O północy minął termin na złożenie podpisanego oświadczenia o rezygnacji z działalności w stowarzyszeniach politycznych. Czy podpisał pan to oświadczenie, nazywane już potocznie lojalką?
- Nie podpisałem. Uważam, że prezes Jarosław Kaczyński, znając naszą wieloletnią współpracę, powinien wiedzieć, że jestem lojalnym współpracownikiem i członkiem najpierw Porozumienia Centrum, a dziś Prawa i Sprawiedliwości. Nie do końca rozumiem tę całą, szybko przeprowadzoną akcję. Poczekamy, jakie będą ostateczne decyzje.
"Jarosław Kaczyński nie dostrzega tej dominacji i przejmowania PiS"
W podobnym tonie wypowiada się posłanka Elżbieta Duda. Podkreśla, że należy do partii od ponad 20 lat i nie widzi powodu, by składać dziś dodatkowe oświadczenie o lojalności, skoro jest lojalnym członkiem ugrupowania.
- Odnoszę wrażenie, że cała ta operacja wymierzona w premiera Mateusza Morawieckiego, przede wszystkim właśnie w niego, została zorganizowana przez dawny obóz Solidarnej Polski z Patrykiem Jakim na czele. Myślę, że w pewnym momencie ktoś pójdzie po rozum do głowy. Źeby nie doprowadzić do rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości, mimo różnych sporów i konfliktów, które występują nie tylko w PiS, lecz także w szeroko rozumianej klasie politycznej, powinno się znaleźć jakieś porozumienie.
Wczoraj Mateusz Morawiecki spotkał się z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, okazało się, że niespodziewanym gościem tego spotkania był również poseł Jacek Sasin. Wydaje się, że premier Mateusz Morawiecki nie czuł się komfortowo podczas tej rozmowy. Widać, że ta akcja została gdzieś z góry zaplanowana.
- Dzisiaj prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział konferencję prasową i oświadczenie. Czekamy na to, co wydarzy się dalej. Uważam, że nadal, w ramach szeroko rozumianego obozu Zjednoczonej Prawicy i Prawa i Sprawiedliwości, możemy działać przede wszystkim w interesie Polaków. Wierzę również, że potrafimy znaleźć wspólny mianownik i zrobić wszystko, żeby obecną władzę z Donaldem Tuskiem na czele odsunąć do opozycji. Prawo i Sprawiedliwość po dwóch minionych kadencjach bardzo dobrze sprawdziło się w zarządzaniu naszym krajem, naszą ojczyzną.
Jeszcze krok dalej poszedł dziś w TVN Piotr Müller, były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego. Mówi wprost, że chodzi o suwpolizację Prawa i Sprawiedliwości i że jest to intryga przygotowana przez Jacka Kurskiego, Jacka Sasina i Patryka Jakiego. Tę intrygę można streścić w dwóch słowach: wyrzucić Morawieckiego. Zgadza się pan z tym?
- Jest to bardzo prawdopodobne. Pamiętam, jak środowisko związane ze Zbigniewem Ziobrą w 2011 roku opuściło szeregi Prawa i Sprawiedliwości. Zbudowało autonomiczną formację Solidarnej Polski, później Suwerennej Polski. W ramach zjednoczonego obozu Prawa i Sprawiedliwości ugrupowanie to bardzo dobrze funkcjonowało, a jego członkom stworzono w PiS bardzo dobre warunki.
Kiedy zrezygnowali ze swojego autonomicznego projektu i weszli do Prawa i Sprawiedliwości, w moim odczuciu rozpoczęły się poważne problemy w partii. Jestem zaskoczony, że prezes Jarosław Kaczyński nie dostrzega tej dominacji i przejmowania PiS przez, można powiedzieć, dawnych rebeliantów. Dziś okazuje się, że to oni nadają ton i wyznaczają narrację całego tego zamieszania.
Mimo wszystko mam nadzieję, że prezes Jarosław Kaczyński zrozumie nasze stanowisko. Uważam, że działalność w stowarzyszeniu Rozwój Plus nie stanowi żadnego zagrożenia dla Prawa i Sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie. Już kilka dni temu mówiłem, również na antenie Radia Kraków, że jest to uzupełnienie oferty w ramach szerokiego projektu prawicy i Prawa i Sprawiedliwości. Nie wiem, dlaczego ktoś narzucił narrację, zgodnie z którą miałoby to być zagrożenie dla PiS.
"Być może ta aktywność go uwiera"
W południe, o czym pan wspominał, prezes Kaczyński ma wygłosić oświadczenie. Wie pan albo domyśla się, co może się w nim znaleźć?
