Po tragedii na Solnej w Krakowie deklaruje pani zero tolerancji dla bandytów drogowych. Pytanie tylko, co dotąd w tej sprawie pani zrobiła jako parlamentarzystka? Na przykład powrotu fotoradarów do gmin nie udało się jakoś dowieźć do tej pory, a pani w tej sprawie interpelowała.
- Tak. Te rozmowy z ministerstwem się toczą. Ta zmiana była błędem. Dalej będę w dialogu. Gminy powinny korzystać ze wszelkich działań, które mogą podjąć przy zapewnianiu bezpieczeństwa. Fotoradary nie są jedyne. Jest katalog działań, które wpisują się w „wizję zero”. W Helsinkach to działa. W Polsce jest to w Jaworznie. Chodzi o takie rozwiązania infrastrukturalne, które uniemożliwiają na określonych odcinkach osiąganie przez kierowców dużych, bardzo niebezpiecznych prędkości.
Tyle tylko, że to jest sprawa z początku tego roku. Na razie zmian nie widać.
- Pewne zmiany niestety wymagają czasu, zwłaszcza w kwestii fotoradarów. Mówimy o przeniesieniu pewnych kompetencji na gminy. Kiedyś gminy je miały, ale zostały zabrane. Jak chodzi o Solną, fotoradar nie jest rozwiązaniem. Wczoraj zrobili coś mieszkańcy Krakowa. Ustawili tam takie mini rondo. Niezrozumiałe dla mnie były słowa prezydenta Kracika, który właściwie stwierdził, że wypadki są, były i będą i miasto tutaj jest bezradne. Otóż nie.
Myśli pani, że miasto też odpowiada pośrednio za tą tragedię, z uwagi na rozwiązania infrastrukturalne, czy związane z organizacją ruchu?
- Od lat rada dzielnicy wnioskowała o zmiany w tym rejonie. Mówili to też mieszkańcy. O tym, że to niebezpieczny odcinek wiedziała też policja. Nie ma osoby w Krakowie, która przechodząc przez Solną, nie widziałaby kierowców jadących za szybko. Tam jest niebezpiecznie.
Wracając do fotoradarów, na jakich zasadach? Zaraz podniosłyby się oczywiście głosy środowisk związanych z branżą motoryzacyjną, że znowu będzie polowanie na kierowców na terenie gmin. W założeniu to miało tak wyglądać, że pieniądze miały trafiać do centralnego budżetu, nie do budżetu gmin. To na takiej zasadzie będzie?
- Jest to jedno z rozwiązań. Nie chce wchodzić w dyskusję o pieniądzach. To nie jest kwestia jednego mandatu czy radaru. Radary nie są po to, żeby drenować kieszenie kierowców, ale żeby wymuszać na nich bezpieczne zachowanie na drodze. Tego brakuje. Jak ktoś nie przekracza prędkości, przestrzega prawa, nie poniesie konsekwencji.
Inny pomysł aktywistów to ustawowy zakaz tuningowania wydechów. Co pani o tym sądzi?
- Tak. Mi się to podoba. Będę rozmawiała z aktywistami, którzy to zgłosili. Zastanowimy się, jak wprowadzić to do prawa, jak to powinno być egzekwowane. Musimy iść w tym kierunku. Jest kłopot z samochodami, hulajnogami. Niestety prawo w tym wypadku musi nadążać za ludzką kreatywnością. Razem z nieodpowiedzialnością serwuje nam to tragedie na drodze.
Jako prezydentka, w jaki sposób będzie pani chciała zapobiegać temu, by Kraków nie był traktowany jako prywatny tor wyścigowy?
- Narzędzi jest dużo. Chcę dokonać weryfikacji wszystkich uchwał rad dzielnic, które były zgłaszane, gdzie rady apelowały o wprowadzenie ograniczeń prędkości, żeby było bezpieczniej. Chce przejrzeć zgłoszenia do Krakowskiego Centrum Kontaktu. Mieszkańcy tam zgłaszają takie sytuacje. Potem audyt dróg. Dwa pierwsze punkty pokażą nam, gdzie jest niebezpieczne. Należy wymagać działań od policji. Słyszę, że ludzie zgłaszają wyścigi, niebezpieczne zachowania, ale policja nie reaguje.
Chociaż kary zostały zaostrzone za organizację i udział w wyścigach.
- Tak. To też efekt pracy w tej kadencji. To jest kwestia życia i zdrowia wszystkich.
W jaki sposób pani będzie chciała teraz przypilnować rząd, żeby dotrzymał słowa? Chodzi o deklarację premiera Tuska w Krakowie, że opłata turystyczna będzie w tej kadencji i 100% wpływu trafiać będzie za samorządu.
