Na jakie realne poparcie może liczyć progresywna kandydatka Lewicy w mieście, w którym właśnie głosami prawicy został odwołany w miarę progresywny prezydent Miszalski? Zaproponuje pani ten w sposób jeszcze więcej tego samego?
- Nie. Ja myślę, że to dobre i źle sformułowane pytanie. W 2024 roku wybieraliśmy między dwoma kandydatami. Każdy był progresywny, każdy mówił do krakowian w sposób nowoczesny i wskazywał ambitne cele dla miasta. Prezydenta Miszalskiego odwołali głównie wyborcy konserwatywni, ale po analizie wyników widać też część zawiedzionych wyborców KO i innych partii. Te wybory będą specyficzne. Trudno jest nam teraz wyrokować. Ich termin to koniec sierpnia.
Chociaż premier mówił o wrześniu.
- To ciekawa teza. Nie widzę w kodeksie wybiorczym możliwości przeniesienia wyborów na termin późniejszy. Zobaczymy, jakie będzie stanowisko KBW. Kraków stoi przed wielkimi wyzwaniami. To wybory lokalne, ale prasa próbuje temu nadać wymiar ogólnopolski. To szkoda dla samych mieszkańców Krakowa.
Jakich strat przysporzy pani w Krakowie pani niedawna współpracowniczka - Aleksandra Owca? Ile odbierze? Jak się te głosy podzielą na lewicy?
- Nie wiem, czy się podzielą głosy lewicy i progresywni wyborcy. Ja startuję, bo wierzę w Kraków, Krakowian. Chce obniżyć ceny biletów i wprowadzić bilet 20-minutowy. Chcę zwiększyć zasób mieszkaniowy Krakowa. O tym trzeba w kampanii rozmawiać. Takie szacunki zostawiam publicystom. To ich zadanie.
Przy okazji decyzji o starcie w tych wyborach, nie było żadnych możliwości na to, by wystawić wspólnego kandydata Koalicji 15 października? Jest Monika Piątkowska, która była w Lewicy, w Polsce 2050, jest w Koalicji Obywatelskiej obecnie. Wszystkie środowiska łączy.
- Może dlatego właśnie to kandydatura problematyczna.
Pani wyszła też z Razem.
- Tak. Nie było tych zwrotów jednak aż tak wiele. KO przedstawiła w ciągu dwóch lat plan dla Krakowa, który Krakowianom w części nie odpowiadał. Kampania referendalna pokazała, że ten kierunek rozwoju Krakowa nie jest jasny. Przypomnę kuriozalny pomysł, żeby w tak zadłużonym mieście proponować budowę toru wyścigowego.
To już nieaktualne.
- Tak. Prezydent Kracik powiedział, że tego nie będzie.
Ale z drugiej strony pamiętamy, że był to jeden z pierwszych projektów w budżecie obywatelskim, projekt przyjęty i oczekujący na realizację.
- Tak, ale ile wtedy miał kosztować, ile teraz planowano wydać? Musimy rozmawiać o problemach mieszkańców Krakowa.
To porozmawiajmy o tych realnych problemach. W swoim Planie na Kraków powraca pani do pewnych stałych motywów – mieszkalnictwo, turystyka, czyli Kraków nie dla klientów Ryanair, najem krótkoterminowy. To jak pani, jako przedstawicielka Koalicji 15 października, która odpowiada za przyjmowanie odpowiednich ustaw, będzie tłumaczyć teraz Krakowianom to, że nie dowieźliśmy ani najmu krótkoterminowego przez trzy lata, ani opłaty turystycznej, ani ustawy metropolitalnej, a ja tutaj obiecuję, że ureguluję najem krótkoterminowy. Najpierw to musi się wydarzyć w parlamencie.
- Prace nad najmem krótkoterminowym trwają. To się dzieje. W parlamencie jest projekt Polski 2050. Będę za nim głosowała. To dobre rozwiązanie. Opłata turystyczna to kwestia kilku miesięcy. Z jakiegoś powodu minister Domański to blokuje, ale rozmawiamy. Nie widzę powodu, czemu Kraków miałby z tego nie skorzystać.
To na razie nie ma co obiecywać. Dopóki nie ma zmian ustawowych, to się nie wydarzy.
- Spotkamy się i wtedy porozmawiamy o konkretach.
W jaki sposób pani chce zablokować fundusze inwestycyjne, które wykupują nieruchomości także w Krakowie?
