Twierdza przy Reymonta i wsparcie kibiców
Za wami szósty mecz u siebie i szósty komplet publiczności na trybunach. Licząc mecze pierwszoligowe, to już ósme spotkanie, kiedy kibice Wisły w całości wykupują bilety i stadion pęka w szwach, a wy po raz szósty podnosicie z boiska pełną pulę. Jak wy to robicie?
Bardzo się cieszę, że tak to wygląda, bo jesteśmy obecnie jedynym zespołem z kompletem punktów na własnym obiekcie. Frekwencja kibiców jest niesamowitym wyczynem. Zaczęło się to w końcówce pierwszej ligi, a teraz mamy za sobą kolejne sześć spotkań przy pełnym stadionie, co ma ogromne znaczenie. Nasza gra przy tak licznej publiczności wprost przekłada się na wyniki. Energia płynąca z trybun jest dla nas bardzo pomocna, daje piłkarzom dodatkową pewność siebie oraz polot. Chcemy utrzymać tę domową serię jak najdłużej, bo dzięki niej nasz dorobek punktowy wygląda dobrze.
Gra do ostatniego gwizdka
Patrzę na dotychczasowe spotkania Wisły i na to, jak padały dla was bramki: mecz z Koroną Kielce wygrany w ostatnich minutach, starcie ze Śląskiem Wrocław i decydujący gol Alana Urygi, a wczoraj doliczony czas gry i debiutanckie trafienie Kacpra Dudy w Ekstraklasie. Jak to nazwać? To jest szczęście, wiara we własne umiejętności, czy da się to po prostu wypracować?
Myślę, że nie tylko ten sezon, ale i poprzedni udowodnił, że Wisła Kraków zawsze gra do końca. To nie są puste słowa, to fakty. Sytuacje, w których strzelaliśmy bramki w końcówce, zdarzały się nam już w pierwszej lidze, w sezonie z awansem. To jest po prostu charakterystyczna, fantastyczna cecha tej drużyny: nigdy się nie poddajemy i zawsze się wspieramy. Wielu piłkarzy potrafi wziąć odpowiedzialność na własne barki. Wierzymy w nasze założenia, a cel mamy zawsze ten sam – niezależnie, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe, chcemy wygrywać naszą filozofią i pokazywać naszą piłkę, bo jest to skuteczne.
Taktyczne szachy z Rakowem
Jaki to był wczoraj mecz? Cytując Grzegorza Bernasika relacjonującego spotkanie: "po bramce Erthalera w grę Wisły wkradł się bałagan". Zgodzi się pan z tym? Prowadzenie w ciężkim meczu z Rakowem prowadzonym przez Dawida Szwargę pewnie wywołało w drużynie pomyślunek w stylu: "mamy wynik, trzeba go teraz za wszelką cenę pilnować". Było rozprężenie?
Nie, zupełnie nie. Bez względu na to, czy prowadzimy, czy remisujemy, staramy się kontynuować naszą grę. Pierwsza połowa na pewno była lepsza w naszym wykonaniu, ale obyło się bez bramek. W drugiej części zdobyliśmy dwie, choć wybiły nas nieco z rytmu przerwy spowodowane analizami VAR. Zabrakło mi trochę większego spokoju z piłką i wykorzystania wolnych przestrzeni – bywały momenty, kiedy Raków podchodził wyżej, a nasze decyzje nie były optymalne. Personalnie to bardzo mocny zespół, niemal ten sam, który walczył o mistrzostwo, jednak mentalnie widać w nim deficyt pewności siebie po niedawnych kryzysach. Widać było, że przyjechali do Krakowa po jeden punkt. Celowo wybijali nas z rytmu i przeciągali każde wznowienie gry. Trudno nam się grało w ataku pozycyjnym przeciwko niskiej strukturze 1-5-4-1. Przeciwnik ma wysokich piłkarzy, dobrze grających w powietrzu, więc gra dośrodkowaniami nie miała sensu, zwłaszcza że brakuje nam wysokiego napastnika. Dobrze, że skorzystaliśmy z innych opcji, zdobywając bramki po szybkiej fazie przejściowej i stałym fragmencie.
Przełamanie w ofensywie
Po dwóch ligowych starciach bez gola – z Puszczą Niepołomice i w Łodzi – udaje wam się zdobyć dwie bramki. Nie martwił pana w tych poprzednich spotkaniach brak skuteczności? Był pan spokojny, że strzały są, więc w końcu ten worek z bramkami znów się rozwiąże?
