Gęste osiedla, szkoła podstawowa, place budowy, a po środku wąska tak naprawdę dróżka, którą ciężko nazwać drogą. Kiedyś być może była asfaltowa, teraz został po niej niewielki ślad, a samochody muszą wjeżdżać na pobocze, żeby się wyminąć. Nie ma też chodnika, ani oświetlenia.
Niełatwo jest poruszać się po niej pieszo. Problem w poruszaniu się mają też dzieci wracające z pobliskiej szkoły, odprowadzane przez rodziców, bo ci boją się o bezpieczeństwo najmłodszych nawet na krótkim, 100-metrowym odcinku.
Mieszkańcy od urzędników słyszeli tylko obietnice, dlatego w końcu wyszli zaprotestować. Z transparentami na ulicę Stelmachów blokowało kilkadziesiąt osób.
"Dziura na dziurze. Nie ma chodników, poboczy, nie da się przejść, a samochody nie mogą się minąć. Chodzimy przez pola, bo się boimy. Obietnice słyszymy co roku, a pieniądze były przesuwane, projekty przedstawiane..." - irytują się mieszkańcy ulicy Stelmachów, Piaskowej i Jordanowskiej.
Zarząd Dróg Miasta Krakowa przyznaje, że jest świadom koniecznego remontu. Problemów jest jednak kilka, wśród nich m.in. problem własności
terenu. Aby zbudować drogę spełniającą standardy, czyli taką z chodnikiem i oświetleniem, trzeba ją zdecydowanie poszerzyć. Urząd przekonuje jednak , że nad tym pracuje. Zbierane są dokumenty, a potem, jak zapewnia Michał Pyclik z Zarządu Dróg Miasta Krakowa, uzyskane zostanie zezwolenie na przebudowę.
"Spodziewamy się decyzji w marcu lub kwietniu i wtedy będziemy mogli szukać wykonawcy. W budżecie nie ma pieniędzy na budowę, ale na przełomie marca i kwietnia, w związku z tym, że część inwestycji będzie finansowana ze środków na igrzyska, to w budżecie pozostaną wolne środki, które chcielibyśmy przeznaczyć na prace na ul. Stelmachów" - tłumaczy Michał Pyclik.
Mieszkańcy twierdzą jednak, że takich "zapewnień" słyszeli już mnóstwo. Nie przestaną się domagać remontu, do momentu, kiedy nie ujrzą tutaj pracujących
drogowców, budujących chodniki i tworzących prawdziwą drogę, która w końcu rozwiąże ich problem.