Czy podczas wczorajszego ślubowania zobaczył pan przyszłość Krakowa?
Chyba tak, przynajmniej w jakiejś mierze. Po maratonie referendalno-wyborczym Kraków zainaugurował nowy rozdział swojej historii samorządowej, zatytułowany „Prezydentura Łukasza Gibały”. Czy będzie to jedynie epizod, czy obszerny rozdział pełen rozmaitych treści, dopiero się okaże.
Zapowiedzi są bardzo ambitne. Gibała rozbudził wielkie oczekiwania i nadzieje krakowian na pozytywne zmiany. Od miesięcy, a nawet lat przedstawiał się jako ktoś, kto potrafi zdiagnozować problemy miasta i zmienić je na lepsze miejsce dla mieszkańców. Przekonywał, że będzie twórcą i gwarantem pozytywnej zmiany, jeśli wyborcy powierzą mu mandat.
Tak się stało. Osiągnął znakomity rezultat w drugiej turze, a teraz musi sprostać oczekiwaniom i nadziejom krakowian. Wczorajsze wystąpienie było mocnym potwierdzeniem woli przeprowadzenia zapowiadanych zmian i determinacji w realizacji zobowiązań.
Aktywiści miejscy wyliczyli, że w programie, podczas spotkań i debat Gibała zgłosił aż 157 obietnic wyborczych o różnym ciężarze gatunkowym: od dużych spraw po zupełnie drobne. To zabawne, ale też daje do myślenia. Tych zobowiązań jest ogrom i nowy prezydent będzie musiał zmierzyć się z tym bagażem.
Raczej nie wszystko zrealizuje. Gdyby skrupulatnie wypełnił wszystkie 157 zobowiązań, mógłby trafić do światowych podręczników politologii jako ktoś, kto miał mnóstwo obietnic i wszystkich dotrzymał. Ważne jest, żeby zasadniczy trzon udało się zrealizować.
To aktywiści wyliczają obietnice nowemu prezydentowi, choć przez lata był bliski ich działalności. Podczas ślubowania mówił też o potrzebie odbudowy zaufania do władz Krakowa. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem zaufania do samorządu?
Tak diagnozuje sytuację nowy prezydent. Wczoraj był powściągliwy w słowach, ale nie powstrzymał się od mocnej krytyki poprzedników. Ostatnie 20 lat określił jako czas niezbyt udanych rządów, podkreślając, że jest to sformułowanie dyplomatyczne.
Odmalował obraz Krakowa znajdującego się w opłakanej sytuacji, szczególnie finansowej. Przedstawił go jako najbardziej zadłużone spośród dużych miast w Polsce. Ocena poprzedników jest więc niesłychanie krytyczna, choć nie została wyrażona w drastyczny sposób.
Trudno dziś powiedzieć, czy jest prawidłowa. Gibała zapowiada szeroko zakrojony audyt w Urzędzie Miasta i badanie finansów Krakowa. Zapowiada też „odtajnienie” planu ogólnego, czyli dokumentu określającego politykę przestrzenną miasta. Jest przekonany, że zawiera on sekrety ukrywane przez poprzednie władze przed mieszkańcami, ponieważ nie spodobałyby się one krakowianom. Zobaczymy, jaki obraz wyłoni się z tej dokumentacji.
Kraków rzeczywiście jest w bardzo złym stanie finansowym, ale byłbym łagodniejszy w ocenie poprzedników niż Gibała. W moim przekonaniu wcześniejsze decyzje prezydentów mogły przyczynić się do tej sytuacji, ale w ograniczonym stopniu. Samorząd lokalny jest u nas tak umiejscowiony w strukturach władzy państwowej, że ma znacznie więcej obowiązków niż możliwości sfinansowania zadań nałożonych przez państwo.
Czy w polityce poprzedników Gibały było dużo błędów i czy uda się je wykazać na podstawie dokumentów, których jeszcze nie znamy? Zobaczymy, jak będzie przebiegał zapowiadany audyt stanu Krakowa.
Czy brak zaufania do władz Krakowa ma charakter personalny czy instytucjonalny? Aktywiści przypominają nowemu prezydentowi o 157 postulatach i obietnicach. Czy to znaczy, że także jego obdarzają ograniczonym zaufaniem?
