Krótka odpowiedź brzmi - "tak i to całkiem sprawnie". Chociaż bez używania ciężkiego młota, tylko raczej za pomocą sprytnej sztuki iluzji. Analitycy z NASK zrobili prosty test. Założyli w Polsce sześć całkiem nowych kont dla osób poniżej 25. roku życia i przez trzy miesiące sprawdzali, co algorytm podsunie po wpisaniu konkretnych haseł. Zero polubień, zero komentarzy, czysty, domyślny użytkownik.
Co się okazało? Gdy wpisujemy Xinjiang, czyli region, w którym dochodzi do prześladowań mniejszości Ujgurów, TikTok nie pokaże nam obozów pracy. Aż 59% wyników to treści ewidentnie prochińskie. Zobaczymy uśmiechniętych, anglojęzycznych influencerów, którzy przypadkiem spotykają na ulicy super szczęśliwych Ujgurów z zachwytem wpisujących się w politykę partii.
Podobnie jest przy Tybecie. Tam królują cudowne widoki i opowieści o niesamowitym rozwoju gospodarczym pod czujnym okiem Pekinu. Majstersztyk algorytmiczny dotyczy jednak haseł najbardziej niewygodnych. Wpisujemy w wyszukiwarkę obozy reedukacyjne w Chinach i dostajemy zalew treści o odchudzaniu, podróżach albo recyklingu. Prawie 90% wyników nie ma nic wspólnego z pytaniem.
To nie jest błąd systemu. To jest świadome zalewanie użytkownika śmieciowym kontentem, żeby po prostu odechciało mu się szukać. Co ciekawe, są też tzw. zawory bezpieczeństwa. Wpisując "masakra na placu Tiananmen" dostaniemy w 77% treści krytyczne wobec władz Chin. Dlaczego? Bo gdyby wycenzurowali nawet tak znany fakt historyczny, unijni regulatorzy zjedliby ich na śniadanie.
Wygląda to więc tak. Tam, gdzie temat jest zbyt głośny, dają nam pozorną wolność. Przy sprawach kluczowych dla obecnej polityki Pekinu algorytm serwuje nam łagodną, kolorową bajczkę po myśli partii.
Wniosek jest prosty. TikTok nie musi ładować nam do głowy twardej, topornej propagandy. Wystarczy, że odpowiednio steruje tym, co ma do nas dotrzeć. Co ma zniknąć w szumie filmików o odchudzaniu? Warto o tym pamiętać przy kolejnym przewijaniu sekcji "Dla Ciebie".