Agnieszka Kot - stylistka i współwłaścicielka jednego z krakowskich salonów fryzjerskich przyznaje, że klienci dzwonią codziennie. Pytają o terminy, proszą o wpisanie na listę rezerwową i są zainteresowani "podziemną" działalnością...
Już wie, że po otwarciu salonu będzie mieć dużo pracy: "Nastawiamy się na pracę od rana do wieczora".
Stylistyka nie zdecydowała się jednak zejść do fryzjerskiego podziemia. Zszedł do niego natomiast krakowski satyryk Adam Grzanka - i swoją własną maszynką strzyże swojego synka. Jak mówi, wychodzi mu już cieniowanie i "schody symetryczne" i tytułuje się najemnikiem fryzjerskiego podziemia.
Pani Beata natomiast postanowiła poradzić sobie sama. Znalazła filmik w internecie i podcięła sobie włosy.
Jak wyjaśnia Agnieszka Kot - panie są w o wiele lepszej sytuacji - w ich przypadku problemem zwykle nie jest jednak długość włosów, a odrosty po farbowaniu. Klientkom, które boją się gotowych farb ze sklepu, sprzedaje gotowe mieszanki a panie radzą sobie przy pomocy krewnych.
Panowie decydując się na samodzielne strzyżenie lub z pomocą kogoś bliskiego, muszą mieć przede wszystkim sporo odwagi. Fryzjerzy odradzają samodzielnego operowania nożyczkami w okolicach uszu. W tej sytuacji lepsza będzie więc maszynka do włosów. Warto zacząć - na wszelki wypadek - od dłuższej nakładki.
Można też nie obcinać - tylko zacząć inaczej układać nieco dłuższe włosy, używając środków do stylizacji, past i lakierów.
Dbanie o wygląd, w tym fryzurę w czasie gdy zostajemy w domu, czy pracujemy zdalnie, to kwestia codziennego ważnego rytuału - przyznaje ekspert od dobrego wychowania Wojciech Wocław. Jak siedząc w jednym miejscu mieć poczucie, że się żyje? Trzeba zrobić coś w rodzaju teatru... Szczególnie w czasie pandemii, kiedy więcej czasu spędzamy w domu, a nawet w nim pracujemy nie powinniśmy zaniedbywać stroju czy fryzury. To ważne przede wszystkim da naszego samopoczucia - przekonuje ekspert.
Według fryzjerów - od początku kwietnia, czyli od czasu zamknięcia salonów fryzjerskich, włosy urosły nam zaledwie o jakieś dwa centymetry.
Fryzjerom, którzy mimo zakazu świadczą swoje usługi, grozi nie tylko zarażenie się wirusem, ale również wielotysięczna kara ze strony sanepidu.
Katarzyna Jabłońska/bp