Zwracam uwagę przede wszystkim na to, czy stwarzamy sobie sytuacje. W piłce są momenty, kiedy zawodnicy mają słabszy okres i piłka po prostu nie wpada do siatki. Cieszy mnie to, że kolejni gracze wpisują się na listę strzelców, bo i Julius, i Kacper zaliczyli wczoraj premierowe gole w Ekstraklasie. Ten zespół nie opiera się na jednym zawodniku – inni również biorą ciężar gry na siebie i finalizują akcje. Najważniejsze jest dla mnie kreowanie szans. Jeśli chodzi o Ángela Rodado i pojawiające się głosy o jego rzekomej nieskuteczności, powiem tak: on swoje sytuacje ma. Miał kapitalną szansę już w 2. minucie spotkania, ale wybitnie zachował się bramkarz. Zdobywanie przez niego goli to zaledwie kwestia czasu.
Debiutancki gol Kacpra Dudy
Kacper Duda to dziś czołowy pomocnik Ekstraklasy? Zaliczył przez te lata ogromny postęp, trochę uciekł z radarów, a teraz zdobył pierwszą bramkę. Zgodzi się pan, że odpowiada on za "noszenie tego fortepianu" Wisły Kraków i powinien teraz skupić się na poprawieniu liczb z przodu?
Zdecydowanie potwierdza to, że potrafi grać na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że najtrudniejszy, pierwszy krok ze strzelaniem ma już za sobą. Oczywiście, każdy piłkarz chciałby notować jak najlepsze liczby. Kacper ma kapitalne predyspozycje techniczne i świetne uderzenie z prostego podbicia, jednak nie zawsze potrafi to zamienić na bramki. Pan sam doskonale wie z treningów, jak potrafi huknąć. Musi jednak pracować nad szybkością decyzji, bo czasem w meczu chce to zrobić zbyt dokładnie. Szybkość bywa kluczowa. Potencjał ma ogromny i cieszę się, że wczoraj się przełamał.
Sytuacja kadrowa i opcje awaryjne
A co z sytuacją zdrowotną? Skład na wczoraj specjalnie się nie zmienił, ale m.in. Leliveld zanotował asystę, wkrótce wraca Igbekeme, wraca Božić. Widać światełko w tunelu, jeśli chodzi o komfort przy budowaniu formacji ofensywnej?
Sytuacja się poprawia, powoli wracamy na właściwe tory. Jeśli piłkarz wypada z cyklu treningowego, nie wróci do pełni sił w tydzień, to wymaga po prostu cierpliwości i stopniowego wprowadzania na boisko. Mieliśmy dużo pecha, w pewnym momencie wykluczeni byli akurat niemal wszyscy grający na pozycjach skrzydłowych, więc ten proces budowania pełnej kadry musi trochę potrwać.
Musi być pan jednak gotowy na każdy scenariusz. W ofensywie został pan wczoraj tak naprawdę tylko z jednym napastnikiem. Macie w zanadrzu wypracowane opcje awaryjne na ten fragment boiska?
Tak, nawet w tym tygodniu trenowaliśmy na zajęciach dwa odrębne rozwiązania. Zostawię je jednak w tajemnicy na wypadek awaryjnej sytuacji meczowej. Zapewniam, że mamy w głowach realne opcje ratunkowe, by poradzić sobie w nietypowych sytuacjach w ataku.
System VAR i praca sędziów
Dużo wczoraj mówiło się o systemie VAR i narzekano na pracę sędziów. Jak pan po czasie ocenia decyzje sędziego, m.in. podyktowany rzut karny czy też czerwoną kartkę?
Jeśli chodzi o rzut karny dla nas, faul był ewidentny i nie ma tutaj żadnej dyskusji. Pojawiły się dwie inne sporne sytuacje z minimalnym spalonym, ale VAR od tego właśnie jest. Trzeba ufać sędziom przed monitorami, mają profesjonalny sprzęt. Raz podejmują decyzję na naszą korzyść, raz nie, ale absolutnie nie doszukiwałbym się w tym żadnej złej woli. Oceniam wczorajsze sędziowanie jako bardzo dobre i nikt nie ma w tej kwestii pretensji do arbitra.
Przed hitem w Poznaniu
Przed wami wyjazd do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Lech jest w świetnej formie, wygrał 2:1 na Łazienkowskiej. Czy biorąc pod uwagę ich szeroką kadrę, będzie to najtrudniejszy z dotychczasowych rywali?
Zdecydowanie tak, to dwukrotny mistrz Polski z ostatnich lat. Świetna i doskonale ułożona drużyna z ogromnym potencjałem. Mimo że w Europie im się potknęła noga, na własnym podwórku grają wyśmienicie. My natomiast uwielbiamy grać na tak dużych i gorących obiektach, z mocnymi rywalami. Chcemy zaprezentować naszą wiślacką piłkę na ich terenie.