Niestety drodzy panowie, schowajcie nadzieje do kieszeni. Nie ma żadnej tajemnej mikstury z mniszka lekarskiego i sody oczyszczonej, którą lekarze ukrywają gdzieś przed nami pod groźbą utraty dyplomu. To jest klasyczny, perfidny fejk, a mówiąc wprost – ordynarny scam.
Schemat jest stary jak internet, ale dostał nowoczesny, cyfrowy makijaż. Oszuści wrzucają na Facebooka wideo ze znaną twarzą. W tym przypadku wykorzystali profesor Grażynę Cichosz. W kadrze widzimy fragment jej autentycznego wywiadu u Jana Pospieszelskiego. To samo studio, te same ubrania, ale głos wygenerowała już sztuczna inteligencja. Prawdziwa profesor mówiła o czymś zupełnie innym, a algorytm po prostu włożył w jej usta peany na cześć magicznego leku na prostatę.
Co się dzieje dalej? Wideo oczywiście nie podaje receptury na tacy. Żeby poznać ten cudowny składnik, musimy kliknąć w link. Tutaj wjeżdża cała machina iluzji. Lądujemy na stronie, która wygląda kropka w kropkę jak portal pacjent.gov.pl albo Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego. Mało tego, oszuści dorzucili u dołu logotypy TVN, TVP Info i Telewizji Republika, sugerując wielki patronat medialny. W polskich mediach taka zgoda ponad podziałami to już sam w sobie dowód na cud, albo na jakieś fałszerstwo.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Wystarczy spojrzeć w lewy górny róg tej rzekomej rządowej witryny. Zamiast oficjalnego adresu instytucji, znajdziemy tam kontakt w stylu [email protected]. Prawdziwy Instytut Zdrowia Publicznego prędzej zmieni się w stację kosmiczną niż założy taką skrzynkę pocztową.
Kto za tym stoi? Świeże konta z zerową liczbą obserwujących. Jaki jest cel? Zwykły rabunek. Kliknięcie w link może zainstalować na telefonie złośliwe oprogramowanie, a formularz po odbiór darmowego przepisu wyciąga wasz PESEL i dane karty płatniczej.
Morał z tej historii jest prosty. Jeśli ktoś w sieci obiecuje wam uzdrowienie prostaty jednym kliknięciem, to nie uratuje waszego pęcherza, ale z pewnością wyczyści wam portfel. Gdy szwankuje zdrowie idziemy do prawdziwego lekarza, a podejrzane filmiki na Facebooku omijamy szerokim łukiem.