Tym razem tablice zostały zamalowane farbą w spreju. O aktach wandalizmu poinformował jeden z facebookowych profili, którego administratorzy oficjalnie zajmują się nagłaśnianiem przypadków patologii wokół SCT. Nieoficjalnie: stoją za nim przeciwnicy Strefy.
W ciągu pierwszych pięciu dni funkcjonowania Strefy znaki zostały skradzione na niespotykaną dotąd skalę, w 14 różnych lokalizacjach miasta. Na razie nie wiadomo, ile tablic zostało zniszczonych w nocy. Sprawą zajmuje się jednak policja.
- Kto uszkadza taki znak, niszczy go, kradnie go, podlega karze aresztu, grzywny bądź ograniczenia wolności - mówi Rafał Wawrzuta z krakowskiej policji.
Jak przypomina funkcjonariusz, nie tylko wandalizm będzie w tym przypadku karany.
- Mamy świadomość, że takie strony są i nie będziemy nad takimi sytuacjami przychodzić obojętnie - dodaje.
Każdy znak informujący o wjeździe do krakowskiej Strefy Czystego Transportu jest wart wraz z montażem około sześciuset złotych. Policja i urzędnicy przestrzegają więc, że wystarczy ukraść bądź zniszczyć dwie takie tablice i już nie mamy do czynienia z wykroczeniem, a z przestępstwem. Za nie grożą znacznie surowsze kary.
Kim są przeciwnicy SCT?
Przeciwnicy SCT organizują się na Facebooku, gdzie założyli grupę mającą obecnie 21 tys. obserwujących. Niezadowoleni kierowcy zamieszczają niepochlebne komentarze pod postami prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.
Zdaniem przeciwników strefy, w tym władz i mieszkańców gmin ościennych, strefa narusza zasady równości wobec prawa, faworyzują mieszkańców Krakowa poprzez zwolnienie ich z opłat za poruszanie się po strefie starymi samochodami. Zastrzeżenia budzi również m.in. obszar SCT - 61 proc. powierzchni miasta, i brak aktualnych danych, które uzasadniłyby objęcie strefą takiej powierzchni.
Jak działa Strefa Czystego Transportu w Krakowie?
Władze miasta uzasadniły wprowadzenie SCT chęcią poprawy jakości powietrza, a przez to zdrowia mieszkańców. Powoływały się również na nowelizację ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, zgodnie z którą miasta ponad 100-tysięczne z przekroczonym poziomem dwutlenku azotu w powietrzu są zobowiązane do wprowadzenia SCT.
SCT w Krakowie zaczęła obowiązywać 1 stycznia 2026 r. Objęła większą część miasta – w przybliżeniu wnętrze IV obwodnicy.
Zgodnie z uchwałą Rady Miasta Krakowa po SCT bez ograniczeń poruszać mogą się pojazdy spełniające emisje spalin: co najmniej Euro 4 (lub produkcja w co najmniej 2005 r.) w przypadku aut benzynowych i LPG (osobowych i ciężarowych) oraz co najmniej Euro 6 (lub produkcja nie wcześniej niż w 2014 r. – auta osobowe; 2012 r. – auta ciężarowe) w przypadku diesli.
W przypadku niespełnienia tych norm za wjazd do strefy trzeba zapłacić. W 2026 r. opłata godzinowa to 2,5 zł, dzienna – 5 zł (do końca dnia), zaś abonament miesięczny – 100 zł. W 2027 r. stawki wzrosną i skróci się czas tzw. stawki dziennej z całego dnia do sześciu godzin – opłata „dzienna” wyniesie 15 zł, ale będzie ważna za przebywanie na terenie SCT przez sześć godzin z rzędu. W 2027 r. abonament miesięczny wyniesie 250 zł, a w 2028 – 500 zł. W 2028 r. opłaty zostaną zniesione, a wjazd starymi samochodami będzie całkowicie zakazany.
Za bezprawny wjazd do SCT grozi mandat do 500 zł. Władze miasta informują jednak, że w pierwszych miesiącach kierowcy starych aut będą informowani i pouczani, a nie karani mandatami.
Miszalski zadeklarował, że opłaty pobierane za wjazd do SCT trafią na wymianę pieców w gminach ościennych. Stowarzyszenie Metropolia Krakowska zrzeszające gminy, i Kraków, nie skomentowało tej deklaracji.
14 stycznia w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Krakowie odbędzie się rozprawa, podczas której rozpatrzone zostaną skargi przeciwników SCT. Wyrok sądu będzie jednak nieprawomocny, więc nie wpłynie na funkcjonowanie SCT.