-
SCT jako kontynuacja walki o zdrowie, a nie fiskalny „haracz”
Strefa Czystego Transportu jest przedstawiana jako logiczny kolejny etap po likwidacji kopciuchów. Według danych KAS 10 proc. najstarszych aut odpowiada za ok. 30 proc. najbardziej szkodliwych emisji. -
Skala zjawiska większa zgodna z przewidywaniami
Szacunki ZDMK mówią o 80–100 tys. aut niespełniających norm; liczba ok. 70 tys. wniosków i kilkanaście tysięcy wykupionych abonamentów potwierdzają, że SCT dotyczy realnie dużej grupy kierowców — głównie spoza Krakowa. -
Okres przejściowy zamiast całkowitego zakazu
Miasto skorzystało z trzyletniej karencji i systemu opłat zamiast natychmiastowego zamknięcia wjazdu. To rozwiązanie ma dać czas na wymianę samochodów i złagodzić społeczne skutki zmian. -
Koszty przewyższają obecne wpływy
Choć w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o „zarobku” SCT, miasto podkreśla, że obecnie dokłada do funkcjonowania strefy. Wydatki obejmują system informatyczny, obsługę mieszkańców, oznakowanie oraz naprawy po aktach wandalizmu. -
Protesty nie zatrzymają strefy, ale korekty są możliwe
Uchwała obowiązuje i SCT funkcjonuje nawet przy niszczeniu znaków. Jednocześnie miasto nie zamyka drogi do przyszłych zmian proceduralnych lub terytorialnych — decyzje należą jednak do radnych.
- A
- A
- A
„To nie walka z kierowcami, tylko o nasze zdrowie” – miasto broni Strefy Czystego Transportu
Sporo mitów i przekłamań pojawiło się wokół krakowskiej Strefy Czystego Transportu. Są pytania ważne i fundamentalne, na przykład, po co nam w ogóle SCT i czy miasto na tym systemie zarabia. Krzysztof Wojdowski z Zarządu Dróg Miasta Krakowa, który był gościem Radia Kraków odpowiada: "Nie ma mowy o żadnym haraczu, jest za to walka o zdrowie mieszkańców".- Tak, są grupy, którym, nie podoba się Strefa Czystego Transportu, ale mam analogię - kilka lat temu Kraków rozpoczął walkę z niską emisją, z kopciuchami. I tę walkę miasto wygrało, powietrze w Krakowie - jeśli chodzi o niską emisję - jest lepsze. Są jednak aktywiści, jak chociażby Krakowski Alarm Smogowy czy Akcja Ratunkowa dla Krakowa, którzy są za tym, żeby walczyć o czyste powietrze i o zdrowie krakowian. Co więcej, chcieliby nawet, żeby obostrzenia związane z SCT były jeszcze większe. Za 30 procent tych najbardziej szkodliwych substancji wydobywających się z rur samochodów odpowiada 10 procent najstarszych i najbardziej trujących samochodów. I to nie dane, które sobie właśnie wymyśliłem, tylko dane Krakowskiego Alarmu Smogowego, który przynajmniej dla mnie w tej materii jest autorytetem.
Do miasta mogą wjechać auta benzynowe wyprodukowane po 2002 roku lub powyżej normy Euro 4 i diesle wyprodukowane po roku 2014 i spełniające normę Euro 6 (mówimy oczywiście o osobówkach). Ile tych aut tak naprawdę wjeżdża do miasta?
- Szacowaliśmy, że tych samochodów będzie około 80-100 tysięcy. Zbliżamy się do 70 tysięcy wniosków, więc rzeczywiście by się potwierdzało, że taka jest faktycznie liczba samochodów, które nie spełniają norm SCT. Widzimy w systemie, że wykupiono kilkanaście tysięcy abonamentów miesięcznych, a to świadczy o tym, że wjeżdża co najmniej kilkanaście tysięcy samochodów spoza Krakowa, które nie spełniają norm czystego transportu.
Mamy również kilkanaście tysięcy abonamentów godzinowych wjazdu do SCT, to też są dodatkowe tysiące samochodów, które wjeżdżają do Krakowa, a które nie spełniają norm przewidzianych przez SCT. To mit, że miasto wymyśliło sobie haracz i ściąga pieniądze od ludzi. Alternatywa była taka, że od 1 stycznia samochody, które nie spełniają norm, w ogóle nie mogłyby wjechać do Krakowa. Uchwałodawca (radni) skorzystał z możliwości trzyletniej karencji i wjazdu za opłatą. Ten czas jest przewidziany na to, żeby wymienić samochód, mówię o osobach, które mieszkają poza Krakowem i ich samochody nie spełniają norm.
