Fot. pixabay
Rząd przyjął projekt ustawy
W tym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy dotyczącej tzw. bonu senioralnego – nowego świadczenia opiekuńczego dla osób powyżej 65. roku życia. O tym, jakie znaczenie może mieć to rozwiązanie dla seniorów, ich rodzin i całego systemu opieki długoterminowej, w programie „O tym się mówi” mówiła prof. Jolanta Perek-Białas, socjolożka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
„To początek zmian w systemie opieki”
Radio Kraków: Rząd przyjął projekt ustawy o bonie senioralnym dla osób powyżej 65. roku życia. Czy rzeczywiście było to aż tak skomplikowane rozwiązanie, że prace trwały dwa lata?
Prof. Jolanta Perek-Białas: Myślę, że tak. Trzeba pamiętać, że będą angażowane dosyć duże środki publiczne. W pierwszym pilotażowym roku ma to być około stu milionów złotych. Jednocześnie szacuje się, że z programu skorzysta od dwunastu do dwudziestu tysięcy osób. To pokazuje skalę wyzwania.
Komplikacja wynikała też z tego, że pojawiały się różne pomysły na to, jak powinien wyglądać system wspierania opieki długoterminowej w Polsce. Nie chodziło o to, żeby zrobić coś szybko, ale żeby wypracować rozwiązanie, które będzie miało większą akceptację społeczną i ekspercką. Pierwsze propozycje spotykały się przecież z krytyką.
Początkowo świadczenie miało obejmować osoby po 75. roku życia.
Tak, bo właśnie ta grupa najczęściej potrzebuje wsparcia opiekuńczego, szczególnie osoby samotne. To był uzasadniony argument. Z drugiej strony badania pokazują, że część seniorów potrzebuje pomocy już wcześniej. Takie wnioski płyną również z badań SHARE, w których uczestniczę. Dlatego rozszerzenie programu na osoby od 65. roku życia wydaje się uzasadnione.
Tyle że mówimy o programie dla kilkunastu tysięcy osób, a seniorów powyżej 65. roku życia jest w Polsce ponad siedem i pół miliona.
Ja traktuję to przede wszystkim jako pierwszy sygnał i początek procesu. Cieszę się, że w ogóle coś zaczyna się dziać w obszarze opieki długoterminowej. Warto też zwrócić uwagę na rzecz, o której mówi się mniej niż o samym bonie. Chodzi o próbę lepszej koordynacji polityki opiekuńczej.
Do tej pory system był bardzo silosowy. Część spraw znajdowała się w Ministerstwie Zdrowia, część w Ministerstwie Rodziny i Pracy. Tymczasem opieka nad osobami starszymi, zależnymi czy z niepełnosprawnościami nie powinna być domeną jednego resortu. Potrzebna jest współpraca i koordynacja. To także ważny element tej ustawy.
„Bon ma wypełnić białe plamy na mapie Polski”
W katalogu usług mają znaleźć się między innymi opieka pielęgnacyjna, pomoc przy przygotowywaniu posiłków czy wsparcie w poruszaniu się. W jakiej kondycji jest dziś rynek usług opiekuńczych w Polsce?
On istnieje, ale nadal jest niewystarczający. Gdyby wynagrodzenia w tym sektorze były bardziej atrakcyjne, z pewnością więcej osób chciałoby wykonywać taką pracę. Widzimy to chociażby po sytuacji pielęgniarek i innych zawodów opiekuńczych.
Wprowadzenie dodatkowych publicznych pieniędzy do systemu może pobudzić rozwój tych usług. Takie było założenie. Chodzi o to, żeby rodziny mogły korzystać z częściowo finansowanego wsparcia i nie musiały całkowicie rezygnować z aktywności zawodowej.
A jak wygląda dostępność takich usług w różnych częściach kraju?
To jest bardzo zróżnicowane. Dużo zależy od struktury demograficznej poszczególnych regionów. Są miejsca bardziej zaawansowane pod względem starzenia się społeczeństwa i takie, gdzie problem jest jeszcze mniejszy.
W Małopolsce też mamy powiaty, szczególnie na północy regionu, gdzie następuje wyludnianie i zostaje coraz więcej osób starszych. Młodzi wyjeżdżają do większych miast, a seniorzy pozostają sami.
Czy właśnie tam najbardziej brakuje usług opiekuńczych?
Tak. Największym wyzwaniem są obszary wiejskie. Badania pokazują, że w wielu gminach takich usług praktycznie nie ma. I właśnie tam bon senioralny ma być kierowany w pierwszej kolejności.
Trzeba jasno powiedzieć: ten bon nie zastąpi całego systemu. Ma raczej zabezpieczyć te „białe plamy” na mapie Polski, gdzie dziś nie ma żadnego wsparcia. To kwestia solidarności społecznej. Państwo musi zareagować i stworzyć system, który pozwoli osobom starszym żyć godnie.
„To wsparcie także dla dorosłych dzieci seniorów”
Pani profesor podkreśla, że bon ma pomóc także dorosłym dzieciom opiekującym się rodzicami. Czy rzeczywiście może to ułatwić powrót na rynek pracy?
Trzeba pamiętać, że to nie będzie świadczenie wypłacane do ręki. To ma być bon na konkretne usługi opiekuńcze. Będą też określone kryteria dochodowe i limit godzin wsparcia.
Natomiast nawet częściowa pomoc może mieć ogromne znaczenie. Dziś wiele osób około pięćdziesiątki opiekuje się rodzicami mającymi siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt lat. Chciałyby pracować albo kontynuować pracę, ale nie mogą zostawić seniora samego w domu.
Jeśli pojawi się możliwość skorzystania z pomocy choćby przez kilka godzin dziennie, to może zmniejszyć stres i pozwolić utrzymać aktywność zawodową.
Czyli ktoś będzie mógł przyjść na godzinę czy dwie do starszej osoby i ją wesprzeć?
Tak, choć mówimy o określonym limicie godzin miesięcznie. Musimy jeszcze poczekać na ostateczny kształt ustawy po pracach parlamentarnych. Potem konieczna będzie dokładna ewaluacja programu i analiza tego, co działa dobrze, a co wymaga poprawy.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że osób wymagających wsparcia będzie coraz więcej. Dlatego szczególnie martwi mnie sytuacja seniorów samotnych, z niskimi świadczeniami i bez wsparcia rodziny. Nie wyobrażam sobie, żeby społeczeństwo nie zdało tutaj egzaminu z solidarności.
To nie chodzi wyłącznie o opiekę, ale o stworzenie systemu, który pozwoli takim osobom godnie żyć.
Co dziś należałoby jeszcze poprawić w projekcie ustawy?
Na tym etapie najważniejsze jest dla mnie to, że rozpoczęła się poważna debata o tym, jak ma wyglądać życie osób starszych, które z różnych powodów tracą samodzielność.
Musimy też robić wszystko, żeby jak najmniej osób wymagało intensywnej opieki. To oznacza profilaktykę, dbanie o zdrowie i aktywność. Nawet niewielka poprawa zdrowia społeczeństwa przekłada się później na ogromne oszczędności i lepszą jakość życia seniorów.