Musimy zacząć od początku, czyli cofnąć się do jesieni 2025 roku, kiedy Radio Kraków i Narodowy Stary Teatr podpisały list intencyjny o współpracy. Ale jestem bardzo ciekawa, jak patrzycie na dźwięk. Co on wam robi? Kiedy o dźwięku myślicie?
Dorota Ignatjew: Podpisanie listu było naszą intencją już kiedy startowaliśmy w konkursie. Pomysł był zresztą zapisany w naszej koncepcji programowej – mówimy tam o ścisłej współpracy na poziomie pracy nad dźwiękiem i nad literaturą. Dźwięk jest jednym z tych zmysłów, które bardzo działają na wyobraźnię. A radio działa właśnie na wyobraźnię, więc to było dla nas naturalne pole do współpracy. Myślę też, że to jest teatr dla zwykłego widza – dostępny, ale jednocześnie otwierający inne przestrzenie. To, że się udało, jest dla nas bardzo ważne. Bo to było marzenie – żeby takie słuchowiska powstawały – i ono się teraz spełnia.
Jakub Skrzywanek: Jestem w trochę trudniejszej sytuacji, bo jestem absolutnym wzrokowcem.
To dosłowne miejsce dla ciebie.
Jakub Skrzywanek: Dla mnie to jest drugie takie doświadczenie – kiedyś w Teatrze Polskiego Radia tworzyłem serial, ale to jest moje pierwsze spotkanie rzeczywiście w pełnej obsadzie nad pełnym słuchowiskiem radiowym. To dla mnie nowe medium. Bardzo się cieszę, bo lubię nowe rzeczy, szybko się nudzę, więc takie doświadczenia są dla mnie zawsze ważne. Zastanawiałem się też nad tym, dlaczego Narodowy Stary Teatr – ze swoim absolutnie wybitnym zespołem – powinien kontynuować tę współpracę. Z jednej strony to oczywiste, bo przecież była to kontynuacja relacji, która od wielu lat funkcjonowała z Radiem Kraków. Może nie w takiej formie, nie tak precyzyjnie określonej, ale jednak była. Czujemy potrzebę spotykania naszego zespołu i widzów, widzek z literaturą. I tutaj pojawia się taka możliwość.
Ważne było dla mnie też pytanie, jak ja mogę się w tym odnaleźć. O ile obecność instytucji była oczywista, o tyle moja rola nie była już tak jednoznaczna. Dlatego tym bardziej się cieszę, że – wbrew pozorom – spełnia się moje marzenie, które nosiłem w sobie od wielu lat.
Powiedziałaś o teatrze dla innego widza niż ten „stacjonarny”, oparty na wzroku. Jeśli poruszamy się na poziomie zmysłów, mówimy o słuchowisku, o teatrze radiowym. Tylko pytanie, czy ta nomenklatura jest dziś adekwatna. Czy nie powinniśmy jej rozszczelniać, redefiniować, zastanowić się, co ona jeszcze znaczy współcześnie. Mnie bardzo interesuje to, jak możemy operować tym, co wydarza się w radiu. Czy jesteśmy w stanie podejść do tej formy inaczej niż dotąd, wyjść poza przyzwyczajenia i definicje, które znamy.
Dorota Ignatjew: Świat się zmienił – literatura i technika dają nam dziś zupełnie inne możliwości. Współczesna literatura wymaga też innego podejścia. Nie wystarczy już operować prostymi dźwiękami. To bardziej praca na skojarzeniach, na sposobie odbioru, na percepcji. Nie wiem, czy to, co robiliśmy, będzie dla wszystkich łatwe, ale może właśnie to wzbudzi ciekawość – dlaczego coś brzmi tak, a nie inaczej, dlaczego bohaterowie mówią w określony sposób. Jeśli uda się zainteresować słuchacza, to podąży za tą opowieścią. A może to go poprowadzi dalej – do książki.
A potem może po film?
Jakub Skrzywanek: Jeśli spojrzymy na to, ile dziś słuchamy – podcastów, audiobooków – to widać wyraźnie, że jesteśmy w kulturze słuchania. Często nie mamy już czasu na czytanie, działamy wielozadaniowo. Mnie to trochę martwi, bo teatr kocham właśnie za to skupienie – za wspólnotę czasu i miejsca, za to, że jesteśmy razem w jednym doświadczeniu. Tymczasem dziś wykonujemy jedną czynność i jednocześnie słuchamy czegoś innego. Oglądamy film i jesteśmy w telefonie. To się stało normą.
Nie mamy już momentów „pustych”, wolnych. Nawet w scenariuszach widać powtarzalność – po to, żeby widz nie zgubił wątku, bo nie śledzi go w pełnym skupieniu.
Jakub Skrzywanek: I dlatego pojawia się pytanie: co z tym zrobić. To, co próbujemy zrobić, nie jest jednoznaczne ani łatwe. I myślę, że taka właśnie powinna być rola mediów publicznych. Nie robimy prostego, linearnego audiobooka. Staramy się robić teatr – i cały czas zadaję sobie pytanie, czym jeszcze teatr może być. Interesują mnie momenty eksperymentu, kiedy z czegoś nieoczywistego powstaje dźwięk, który buduje świat. W takich sytuacjach widać, że można stworzyć całe uniwersum z bardzo ograniczonych środków. Dlatego ważna jest dla mnie też współpraca z Karolem Nepelskim, który konsekwentnie pracuje na styku muzyki i słowa. To otwiera zupełnie inne możliwości.
Patrzę w stronę Kuby, bo to ty byłeś spiritus movens tego projektu.
Jakub Skrzywanek: Ten pomysł pojawił się bardzo szybko. Pamiętam, że już kilka lat temu chciałem pracować nad "Melancholią sprzeciwu". Wtedy wydawało się to niemożliwe – słyszałem, że nikt nie przyjdzie na nieznanego autora. Dziś sytuacja wygląda inaczej. I to nie pierwszy raz, kiedy coś takiego się wydarza. Ta powieść jest dla mnie bardzo ważna – trudna, wymagająca, ale też niezwykle aktualna. Dlatego bardzo się cieszę, że możemy ją pokazać.
Bardzo smutna.
Jakub Skrzywanek: Tak, bardzo smutna. I może właśnie dlatego potrzebna.
Doroto, ty też występujesz w tym słuchowisku. Jakie to dla ciebie doświadczenie?
Dorota Ignatjew: To dla mnie powrót – moje pierwsze doświadczenia radiowe to lata 90., Teatr Polskiego Radia. Później zajmowałam się dubbingiem, ale nie dawał mi takiej satysfakcji. Radio zawsze było mi bliższe. I teraz, po wielu latach, wracam do tego i to jest bardzo przyjemne. To też powrót do aktorstwa, które jest moim pierwszym zawodem. I dodatkowo spotkanie z ludźmi, z którymi pracowałam dawno temu – to ma dla mnie dużą wartość.
Czyli dobry powrót.
Dorota Ignatjew: Bardzo dobry.