- To ważna deklaracja, która jest efektem pracy wielu osób. W Sejmie są trzy projekty ustaw – moja, Rafała Komarewicza – one dawały 100% opłaty turystycznej do gmin. Jest też propozycja ministra Rasia. Ostatnio okazało się, że Beskidzka Organizacja Turystyczna wywaliła 140 tysięcy na raport napisany częściowo w AI. To stawia pod znakiem zapytania, czy organizacje turystyczne powinny mieć udział w zyskach z tej opłaty. Będziemy tego pilnować. Na samym początku września ma być procedowana ustawa o najmie terminowym i ja sobie nie wyobrażam, żeby tych zapisów ws. opłaty tam nie było.
Deklarowała pani poprawki do ustawy o najmie krótkoterminowym. Chodzi o to, by dać narzędzia wspólnotom mieszkaniowym i samorządom, by decydowały i wprowadzały strefy bez Airbnb. Co z tymi deklaracjami dzisiaj?
- Dzisiaj mogę powiedzieć, że jutro jest spotkanie w ministerstwie sportu i turystyki. Nie będziemy omawiać kierunku i tego, czy samorządy powinny móc wyznaczać strefy wolne od tego najmu krótkoterminowego, podobnie ze wspólnotami, ale będziemy mówić już o zapisach. W czwartek lub w piątek będę mogła opowiedzieć, jak te zapisy będą wyglądały.
Czyli samorządy i wspólnoty mieszkaniowe będą miały taką możliwość, żeby wprowadzać po prostu zakaz u siebie?
- Jest na to zgoda. Nie wyobrażam sobie, żeby te zapisy się nie znalazły. Jutrzejsze spotkanie będzie potwierdzeniem. Będziemy rozmawiać o zapisach.
Chce pani uporządkować sprawę najmu krótkoterminowego, chce pani zakazu tworzenia nowych hoteli na Kazimierzu. Pani też, tak jak Łukaszowi Gibale, przeszkadza turystyka w Krakowie? Kraków bez turystów byłby lepszy?
- Nie. Kraków bez turystów nie wchodzi w grę. Jednak potrzeba zmian jak chodzi o politykę związaną z turystyką masową. Kilka miesięcy temu Akcja dla Krakowa postulowała wielką zmianę planów miejscowych, żeby mieć pod kontrolą, gdzie i jak powstają hotele. Kraków nie może stać się wydmuszką turystyczną, skansenem. Musi być równowaga między ważną częścią gospodarki i potrzebami mieszkańców.
Odwołując się do opinii pani konkurenta wyborach prezydenckich, Kraków zyskuje jako miasto czy traci na turystyce?
- Nie da się tego tak łatwo przedstawić. Kraków nie może być zamkniętym miastem. Turystyka to ważny element naszej gospodarki. Problem pojawia się, gdy interes turystów jest ważniejszy od interesu mieszkańców. Mieszkańcy ponoszą koszty turystyki masowej. Musi być równowaga. Przez ostatnie lata tego brakowało.
Wracając do sprawy Kazimierza i tego hotelu planowanego na Bożego Ciała. Odwołany prezydent Krakowa deklarował, że nie powstanie tam żaden hotel. Pani w tej sprawie wysłała do podpisu deklarację Monice Piątkowskiej, Łukaszowi Gibale, Michałowi Drewnickiemu, a swojej koleżance Aleksandrze Owcy pani wysłała?
- Wysłałam kandydatom, którzy mają szansę wejść do II tury. Stanowisko Aleksandry Owcy jest tu jasne. Tego nie można powiedzieć o osobach, do których wysłałam tę deklarację.
Rozumiem, że krakowskie wybory to też wewnętrzna rywalizacja Nowej Lewicy i Razem i o to też chodzi. Są wzajemne złośliwości.
- Nie. Dlaczego? Nie ma wzajemnych złośliwości. Te wybory nie są próbą sił przed 2027 rokiem. To wybory o Krakowie, w jakim mieście chcemy żyć, wybory, które są w trudnym momencie. Nowy prezydent będzie musiał prowadzić twarde rozmowy z rządem, umieć rozmawiać ze wszystkimi mieszkańcami. To powinien być temat kampanii. Mnie rywalizacja nie interesuje. To nie jest konkurs na popularność, ale wybory prezydenckie.
Od niedzieli obowiązuje rozporządzenie ministra cyfryzacji dotyczące wzorów dokumentów małżeństw. Pani kilka tygodni temu mówiła w Radiu Kraków o braku odwagi w krakowskim Urzędzie Stanu Cywilnego w sprawie transkrypcji tych zagranicznych małżeństw jednej płci. Czy coś się zmieniło w Urzędzie Stanu Cywilnego? Są kandydaci, jak Michał Drewnicki, który mówi wprost, że tak jak w Zakopanem, żadnej transkrypcji w Krakowie nie będzie.
- Dziwi mnie, że kandydat na prezydenta Krakowa chce namawiać urzędników do łamania prawa. Jest rozporządzenie, są wyroki sądów. Urzędnicy mają obowiązek dokonywać aktów transkrypcji. Sprawy, które znam, toczyły się przed 23 sierpnia. Sprawdzę, co ze sprawami po 23 sierpnia, czy one przyspieszyły. Interweniuję w tej sprawie. Jestem w kontakcie z kilkoma parami, które na taki akt czekają.