Pierwszą dekoracją zajął się Wiesiu Dymny, który z tektury tworzył różnego rodzaju cuda. Kazia Wiśniaka jeszcze nie było, a oni razem mieszkali w akademiku i stąd po pewnym czasie Kaziu pojawił się w Piwnicy.

No i to była kartonowa dekoracja. Na to pierwsze spotkanie Bronisław Chromy wydał tysiąc złotych, żeby na ten jeden raz przenieść fortepian do piwnicy z góry, gdzie w Domu Kultury Wieczysty prowadził kursy tańca. I żeby jeszcze na poczęstunek jakieś kanapeczki zrobić ewentualnie i kupić dużą ilość wina.

To była pożyczka, która nigdy nie została oddana. Pożyczano również u pani Mortkowiczowej, która przyjechała z Warszawy z Joanną Ronikier. Ona też bardzo lubiła piwniczan i wtedy od niej też długi zaciągano.

Pierwszy występ. Pożyczono jakimś cudem jeden reflektor, ustawiono mnóstwo, mnóstwo świec przyczepiano do ścian, które są chropowate, z zagłębieniami. Rozpalono ogień w kominku.

Do tego wszyscy palili papierosy, po prostu było nie do wytrzymania. Cudem, że się nie podusili. Tak, a jedynym wywietrznikiem było okienko na ulicę św. Anny ze słynnymi klamrami, którędy ludzie później przechodzili do Piwnicy. W pierwszym okresie były tylko dwa pomieszczenia.

Taki był pierwszy program. Kaziu Wiśniak, który przyszedł na ten pierwszy program powiedział, że było nudno. Fatalne.

I tak powolutku, powolutku zaczął się tworzyć kabaret, a muzyków przecież nie było. Pierwszą muzykę do Leokadii napisał Krzysiu Litwin „Ja ci śrubkę wkręcę w radio”.