Życie zwolniło, jest zdecydowanie ciszej, wreszcie da się otworzyć okno - w tym mieszkańcy ścisłego centrum Krakowa są zgodni.
- Można teraz przejść się przez miasto i wreszcie zobaczyć otwarte na oścież okna, usłyszeć, że jest życie w centrum miasta. Słychać radio, telewizor, krzątanie się, rozmowy... Widać osoby wychodzące z psami - mówi mieszkanka Starego Miasta, Jadwiga Kirschanek.
Jak dodaje, wreszcie można podziwiać Rynek Główny bez szklanych ogródków, i nieosłonięte niczym fasady kamienic.
- Ludzie się zatrzymują, oglądają, podziwiają detale. Stare Miasto jest teraz surowe i piękne - dodaje.
Jak przyznaje Alina Kamińska, mieszkanka krakowskiego Kazimierza, aktorka, aktywistka i radna Dzielnicy I, dla niektórych ta nowa rzeczywistość to prawdziwy szok.
- Przyzwyczajono nas do tego, że w naszych dzielnicach życie jest głośne; zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy. Dlatego ta cisza jest dla nas totalnym zaskoczeniem. Możemy usłyszeć ptaki, sąsiadów, można przejść chodnikiem z wózkiem dziecięcym. Wreszcie możemy spokojnie przespać noc, bo już od jakichś trzydziestu lat nie mieliśmy takiego komfortu - dodaje Kamińska.
Jak podkreśla, ta sytuacja to szansa dla miasta.
- Szansa, aby poukładać to życie turystyczne, zrewidować pogląd na miasto, napisać miasto na nowo. Żeby miał szansę pojawić się zrównoważony rozwój. Można ustanowić reguły. Takie, które pozwolą mieszkańcom nadal mieszkać w centrum - i przestaną wypychać ich do innych, mniej turystycznych dzielnic - dodaje aktywistka.
Zgadza się z nią Marek Grochowicz, aktywista, doktorant z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmujący się od lat gentryfikacją i turystyfikacją Krakowa.
- Ta sytuacja wszystkich zaskoczyła, jest bardzo ciekawa. Zmiany wydarzyły się bardzo gwałtownie. Pytanie: co robimy z tym dalej - kontynuuje Grochowicz. Według niego centrum Krakowa od lat miało wielki problem: było monofunkcyjne, nastawione tylko na turystów z zagranicy. Teraz przedsiębiorcy będą musieli zwrócić się w stronę mieszkańców, aby przetrwać na rynku. Jak podkreśla, zauważył już pierwsze próby takiego dialogu.
- To jednak jest wielkie wyzwanie, stojące przede wszystkim przed krakowskim magistratem. Dyskusja na ten temat na pewno rozgorzeje w okresie wakacyjnym - wieszczy Grochowicz, i dodaje, że takie rozwiązania trzeba będzie opracować za kilka miesięcy. Teraz należy zadbać o te wyjątkowe, lokalne miejsca, które przetrwały turystyfikację - żeby przetrwały także pandemię koronawirusa.
Martyna Masztalerz/bp