Dochody, jeżeli takowe będą, bo na razie ciężko mówić tutaj o jakichkolwiek dochodach, będą przeznaczone dla gmin ościennych, żeby mogły walczyć z niską emisją. Kraków leży w kotlinie i zanieczyszczenia produkowane przez "obwarzanek" dookoła Krakowa, spływają w ciągu dnia do nas i dlatego mamy ciągle nie najlepsze powietrze w Krakowie, jeżeli chodzi o niską emisję.
Samochód odziedziczony, kupiony po tej dacie zakupione, nie będzie wyłączony, tak?
- Niestety tak. Takie są zapisy uchwały i z tym niestety nie możemy dyskutować.
Powiedział pan też, że zostało wykupionych kilkanaście tysięcy abonamentów miesięcznych, kilkanaście tysięcy opłat godzinowych. Ale powiedział pan, że nie można mówić o żadnych dochodach. Kilka dni temu miasto informowało, że w ciągu tygodnia strefa "zarobiła" prawie dwa miliony złotych.
- Koszty funkcjonowania strefy są. Zarząd Dróg Miasta Krakowa, który wprowadzał w życie strefę, pewne koszty musiał ponieść. Musieliśmy uruchomić system, który to wszystko będzie obsługiwał. Musieliśmy wygospodarować budżet na weryfikację wniosków; uruchomić siedem do obsługi mieszkańców, kupić znaki i zamontować je. Teraz dochodzą dodatkowe koszty związane z naprawą tego, co ktoś zepsuł. Trzeba było też postawić strefomaty. Więc tych kosztów jest trochę i nie mówimy o dziesiątkach tysięcy, ale raczej o milionach. Na razie miasto do tego dokłada.
Mamy trzy lata okresu przejściowego, w którym rzeczywiście system opłat funkcjonuje. Być może te opłaty zrównoważą koszty i miasto nie będzie dokładać. Na pewno nadwyżka trafi do gmin ościennych, jak już wcześniej powiedziałem - na walkę z niską emisją. Miasto nie chce zarabiać na kierowcach, których samochody nie spełniają norm strefy czystego transportu. Celem jest poprawa zdrowia mieszkańców poprzez ograniczenie emisji toksycznych spalin. I to jest cel nadrzędny.
Przeciwko temu "celowi nadrzędnemu" buntuje się spora grupa ludzi. Media donoszą, że niszczone są znaki; że powstały grupy w mediach społecznościowych, które teoretycznie nie nawołują do tego, żeby niszczyć infrastrukturę strefy, ale oczywiście wystarczy, że informują o takich przypadkach. Ile pieniędzy miasto musi wyłożyć, żeby przywrócić znaki, wyczyścić je?
- Postawienie nowego znaku kosztuje 600 złotych. Trzeba to przemnożyć przez liczbę tych już zniszczonych.
Ile w ogóle postawiono znaków wokół miasta przy wjazdach do strefy?
- Mamy 188 znaków - informują, że rozpoczyna się strefa i kończy. Oczywiście są również w ramach Systemu Informacji Miejskiej, postawione duże tablice przy głównych traktach (wjazdach do Krakowa), które mówią nam o tym, jakie samochody mogą wjechać, a jakie nie.
Przeciwnicy SCT, zorganizowani w mediach społecznościowych, piszą, że kilkadziesiąt znaków zostało zniszczonych lub skradzionych. 600 złotych to koszt postawienia nowego znaku? A czyszczenie?
- Oczywiście tam, gdzie jest to możliwe, firmy odpowiedzialne za utrzymanie infrastruktury, z którymi mamy podpisane umowy, starają się te znaki doczyścić; to sensowniejsze niż ich wymiana. Nie wchodząc już w to, czy komuś się podoba SCT, czy nie i w jaki sposób to wyraża - to jest kradzież. I to jest okradanie samego siebie, ponieważ pieniądze na znaki są z publicznych środków. To, że znaki są gdzieś niszczone, dewastowane albo po prostu ukradzione, nie oznacza, że strefa nie funkcjonuje. Mamy ekspertyzę prawną, która właśnie tę kwestię dosyć wyjaśnia. To nie jest tak, że jak nie ma znaku o wjeździe do strefy, bo został ukradziony, sankcje nie będą go obowiązywać.
Krakowscy przeciwnicy SCT mówią, że wzorują się na "blade runnerach" z Londynu - tam dwa lata temu wprowadzono podobny system, ale londyńska strefa jest bardziej restrykcyjna i droższa. W ciągu miesiąca zniszczono ponad 500 kamer w całym mieście, które działały jak fotoradary i wyłapywały kierowców wjeżdżających do strefy nieuprawnionym samochodem. W Krakowie niszczone są znaki i kamery, które i tak pełnią więcej funkcji niż tylko monitoring strefy.
- To prawda.
Więc czy to jest walka z systemem? Czy po prostu ruch oporu wyrażany w jedyny możliwy sposób?