- Rozmawiam z ministrem Lewandowskim ws. narzędzi. To szersza dyskusja, jak wygląda zarządzanie przestrzenią publiczną w Krakowie, jak przygotowywany jest plan ogólny. O tym powiemy w kampanii. Plan na Kraków musi uwzględniać fundusze inwestycyjne, kwestie zwiększenia zasobu Społecznej Agencji Najmu. Na ile SAN nie powinien celowo mieszkań przekazywać? Są takie pomysły. My chcemy Krakowa, który realnie korzysta z narzędzi, które daje państwo.
Pani jest parlamentarzystką. Jeszcze raz wrócę do tego samego. Mówi pani o pustostanach. Bez opodatkowania kolejnych nieruchomości kupowanych w celach inwestycyjnych, nie da się tego...
- Dlatego jest ustawa Lewicy o podatku od tego typu pustostanów. Nad tym pracujemy. Jest i musi być synergia między pracami rządu i miasta. To procesy, które trwają.
Myśli pani, że rząd Koalicji 15 października przyjmie ustawę o podatku katastralnym?
- Trzeba o to walczyć. Może mnie pan zapytać, czy prezydenta Nawrocki to podpisze. Mamy przestać pracować? Swoją rolę traktuję poważnie. Chce to doprowadzić do końca. Pewnie tego prezydent nie podpisze, ale to mamy się rozejść? To nie mieści się w moim poczuciu obowiązku. Nie zwykłam rejterować.
Ile mieszkań społecznych można wybudować w ciągu jednej pięcioletniej kadencji?
- W tym momencie buduje się mieszkań chyba około setki. Był konkurs koncepcyjny. Ważnym narzędziem Krakowa, którego miasto nie wykorzystało, są Zintegrowane Plany Inwestycyjne. Ja może opowiem tutaj szerzej...
Wiemy o co chodzi. Deweloper robi coś dla miasta, za to dostaje...
- Jest możliwość, żeby część mieszkań wybudowanych na podstawie ZPI, miasto otrzymywało.
Niewiele zmieni się na sytuację mieszkaniowa. Setka mieszkań w ciągu kadencji, no to umówmy się...
- Pan pyta mnie o istniejące procesy, na które jest dofinansowanie z ministerstwa. Mamy SAN-y, mamy budowę w ramach TBS. Jest też narzędzie, czyli ZPI połączone z obowiązkiem przekazywania mieszkań. W ciągu 3 lat nie jesteśmy w stanie zmienić błędów, które trwały dziesięciolecia. To byłoby też nieodpowiedzialne, jakbym tak to rzucała. Mówię o narzędziach. To wymaga czasu, ale nie ma na co czekać.
Jak pani ocenia zaproponowane 3% podwyżki w budżetówce? Przypomnę, że za resort pracy odpowiada polityczka Lewicy.
- Pierwotnie propozycja ministerstwa to było 3,7%.
To niezbyt hojnie.
- To było powyżej inflacji. Ministerstwo Finansów zaproponowało 2,5%. Udało się wynegocjować 3%.
Poziom inflacji.
- Tak. To trudny kompromis, ale ważne, że to wzrośnie. Pewne w kolejnych latach będziemy to próbowali zwiększać. Realia są, jakie są.
Tam jeszcze jest 3% podwyżka płacy minimalnej...
- Tu na pewno będziemy walczyć o pensje nauczycieli. Tu jest najwięcej do zrobienia.
Na koniec jeszcze relacje polsko-ukraińskie. W jakim miejscu się znajdujemy, skoro z jednej strony są politycy, którzy przekonują, że decyzja Zełeńskiego zaszkodzi mieszkającym w Polsce, pracującym Ukraińcom, a z drugiej strony są posłowie, którzy mówią o tropieniu Ukraińców w ministerstwach?
- Posłowie, którzy tak stawiają sprawę, sami wystawiają sobie świadectwo. To element strategii dzielenia nas. Ukraina walczy także w pewien sposób w naszym imieniu. Nikt z nas nie chce sąsiadować na tak wielkim odcinku granicy z Rosją. My w tej walce też uczestniczymy. Tutaj sprawdzanie narodowości przypomina najgorsze czasy z historii Polski. Ja byłam zszokowana i zniesmaczona.
Jest jeszcze oczywiście decyzja, w zasadzie rekomendacja kapituły Orderu Orła Białego. Co pani w tej sprawie uważa?
- To, co należy podkreślić, to pan prezydent Zełeński odebrał nagrodę w imieniu narodu ukraińskiego. Ten order został wręczony narodowi. Ta decyzja o nadaniu imienia była błędna. Widzę działania dyplomatyczne Polski, które mają na celu uświadomienie naszej krzywdy. Zalecam spokój. Nie działajmy tak, żeby cieszyć Rosję. Rosję cieszy antyukraińska Polska.