Zachodnia Ukraina przez długi czas pozostawała poza granicami Związku Radzieckiego. Jej historię kształtowały Rzeczpospolita, monarchia austro-węgierska i II Rzeczpospolita. Jurij Zawadzki mówi jednak, że to okres radziecki pozostawił najgłębszy ślad w pamięci mieszkańców Tarnopola i innych miast regionu.
– Najwięcej pamięci jest z czasów radzieckich mimo wszystko. Związek Radziecki potrafił zabić nie tylko ten język, w którym się rozmawiało na zachodzie Ukrainy. Zabił pamięć kulturową. Jak każdy reżim totalitarny przyniósł taką świadomość, że przed nim nic nie było – opowiada Zawadzki.
Pamięć wcześniejszych epok nie zniknęła jednak całkowicie. W Tarnopolu przywołuje się postać założyciela miasta, Jana Amora Tarnowskiego. Czasy austro-węgierskie kojarzą się z możliwością uczestniczenia Ukraińców w życiu politycznym i kontaktami z Zachodem, choć Galicja należała do najbiedniejszych regionów monarchii.
Inaczej wygląda pamięć o II Rzeczypospolitej. Zawadzki wspominał babcię, która opowiadała o polonizacji szkoły i zakazie posługiwania się językiem ukraińskim. Kiedy zdecydował się studiować polski, zapytała go krótko: „A po co?”.
Język jako droga do wolności
Dla Zawadzkiego wybór języka polskiego był częścią poszukiwania dostępu do światowej literatury. W młodości większość zagranicznych książek mógł czytać jedynie w rosyjskich przekładach. Postanowił więc uczyć się innych języków i stopniowo ograniczać korzystanie z rosyjskiego.
– Bardzo dziękuję kulturze polskiej, bo przez kulturę polską poznałem większość tej nowej literatury, zwłaszcza amerykańskiej czy południowoamerykańskiej, która otworzyła mi oczy – opowiada.
Z czasem związał się z polskim środowiskiem literackim, a sam zaczął pisać również po polsku.
Przed pełnoskalową rosyjską inwazją Tarnopol był miastem, w którym studiowało wielu młodych ludzi z Afryki i innych części świata. Zawadzki wspomina ten czas jako doświadczenie wielokulturowości, które szczególnie sobie cenił.
Po 2022 roku wielu zagranicznych studentów wyjechało, a do miasta przybyli mieszkańcy wschodniej i południowej Ukrainy, uciekający przed wojną. Na ulicach ponownie rozległ się rosyjski, ale także odmiany ukraińskiego, których wcześniej w Tarnopolu prawie nie słyszano.
– Już zaczynam łapać różnice. Kto z Chersonia, kto z Odessy, kto z Charkowa – mówi Zawadzki.
Wojna sprawiła, że mieszkańcy różnych regionów, wychowani w odmiennych tradycjach i środowiskach językowych, zaczęli żyć obok siebie. Zawadzki dostrzega w tym szansę na trwałą zmianę ukraińskiej tożsamości.
– To wymieszanie ludzi, którzy mają ukraińskie paszporty... Nie wiem, kto za kogo siebie uważał, kto w jakim języku rozmawiał przed 2022 rokiem. Ale ten koktajl narodowy, który mamy teraz, potrafi stać się fundamentem tej Ukrainy, która będzie rozmawiała w języku ukraińskim – przekonuje.
W jego opowieści Ukraina nie jest więc krajem, w którym regionalne różnice po prostu znikają. To społeczeństwo, które w dramatycznych okolicznościach uczy się żyć ze swoją różnorodnością i budować na niej wspólną przyszłość.