Sprawa dotyczy między innymi Stanisława P., niedawno wydalonego ze stanu duchownego, który wykorzystywał seksualnie chłopców w Polsce i podczas pracy w diecezji na Ukrainie. Biskup Andrzej Jeż miał otrzymać informacje o jego czynach wiosną 2019 roku, jednak zawiadomienie dotyczące przestępstw na Ukrainie trafiło do organów ścigania dopiero w sierpniu 2020 roku.
Zdaniem prokuratury biskup zdecydował się na zgłoszenie sprawy dopiero wtedy, gdy nie można było dłużej ukrywać informacji o przestępstwach księdza. Pisał o nich między innymi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
– Kuria tarnowska zrozumiała, że nie da się już dłużej ukrywać prawdy o pedofilskich czynach księdza Stanisława. Zrobiło się na tyle głośno, że oskarżony Andrzej Jeż musiał podjąć decyzję. Nie była to decyzja motywowana dobrem pokrzywdzonych czy potrzebą pociągnięcia sprawcy do odpowiedzialności karnej. Była to zimna kalkulacja – przekonywał prokurator Marcin Stępień.
Obrona: "Na ławie oskarżonych nie siedzi Kościół"
Biskup Andrzej Jeż nie przyznaje się do winy. Utrzymuje, że zawiadomił organy ścigania po zweryfikowaniu informacji, które dotarły do tarnowskiej kurii z Ukrainy, oraz otrzymaniu odpowiedzi z Watykanu. Oczekiwanie na nią miało się przedłużyć z powodu pandemii.
Obrońcy hierarchy przekonują, że nie można obarczać go odpowiedzialnością za wieloletnie zaniedbania Kościoła w sprawach wykorzystywania seksualnego małoletnich.
– Na ławie oskarżonych nie siedzi Kościół. Prawo karne zna odpowiedzialność za własny czyn. Nie wystarczy powiedzieć, że biskup powinien był wiedzieć czy powinien był zrobić więcej. Trzeba wykazać, że posiadał wiarygodną wiadomość, miał świadomość obowiązku zawiadomienia organów ścigania i świadomie postanowił tego obowiązku nie wykonać. Tego oskarżenie, w ocenie obrony, nie udowodniło – mówi mecenas Paulina Majtkowska, obrończyni biskupa.
Obrona zwraca również uwagę, że informacje o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich miały być znane już na początku lat dwutysięcznych w szkole, gminie i kuratorium, jednak nie podjęto odpowiednich działań.
Kolejnym argumentem jest zmiana przepisów z 2017 roku, która wprowadziła obowiązek zawiadamiania organów ścigania o określonych przestępstwach seksualnych wobec małoletnich. Według obrony nowe regulacje nie mogą być stosowane wstecz, a jeden z zarzutów wobec biskupa dotyczy właśnie wcześniejszych zdarzeń.
Wyrok 29 października
Prokuratura domaga się dla biskupa Andrzeja Jeża kary dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzy lata oraz 20 tysięcy złotych grzywny.
To bezprecedensowy proces – Andrzej Jeż jest pierwszym tak wysoko postawionym hierarchą Kościoła katolickiego w Polsce oskarżonym o niedopełnienie obowiązku zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich.
Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 29 października.