Aktywiści z terenu krakowskiego Bieżanowa mówią, że walczą nie tylko z suszą, ale i znieczulicą urzędników. Wspólnie z herpetologami na własną rękę próbują nawadniać stawy w Parku Lilli Wenedy, gdzie znajduje się pięć zbiorników... teraz właściwie już tylko jeden, bo reszta wyschła.
Sprawa jest tym bardziej niepokojąca, że niewielkie akweny, zamieszkiwały chronione gatunki płazów. Sfrustrowani mieszkańcy nie odpuszczają i rozpoczęli walkę z miastem, które jest zobligowane prawnie do utrzymania chronionych gatunków.
Zadzwoniłem do Zarządu Zieleni Miejskiej i powiedziano mi, że nie będą interweniować, ponieważ to jest selekcja naturalna, potem, że to są stawy naturalne, co jest nieprawdą, ponieważ to są stawy retencyjne zbudowane przez nas, potem pan Hubert Kasprzyk poinformował mnie, że płazy są mądre i same przejdą do drugiego zbiornika, kijanki. W końcu na moje sugestie, że może warto byłoby tej wody dolać, woda została dolana, niestety do wyschniętego dwóch dni zbiornika, prawie 20 m sześciennych wody, gdzie można było tę wodę wykorzystać, by ratować płazy w stawach, które wysychały 5 metrów dalej
- mówi Piotr Kopaniarz.