Droga do alkoholu
Historia spożywania alkoholu sięga najdawniejszych cywilizacji. Napoje fermentowane były obecne już w starożytnym Egipcie, Mezopotamii czy Grecji. W danych okresach historycznych mogły być bezpieczniejsze od skażonej wody. Piwo pełniło więc funkcję praktyczną – gasiło pragnienie i dostarczało płynów. Jednocześnie od wieków alkohol wiązano z celebracją i wspólnotą. Uczty, wesela, święta czy rodzinne spotkania budowały skojarzenie, że alkohol oznacza zabawę.
W Polsce kultura picia kształtowała się pod wpływem doświadczeń społecznych i historycznych. Szczególne znaczenie miały lata PRL-u i okres transformacji ustrojowej. Powojenna Polska była krajem biednym, odbudowującym się po zniszczeniach. Nawet jeśli ludzie dysponowali pieniędzmi, często nie mieli możliwości kupienia tego, czego potrzebowali. Towary były reglamentowane, dostępne na kartki lub po prostu nieosiągalne. Gdy ograniczano sprzedaż alkoholu, rozwijało się nieformalne podziemie – pędzono bimber, przygotowywano domowe wina. Alkohol był obecny przy niemal każdej okazji – po zakupie samochodu, przy budowie domu, podczas rodzinnych uroczystości. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych zaczęła się jednak zmieniać kultura picia. Alkohol coraz częściej pojawiał się jako element celebracji, a nie codzienności. Na stołach pojawiały się nowe trunki takie jak whisky, rum, importowane alkohole. Kobiety częściej wybierały wino, mężczyźni alkohole z wyższej półki. Zmieniła się forma, ale nie zniknęła funkcja.
Wysoko funkcjonujące uzależnienie
Współczesny obraz alkoholizmu coraz częściej odbiega od stereotypu osoby bezdomnej z butelką w ręku. Do poradni trafiają osoby odnoszące sukcesy zawodowe, wychowujące dzieci, pełniące odpowiedzialne funkcje społeczne. Szczególną grupą są kobiety, które piją w ukryciu.
Coraz więcej kobiet uzależnionych od alkoholu pojawia się w poradniach. Pełni od dla nich funkcję zrelaksowania się, odcięcia. Kojarzymy go z przyjemnością – mówi Katarzyna Walczewska.
Terapia uzależnień nie może opierać się na jednym schemacie. Powody sięgania po alkohol bywają bardzo różne. Dla jednych jest sposobem na poradzenie sobie ze stresem. Dla innych próbą zagłuszenia samotności, poczucia niezrozumienia, wstydu czy bezradności. Alkohol często staje się "jedynym przyjacielem". Początek zwykle wygląda podobnie – picie w grupie, podczas spotkań towarzyskich, w atmosferze zabawy. Jednak wraz z rozwojem uzależnienia człowiek coraz częściej zostaje sam.
Dla psychoterapeuty alkohol jest synonimem samotności. Najpierw pije się w grupie, jest niewinnie. Później zaczyna się uzależnienie i finalnie człowiek zostaje sam – dodaje.
Jednym z kryteriów uzależnienia jest głód alkoholowy. Nie chodzi jednak o fizyczne uczucie podobne do głodu jedzenia. To raczej przymus psychiczny – potrzeba ulgi, ukojenia, odcięcia się od trudnych emocji. Towarzyszyć mu mogą samotność, smutek, poczucie odrzucenia czy bezsilności. Alkohol na chwilę wycisza te stany. Problem polega na tym, że nie rozwiązuje ich źródła.
Niepicie jako społeczna niewygoda
Świadomość dotycząca szkodliwości alkoholu rośnie, ale nadal abstynencja bywa odbierana jako coś dziwnego. Osoba, która podczas imprezy wybiera wodę zamiast drinka, często spotyka się z pytaniami lub komentarzami. Jednocześnie badania Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom wskazują, że młodzi ludzie coraz rzadziej sięgają po alkohol. Większa świadomość, łatwiejszy dostęp do wiedzy oraz obserwowanie skutków uzależnienia w rodzinach mogą sprawiać, że młode pokolenie podejmuje bardziej świadome decyzje.
Pojawia się pytanie, jak do tego doszło, że żyjemy w świecie, że albo będę szukać znajomych, gdzie wszyscy będą abstynentami, albo dołączę do pijących – mówi.
Uzależnienie nigdy nie dotyczy wyłącznie jednej osoby. Wpływa na partnerów, dzieci, rodziców, współpracowników i przyjaciół. Jednocześnie społeczeństwo często bagatelizuje sygnały ostrzegawcze. Przymyka oczy na odbieranie dziecka z przedszkola po spożyciu czy regularne przychodzenie do pracy pod wpływem. Dopiero po tragedii pojawiają się głosy, że "wszyscy wiedzieli".