Jeden z faworytów mistrzostw świata w piłce nożnej wchodzi do gry. Francja, która cztery lata temu dotarła do finału turnieju, rozpoczyna we wtorek rywalizację w grupie I. Na stadionie w Nowym Jorku pierwszym rywalem Trójkolorowych będzie Senegal.
Przed 24 laty broniąca tytułu Francja sensacyjnie przegrała swój pierwszy mecz 0:1 z Senegalem podczas mundialu w Korei Południowej i Japonii. Dziś Trójkolorowi chcą uniknąć powtórki scenariusza z mistrzostw świata w 2002 roku. Fatalny początek tamtego turnieju, zakończonego dla Francuzów fiaskiem, do dziś pozostaje nad Sekwaną bolesnym wspomnieniem i przestrogą przed lekceważeniem niżej notowanego rywala.
– Wiemy, że to bardzo dobra drużyna. Są mistrzami Afryki. Zajmują 15. miejsce w rankingu FIFA. Spodziewamy się trudnego meczu – podkreśla pomocnik Trójkolorowych Manu Koné.
„Les Bleus” należą do faworytów turnieju – w siedmiu ostatnich mundialach aż czterokrotnie docierali do finału. Pojawiają się jednak pytania o stabilność defensywy i organizację gry w ataku, gdzie selekcjoner ma do dyspozycji wyjątkowo bogaty wybór zawodników. Didier Deschamps ma postawić na imponującą ofensywną czwórkę: Dembélé, Olisé, Doué i Mbappé. Dopiero na boisku okaże się jednak, jak to ustawienie sprawdzi się w praktyce.
Mecz będzie miał także wymiar polityczny w kontekście narastających od kilku lat napięć między Francją a jej byłymi koloniami.
– Niezależnie od tego, kto wygra mecz, Afryka pokona Afrykę – powiedział telewizji France 24 przewodniczący senegalskiego rządu Ousmane Sonko.
Nawiązał w ten sposób do afrykańskich korzeni wielu piłkarzy reprezentacji Francji, która – jego zdaniem – pozbawia kraje pochodzenia części ich talentów.