo-katolicką.
Wczoraj w Krakowie premier Tusk zadeklarował pieniądze na metro oraz wprowadzenie opłaty turystycznej. Na razie to deklaracje. Jak teraz państwo tego dopilnują?
- Jak chodzi o metro, powiedział to, co rząd cały czas sygnalizuje. Pieniądze będą. Nie w roku 2040, ale w nowej perspektywie UE. To 10 miliardów euro dla polskich miast, z czego głównie skorzysta Kraków i Warszawa. Szef rządu to potwierdza. Premier powiedział, że za Kraków nikt metra nie wybuduje. Władze miasta muszą się do tego przygotować. Nie możemy mówić, że metro zbudujemy w 2045 roku. Wtedy nie będzie pieniędzy z UE. Polska będzie tak bogata, że to zostanie ograniczone. Teraz jest okienko. Trzeba zbudować metro. Kraków jest największym miastem w UE bez systemu metra. Wszystkie miasta wielkości Krakowa bądź nawet mniejsze, metro mają.
Padła też deklaracja dotycząca opłaty turystycznej. Wcześniej minister Domański w ogóle wykluczał wprowadzenie opłaty turystycznej. Jest też taki projekt, który wprowadza te warunki, czyli miasto musi spełniać warunki klimatyczne i warunki krajobrazowe, żeby pobierać opłatę, co wyklucza Kraków. Tymczasem słyszymy od premiera, że będzie i to w stu procentach do kasy miasta kierował te pieniądze.
- Nie minister Domański, ale niestety działania jego podwładnych spowodowały problem w projekcie ustawy. Specjalny zespół zajmuje się najmem krótkoterminowym, tym też się zajmiemy. Słowa premiera zmienimy w czyn. Jako parlamentarzyści KO mamy to wykonać. 100% z opłaty turystycznej dla Krakowa. O jej wysokości zdecyduje Rada Miasta Krakowa. Ustawa ma dawać tylko widełki. Robimy, nie gadamy.
Co to znaczy, naprawimy tę sytuację?
- Trzeba będzie przyjąć poprawkę.
Będą te warunki klimatyczne bądź krajobrazowe?
- Nie będzie warunków. Pewnie zrobimy to tak, żeby Kraków nie był wykluczony z pobierania opłaty turystycznej. To jest w całej Europie. W Barcelonie to kilkanaście euro za nocleg. U nas pewnie to będzie kilkanaście złotych na początek. Miasto musi walczyć z negatywnymi skutkami turystyfikacji. Jak ktoś przyjeżdża do Krakowa, niech się dołoży do budżetu.
Czyli nie rozstrzyga pan, czy będą te warunki, czy ich w ogóle nie będzie? Bo też niektórzy samorządowcy mówią, że lepiej, żeby w ogóle ich nie było, bo nie będzie czego skarżyć.
- Można je wykreślić. Trzeba jednak rozmawiać z gminami uzdrowiskowymi. Wszyscy muszą być zadowoleni. Nie może być partnerów poszkodowanych w samorządach. Można to zrobić wariantowo, lub skończyć żywot warunków klimatycznych w ustawie. Na pewno 100% środków trafi do Krakowa. Jest deklaracja premiera, my mamy to zrealizować.
Będziemy przypominać, że takie deklaracje padają...
- Nie trzeba. Jasno mówię, że mamy to zrobić.
Do Trybunału Konstytucyjnego została skierowana ustawa Lex Szarlatan. Jak odpowie teraz Koalicja 15 października?
- To wrzucenie ustawy do zamrażarki. TK nie ma, bo prezydent nie powołał prawidłowo wybranych sędziów. Jak oni by byli powołani, TK by mógł rozpatrywać ustawy, zeszłoby to odium polityczne z Trybunału. Dzisiaj TK się tym nie zajmie.
Sprawa skończona?
- Wrzucenie do zamrażarki, mrugniecie okiem do szarlatanów, czyli do radykalnego elektoratu prawicowego. To ruchy antyszczepionkowe też.
Ale minister Leśkiewicz nie mówił wczoraj o leczeniu, czy też o uzdrowieniu salcesonem. Mówił natomiast o firmach, które zajmują się ziołolecznictwem.
- Kandydatka Konfederacji mówiła, że raka można leczyć moczem. Są różne przypadki po prawej stronie sceny politycznej. Chodzi o ziołolecznictwo? Wszyscy wiemy, że leczenie ziołami jest udokumentowane naukowo. Rośliny mają dobry wpływ na organizm, możemy się leczyć. Tam w ustawie jest, że leczenie jest dopuszczone, kiedy obiektywnymi metodami naukowymi pozytywny wpływ danej substancji, danej rośliny, danego związku chemicznego jest potwierdzony na człowieka. Wiemy, że pijemy napar z mięty przy dolegliwościach żołądkowych. Jest udowodnione naukowo, że nam to pomaga.
Dlaczego wyższy dochód roczny 130 tysięcy i trzecia skala podatku, a nie wyższa kwota wolna?
- Jestem zadowolony z tego projektu zmian podatkowych. On jest mocno ukierunkowany na ludzi, którzy są specjalistami w swojej dziedzinie, którzy z racji doświadczenia zawodowego, wyceny ich umiejętności, zarabiają nieco więcej niż średnia krajowa. Oni tworzą siłę polskiej gospodarki. Państwo to widzi. Pielęgniarka i nauczycielka wpada w II próg i nagle w grudniu przed świętami dostaje pensję o 20% niższą, bo wpadła w II próg. Jak ma przygotować święta, przyjąć rodzinę?
Kwoty wyższej wolnej od podatku nadal nie ma. Była obiecywana.
- Na razie nas na to nie stać. Prace jednak trwają. Do końca kadencji przyjmiemy propozycję i zamkniemy to. Nikt nie jest głupi. Obiecaliśmy to. Musimy to zrealizować. To na nas negatywnie ciąży.