- Obawiam się, że to nie jest pytanie do mnie. Trzeba zapytać socjologów, może psychologów społecznych. Mogę tylko powiedzieć o swoim przypadku - mój samochód jest z 2013 roku, diesel, nie spełnia kryteriów SCT, więc teoretycznie mam prawo, żeby protestować przeciwko strefie, ponieważ mój samochód, tak z dnia na dzień, stracił trochę na wartości. Ale to są koszty, które musimy wszyscy ponieść, żeby powietrze w Krakowie było zdrowsze. Nie chciałbym, żeby za jakiś czas moje dzieci wylądowały w szpitalu onkologicznym z chorobą płuc trudną do wyleczenia. O to idzie gra i mam wrażenie, że chyba część osób po prostu o tym zapomina.
To nie jest tak, że miasto chce zrobić komuś na złość. Choroba może rozwijać się kilka lat, kilkanaście lat, ale to w końcu wychodzi. Druga sprawa jest taka, że przecież ta uchwała była procedowana w sposób absolutnie transparentny i demokratyczny, były konsultacje społeczne i ostatecznie radni miasta Krakowa decydowali o finalnym kształcie tych zapisów. Mamy uchwałę na stole i musimy stosować się do jej zapisów. Tak, to się wiąże z pewnymi wyrzeczeniami, podobnie, jak było w przypadku wymiany pieców.
Protesty nie sprawią, że SCT magicznie zniknie.
O jakich korektach mówimy?
- Trudno powiedzieć. Mówię tylko o hipotetycznej możliwości. Być może będą to korekty związane z procedurą, żeby ułatwić życie mieszkańcom, bo przypomnijmy, że raz w roku będą musieli zgłosić swój samochód, trzeba będzie to odnawiać. Dlaczego? Bo może się okazać, że ktoś przestał płacić podatki w Krakowie albo ktoś się wyprowadził z Krakowa. Jakaś korekta granicy SCT też byłaby możliwa. Ale my tym się nie zajmujemy. Naszym priorytetem jest skuteczne wprowadzenie strefy w życie. Wszyscy musimy się też tej strefy nauczyć.
Nasz słuchacz ma wątpliwości - dlaczego nie da się zarejestrować samochodu na firmę. Słuchacz pisze, że prywatny samochód bez problemu może zarejestrować, a co z tymi służbowymi? Można je wyłączyć z opłat?
- Samochody firmowe, które spełniają kryteria, mogą dalej jeździć po Krakowie. Te, które nie spełniają kryteriów, mogą jeździć na zasadzie wyjątku - przez trzy lata, które daje uchwała. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, w której ktoś prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i płaci podatki w Krakowie - wtedy może zgłosić swój pojazd niespełniający kryterium SCT. I jeszcze jeden przypadek - kiedy samochód firmowy użyczono pracownikowi przed 26 czerwca 2025 roku, a który to pracownik jest mieszkańcem Krakowa i płaci tutaj podatki. Trudno mi jest dyskutować z kryteriami, dlaczego samochody firmowe niespełniające wymogów strefy nie mogą zostać wyłączone. To też nie jest pytanie do nas. Trzeba je kierować do Zarządu Transportu Publicznego, ewentualnie do radnych, którzy głosowali za wprowadzeniem strefy.
Komentarze (9)
Najnowsze
-
21:23
Tragiczny pożar w Jurkowie w powiecie brzeskim
-
20:58
Czy umiemy odpoczywać? Trzej panowie w łódce po 130 latach | Państwo filozofów
-
20:11
O podróży, która niewiele zmienia. Trzej panowie w łódce w Państwie filozofów
-
19:04
Kara dla komendanta policji w Krakowie za ujawnienie danych osobowych
-
18:07
PŚ w skokach: wreszcie podium! Trzecie miejsce polskiego duetu, Austriacy wygrali w Zakopanem
-
15:50
„Mrozy” otwierają domy i serca dla psów. Duże zainteresowanie adopcjami w Krakowie i Tarnowie
-
15:38
W Zakopanem święto skoków
-
15:17
Zakopane: pięciu Polaków awansowało do niedzielnego konkursu w skokach, Fettner wygrał kwalifikacje
-
14:48
Brawo Katarzyna Kawa! Polska w finale po wygranej z USA w United Cup
-
13:47
„Psiecko” to nie zastępstwo dla dziecka. Seksuolożka o mitach wokół dzietności
-
11:54
Protest przeciwko Strefie Czystego Transportu w Krakowie. Kilkaset osób przed Zarządem Dróg
-
11:21
Poranne awaria na południu Krakowa. Szpital w Prokocimiu był pozbawiony wody
-
10:54
Czarek - "nietrudny przypadek" w audycji o tych trudnych...
-
09:48
Protest przeciwko S7. W sobotę blokada Zakopianki w Głogoczowie