Koloniści nie czuli się jeszcze Amerykanami
Jednym z ciekawszych aspektów epoki jest kwestia tożsamości mieszkańców kolonii. Ludzie żyjący w XVIII wieku nie postrzegali siebie przede wszystkim jako obywateli przyszłych Stanów Zjednoczonych. Najważniejsza była tożsamość lokalna. Washington uważał się przede wszystkim za mieszkańca Wirginii, podobnie jak mieszkańcy Massachusetts identyfikowali się przede wszystkim ze swoją kolonią. Równocześnie wszyscy pozostawali poddanymi brytyjskiego monarchy i czuli silny związek z Anglią. Dopiero narastające konflikty z metropolią zaczęły stopniowo budować nową, wspólną świadomość polityczną.
George Washington pochodził z Wirginii – kolonii, która odegrała wyjątkową rolę w początkach państwowości amerykańskiej. To właśnie stąd wywodziła się grupa pierwszych prezydentów USA, dlatego historycy mówią czasem o swoistej dynastii z Wirginii.
Była to najstarsza, najbardziej szacowna kolonia amerykańska – mówi dr Marcin Fatalski.
Film pokazuje Washingtona jako człowieka niezwykle ambitnego. Ten obraz dobrze odpowiada historycznej rzeczywistości. Rodzina Washingtonów należała do zamożniejszej warstwy kolonialnego społeczeństwa. Dysponowała znacznym majątkiem ziemskim oraz niewolnikami, ale jednocześnie nie należała do najwyższych elit brytyjskiego imperium.
Jest to rodzina, która miała w miarę ustabilizowaną sytuację materialną. Należeli do tzw. gentry, czyli grupy, która miała już pozycję społeczną, ale żyła w lęku jej utraty – dodaje.
Samouk, który stworzył samego siebie
Śmierć ojca sprawiła, że Washington nie otrzymał klasycznego wykształcenia w Anglii, jakie zdobywali jego starsi przyrodni bracia. W praktyce oznaczało to utratę ważnej przepustki do najwyższych kręgów kolonialnej elity. Nie zrezygnował jednak z edukacji. Czytał książki, studiował geografię i historię, obserwował ludzi oraz sporządzał notatki dotyczące właściwego zachowania. Uczył się etykiety, zasad dobrego wychowania i sposobów prowadzenia rozmów.
On stworzył George’a Washingtona. Świadomie budował wizerunek człowieka odpowiedzialnego, opanowanego i godnego zaufania – dodaje.
Ta niezwykła samodyscyplina stała się jedną z jego najbardziej charakterystycznych cech. Washington bardzo rzadko okazywał emocje, a współcześni często opisywali go jako człowieka chłodnego, zdystansowanego i niezwykle opanowanego. Ogromny wpływ na młodego George’a wywarł przyrodni brat Lawrence Washington. To właśnie on odebrał staranne wykształcenie, zrobił karierę wojskową i stał się dla przyszłego prezydenta wzorem do naśladowania. Po śmierci ojca pomagał zarządzać rodzinnym majątkiem i wprowadzał George’a w świat kolonialnych elit. Pokazał młodszemu bratu, jak funkcjonuje świat brytyjskich dżentelmenów – świat, do którego George tak bardzo chciał należeć.
Człowiek, który dawał nadzieję
To nie był typ dowódcy, który wygrywał spektakularnie. Był człowiekiem ogromnej determinacji, siły charakteru – mówi.
Pierwszy prezydent nie był dowódcą tej klasy co Napoleon Bonaparte czy Fryderyk Wielki. Nie zasłynął spektakularnymi zwycięstwami ani błyskotliwymi manewrami wojskowymi. Potrafił podnosić ludzi po porażkach. Potrafił przekonywać żołnierzy, że nawet jeśli dziś przegrywają, ostateczne zwycięstwo jest możliwe. To właśnie ta cecha uczyniła z niego naturalnego przywódcę.
Najlepszym przykładem tego przywództwa pozostaje słynne przekroczenie rzeki Delaware podczas wojny o niepodległość. Scena została później uwieczniona na jednym z najbardziej znanych obrazów w historii Stanów Zjednoczonych, ale rzeczywistość była znacznie mniej efektowna. Operacja odbywała się nocą, w trudnych zimowych warunkach, a armia Washingtona znajdowała się w bardzo złej sytuacji. Zwycięstwo nad heskimi najemnikami nie miało decydującego znaczenia militarnego, ale okazało się przełomowe psychologicznie.
Washington desperacko potrzebował sukcesu, bo obawiał się, że żołnierze stracą wiarę w sens walki – mówi.
To zwycięstwo pozwoliło odbudować morale armii i przekonało wielu kolonistów, że walka o niepodległość może zakończyć się sukcesem.