Oj, działo się w ostatni czwartek na łączach, działo.
Internetowi eksperci od wszystkiego wzięli chyba nadgodziny, bo fabryka bzdur ruszyła z kopyta. Co ciekawe, pierwsze godziny to był klasyczny szum, plotki, domysły i nerwowe pytania. Ale już po południu na placu boju zostały trzy gotowe, spreparowane bajki i każda brzmi jak scenariusz z kiepskiego kina akcji.
Bajka numer jeden: rząd nas straszy dla zabawy. Według tej teorii polskie władze z nudów albo w ramach tajnego planu włączyły syreny na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, żeby sterroryzować własnych obywateli. Żadnego ataku Rosji oczywiście nie było. Drony nie leciały, a alarm to czysta prowokacja rządu. Klasyka gatunku prosto z kremlowskiego podręcznika. Warszawa wiecznie knuje, a Wschód jest przecież Bogu ducha winien.
Bajka numer dwa: to na pewno wina Kijowa. Tutaj natychmiast odkurzono bolesną tragedię z Przewodowa z 2022 roku. Ktoś uznał, że ten kontekst świetnie podgrzeje emocje, więc od razu zaczęto krzyczeć, że to znów ukraińska rakieta albo celowa prowokacja sąsiadów. Nieważne były fakty. To rosyjski dron uderzył w okolice ukraińskiego Jagodzina, tuż przy przejściu granicznym w Dorohusku, zaledwie cztery kilometry od polskich domów. Eksplodowała stacja paliw, słup dymu widzieli polscy celnicy, a szczegóły z mównicy sejmowej potwierdził premier. Ale kogo obchodzą fakty, kiedy można rzucić chwytliwe hasło: „Widzicie? Oni znowu to zrobili".
No i wreszcie mój faworyt, bajka numer trzy. Czysty paradoks logiczny, bo w tej wersji żadnego wybuchu w ogóle nie było. Dron owszem leciał, ale spadł 100 kilometrów dalej albo zestrzelono go wieki temu i nikomu w sieci nie przeszkadzało, że hasło „wybuchu nie było" kompletnie gryzie się z poprzednim. Wybuch był, ale to prowokacja.
I to jest najważniejszy wniosek z ustaleń analityków. Kłamstwo w sieci wcale nie musi być logiczne ani spójne. Wystarczy, że wywoła w nas strach, złość i zamęt, zanim zdążymy wziąć głęboki oddech. Dlatego zasada na niespokojne dni jest prosta: wyje syrena, czytasz alert RCB, zaufaj meldunkom dowództwa operacyjnego i sprawdź oficjalne komunikaty. A internetowym prorokom wciśnijmy po prostu wyciszenie.