- Trudno wróżyć z fusów. Myślę, że prezes odniesie się do wydarzeń ostatnich dni, kiedy kierownictwo partii podjęło uchwałę dotyczącą podpisania oświadczeń i zadeklarowania się w związku z tą decyzją. Zapewne odniesie się do tego, kto podpisał dokument, a kto tego nie zrobił. Co jeszcze powie, trudno przewidzieć.
Spodziewa się pan słów o wyrzuceniu z partii członków stowarzyszenia?
- Tego nie wiem. Widzę jednak, że kurs został zaostrzony, i to da się zauważyć. Mam nadzieję, że prezes do samego końca będzie zabiegał o jedność w ramach Prawa i Sprawiedliwości. Jeszcze raz powtarzam: nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Chodzi jedynie o budowanie i wspieranie stowarzyszenia Rozwój Plus oraz poszerzenie oferty Zjednoczonej Prawicy.
Powiedział pan, że nie podpisał tego dokumentu. Czy ktoś ze stowarzyszenia Rozwój Plus podpisał tę lojalkę?
- Wydaje mi się, że nikt. Nie zrobiły tego osoby, które w zeszłym tygodniu, zaraz po podjęciu uchwały przez Komitet Polityczny, podpisały się pod listem do prezesa. Wyjątkiem są Daniel Obajtek i Anita Czerwińska, ale Anita Czerwińska nie jest członkiem stowarzyszenia. Nie wiem natomiast, czy Daniel Obajtek do niego wstąpił. Na pewno nie należał do zespołu założycielskiego.
Wydaje mi się, że solidarnie podchodzimy do naszej aktywności w stowarzyszeniu. Nic złego się nie dzieje. Pogodzę się z każdą decyzją, chociaż uważam, że gdyby doszło do tak drastycznej sytuacji, byłbym tą decyzją pokrzywdzony.
Ilu zwolenników w Małopolsce, w lokalnych strukturach, ma Rozwój Plus i były premier Mateusz Morawiecki? Jest pan, jest Łukasz Kmita, Ryszard Terlecki i Elżbieta Duda. Czy są jednak lokalni politycy, związani choćby z samorządem, którzy chętnie przystąpiliby do tego stowarzyszenia albo szerzej – do grupy byłego premiera Morawieckiego?
- Nikt do tej pory nie liczył sił. Jeszcze raz powtarzam: stowarzyszenie Rozwój Plus miało być uzupełnieniem oferty Prawa i Sprawiedliwości i dopiero się rozkręca. Chciałbym przypomnieć, że za tydzień, w piątek 31 lipca, odbędzie się tak zwany festiwal programowy i grill, o którym od dłuższego czasu się mówi.
Niestety ktoś bardzo szybko postanowił zareagować i być może ta aktywność go uwiera. Zobaczymy jednak, co wydarzy się w kolejnych dniach. Dopiero wtedy będzie można dokonać oceny. Jeżeli dojdzie do ostatecznych, drastycznych decyzji, dopiero wówczas będzie można mówić o tym, jakie zaplecze stanowimy i jaką siłą jesteśmy w ramach oferty Prawa i Sprawiedliwości.
„Gazeta Wyborcza” opublikowała ciekawy tekst autorstwa Bartłomieja Kurasia. Spotkaniem z Mateuszem Morawieckim miał być zachwycony poseł Andrzej Gut-Mostowy. W spotkaniach miały też uczestniczyć Małgorzata Wassermann i Marek Pęk. Czy są dziś małopolscy politycy, którzy deklarują chęć przystąpienia w jakimś sensie do tego stowarzyszenia?
- Myślę, że bardzo wiele osób kibicuje premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Wielokrotnie powtarzałem, że w tym bardzo trudnym okresie od 2020 roku, obejmującym pandemię oraz agresję Rosji na Ukrainę, premier Mateusz Morawiecki wraz z prezesem Jarosławem Kaczyńskim bardzo dobrze zarządzali naszym państwem.
Sytuacja została opanowana, a sympatia dla premiera Mateusza Morawieckiego jest bardzo duża w szeroko rozumianym obozie Zjednoczonej Prawicy. Wydaje się, że środowisko związane z Solidarną Polską próbuje w jakiś sposób rozchwiać te emocje i doprowadzić do rozłamu.
Nie brakuje diagnoz, że może to być w pewnym sensie kontrolowany rozłam.
- Zobaczymy. Na razie nie chcę używać słowa „rozłam”. Nadal jesteśmy członkami Prawa i Sprawiedliwości i chcemy dalej funkcjonować w ramach PiS. Jeżeli jednak zapadną decyzje bardzo drastyczne i stanowcze, będziemy musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nadal wspierać szeroki projekt Prawa i Sprawiedliwości czy Zjednoczonej Prawicy, aby odsunąć od władzy obecny, zły rząd.