To klasyczny moment. Poranna kawa, myszka i na ekranie mail zatytułowany - "pilne zapytanie ofertowe, duże zamówienie". Serce właściciela firmy bije szybciej, liczy się już zyski, więc palec sam wędruje na załącznik z plikiem excel z rozszerzeniem .xls. Klikamy, żeby zobaczyć, czego klient potrzebuje. W tym momencie, zamiast nowego kontraktu, wpuszczamy do firmy cyfrowego włamywacza, dając mu jeszcze klucze do sejfu i parząc kawę.
W tym niepozornym arkuszu kalkulacyjnym wcale nie ma tabeli z zamówieniem na 100 tysięcy śrubek, czy z prośbą o wycenę usług remontowych. Tam jest ukryty program o dźwięcznej nazwie Remkos. Brzmi trochę jak nazwa taniego proszku do prania albo firmy kurierskiej, ale w rzeczywistości to potężne narzędzie, które daje hakerowi pełną, zdalną kontrolę nad naszym komputerem.
Wyobraźmy sobie, że po jednym kliknięciu ktoś niewidzialny siada dokładnie za naszymi plecami. To nie jest metafora. Remkos potrafi przejrzeć obraz z naszej kamerki internetowej i włączyć mikrofon. Haker nie tylko widzi wtedy nasz pulpit, ale także dosłownie może patrzeć, jak siedzimy przed monitorem i słuchać, o czym rozmawiamy z księgową.
Co gorsza, ten program rejestruje także uderzenia w klawiaturę. Wpisujemy hasło do konta firmowego w banku, a przestępca widzi je literka po literce w czasie rzeczywistym.
Dlaczego dajemy się na to złapać? Oszuści genialnie grają na naszej rutynie. Nikt nie dziwi się w pracy mailowi z wyceną, fakturą czy z dokumentem do weryfikacji. Działamy na autopilocie, a wystarczy dosłownie 5 sekund chłodnej głowy, żeby nie dać się ograć.
Po pierwsze patrzymy na adres nadawcy. Jeśli wielka, poważna firma budowlana pisze do nas z darmowego konta pełnego dziwnych cyferek albo z domeny, która ma literówkę w nazwie, od razu powinna nam się zapalić czerwona lampka.
Po drugie, jeśli nie spodziewaliśmy się wiadomości od kompletnie nieznanego kontrahenta, a w mailu są dwa zdania na krzyż typu "szczegóły w załączniku, proszę o szybką wycenę", nie klikajmy na ślepo. Czasem zwykły telefon do tej firmy z pytaniem, czy wysłaliście państwo do nas zapytanie, ratuje firmowe konto przed wyczyszczeniem.
Jeśli podejrzany mail już trafi do naszej skrzynki, nie wyrzucajmy go od razu. Zgłośmy to specjalistom przez stronę incydent.cert.pl. Niech ten złoty interes od hakerów trafi tam, gdzie jego miejsce.