Istnieje pewna naturalna kolizja między władzami miasta, niezależnie od tego, kto je sprawuje, a aktywistami. Aktywiści jako idealiści mają maksymalistyczne programy. Chcieliby realizować wszystko, co może przynieść korzyść miastu i mieszkańcom. Rzeczywistość nie zawsze na to pozwala, więc władze podejmują rozstrzygnięcia, które niekoniecznie odpowiadają aktywistom.
Gibała będzie musiał zmienić perspektywę patrzenia. Do tej pory miał perspektywę aktywisty, teraz musi patrzeć na problemy miasta jako prezydent. Im bardziej pozostanie aktywistą, będąc prezydentem, tym dla niego lepiej – pod warunkiem, że przełoży się to na konkretne decyzje.
Gdyby było inaczej, nie rokowałoby to dobrze dla nowego prezydenta. Gdyby szybko zaczął tłumaczyć mieszkańcom, że chciałby zrobić bardzo dużo, ma najlepsze intencje i programy, ale nie może ich realizować, bo rada miasta nie pozwala, nie ma środków albo ludzi, czar prezydenta Gibały mógłby bardzo szybko się ulotnić.
Czy apele o ponadpartyjną współpracę dla miasta są rytualnym gestem nowego prezydenta, czy konkretną propozycją dla Rady Miasta?
Być może to konkretna propozycja. Jest jednak pewne napięcie między ostrą krytyką poprzedników – zarówno instytucjonalną, jak i personalną, bo nie rozdzielałbym tych kwestii – a nawoływaniem do współpracy ponad podziałami.
Gibała od dawna próbuje oddzielić płaszczyznę samorządową i miejską od politycznej i partyjnej. Twierdzi, że można mieć różne przekonania i sympatie polityczne, ale niezależnie od nich wszyscy powinni połączyć się we wspólnej pracy na rzecz miasta. Nie ma powodu, żeby traktować te deklaracje jako ulotne słowa bez pokrycia.
Będzie jednak musiał udowodnić chęć współpracy z niechętną mu Radą Miasta. Oba ośrodki są na pewną współpracę skazane. Nie mogą wypowiedzieć sobie otwartej wojny, bo byłaby niszcząca zarówno dla prezydenta, jak i dla rady.
Atmosfera podczas wczorajszego uroczystego posiedzenia Rady Miasta skłaniała do pewnego optymizmu. Zapowiadano bojkot ze strony byłych prezydentów, którzy nie byli entuzjastami kandydatury Gibały. Tymczasem większość przyszła na jego ślubowanie, włącznie z Aleksandrem Miszalskim. Niezależnie od swojej opinii o nowym prezydencie zamanifestowali obecnością szacunek dla instytucji i werdyktu wyborczego.
Także z wypowiedzi radnych płynęły słowa skłaniające do optymizmu. Wynikało z nich, że Rada Miasta chce współpracować z prezydentem i nie będzie blokować inicjatyw jednoznacznie korzystnych dla Krakowa.
Na uroczystości zabrakło Jacka Majchrowskiego, który przez 22 lata sprawował urząd prezydenta Krakowa. Czy ta nieobecność ma znaczenie symboliczne, czy wynikała ze spraw losowych?
Nie wiemy dokładnie, jak było. Pierwotne zapowiedzi Majchrowskiego były ostrzejsze i mogło się wydawać, że jego nieobecność na uroczystym posiedzeniu Rady Miasta ma głębszy sens polityczny.
Później jednak złagodził stanowisko. Powiedział, że chętnie uczestniczyłby w uroczystości, ale ma zaplanowane ważne sprawy poza Krakowem. Termin ślubowania uległ zmianie – pierwotnie miało się odbyć 21 października – i nie może już odwołać wcześniejszych zobowiązań.
Powiedziałbym, że spośród byłych prezydentów Majchrowski był najbardziej zagorzałym przeciwnikiem Gibały. Nawet Aleksander Miszalski, w mojej ocenie, krytykował go znacznie łagodniej.
To złagodzenie stanowiska może zapowiadać pewną chęć nawiązania kontaktu i rezygnację z totalnej walki z nowym prezydentem. Zdanie Majchrowskiego w sprawach miasta nadal ma pewien ciężar, biorąc pod uwagę, jak długo sprawował ten urząd.