Jak podkreśla Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz, spektakl pokazuje kruchość świata i nieuchronność przemijania, łącząc ból, miłość, pożądanie i nadzieję w sugestywnej, utrzymanej w szarościach i bieli formie plastycznej. Zaznacza, że Jacek Tyski po raz kolejny sięgnął po „Requiem”, traktując tancerzy jak dodatkowe instrumenty partytury Mozarta, a w Operze Krakowskiej udało mu się w pełni zrealizować tę wizję. Autorka zwraca uwagę na wysoki poziom zespołu baletowego, który – jak ocenia – może dziś mierzyć się z każdym repertuarem, co potwierdziła entuzjastyczna reakcja publiczności.
Recenzentka pisze, że połączenie świata muzyki i tańca było wyzwaniem także dla orkiestry, chóru i solistów przygotowanych przez Marca Moncusiego, jednak całość zabrzmiała spójnie i przekonująco. Podkreśla, że spektakl nie ma charakteru narracyjnego, lecz operuje nastrojami kolejnych części mszy, a szczególnie poruszyły ją duet w „Lacrimosa” oraz finałowa scena z symbolicznym oddechem tancerzy. Jak zauważa, taneczna interpretacja fug oddała polifoniczną strukturę dzieła, a dopracowana scenografia i kostiumy dopełniły klarowną koncepcję. Jej zdaniem krakowskie „Requiem” nadaje słynnej kompozycji nowy, refleksyjny wymiar i jest przedstawieniem, które ma siłę oraz energię, by na długo pozostać w pamięci widzów.