Panie pośle, wiele światowych mediów – i żeby nie było, sprawdzałem: „Newsweek”, „Independent”, „Guardian” – podaje, że Amerykańska Wojskowa Fundacja Wolności Religijnej dostała skargi od ponad 100 żołnierzy, których dowódcy na Bliskim Wschodzie mieli twierdzić, że – cytuję – wojna w Iranie jest częścią boskiego planu oraz że Donald Trump został namaszczony przez Jezusa, aby zapalić sygnał w Iranie, który spowoduje Armagedon i będzie oznaczał jego powrót na ziemię. Czy Polska w osobie prezydenta Karola Nawrockiego powinna popierać wojnę wywołaną ze złamaniem prawa międzynarodowego, w której generałowie mówią, że to Jezus namaścił ich prezydenta i dlatego wywołują Armagedon?
- Zastosował pan tu szeroki manewr kanoniczny... Są osoby, które mają różne poglądy. Możemy się z nimi zgadzać albo nie zgadzać. Rozumiem, że ktoś tak uważa. Ja akurat się z tym nie zgadzam, bo uważam, że nie ma co do polityki mieszać boskości. Każdy ma prawo do własnej oceny sytuacji i do tego, by odwoływać się do Boga. Jestem pragmatykiem i myślę, że chodzi tu o zupełnie inne rzeczy – przede wszystkim o zaprowadzeniem spokoju na Bliskim Wschodzie. I to robi prezydent Trump. Może metodami, które nie do końca nam się podobają. Wolelibyśmy, żeby była to dyplomacja, ale nie zawsze dyplomacja jest skuteczna.
Czyli Polska powinna popierać tę wojnę?
- Uważam, że powinniśmy patrzeć na tę sytuację z pewnym zrozumieniem, ale też z dystansem. Stany Zjednoczone są graczem globalnym. Polska – mimo że jest silnym krajem w Unii Europejskiej, z ambitnymi i mądrymi ludźmi – nie jest graczem światowym. Jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i nie wszystko musi nam się podobać. Wolałbym – i myślę, że większość Polaków również – żeby były to działania dyplomatyczne, ale wygląda na to, że dyplomacja w pewnym momencie się skończyła. Nie mieszkamy na Bliskim Wschodzie. Gdybyśmy mieszkali w Izraelu czy w innych państwach regionu, pewnie ocenialibyśmy to inaczej. Patrzymy więc z pewnym zrozumieniem, ale też z niepokojem, bo każda wojna jest złem.
A czym to może się skończyć? Jaki może mieć wpływ na nasze codzienne życie i – co chyba jeszcze ważniejsze – na wojnę w Ukrainie? Jeśli Iran szybko się nie podda, a wygląda na to, że tak się nie stanie, to po pierwsze Amerykanie będą zużywać cenny sprzęt, który Europa mogłaby od nich kupić i przekazać Ukrainie. A po drugie ceny ropy już podskoczyły, co oznacza, że Putin znowu będzie miał za co finansować agresję.
- Są dwa zagrożenia. Pierwsze to dokładnie to, o czym pan powiedział – wojna w Ukrainie. To może oznaczać odciągnięcie zainteresowania świata od tego konfliktu. Dlatego dobrze, że ciężar wsparcia przejmują kraje Unii Europejskiej, bo to nas dotyczy bezpośrednio. Jeśli chodzi o sprzęt, ludzi i zaangażowanie, na pewno może być ono mniejsze, bo Amerykanie mają teraz inny kierunek działań wojennych, w który są bezpośrednio zaangażowani. Dla Polaków największym ciosem jest wzrost cen paliw, czyli ropy i benzyny. Mam nadzieję, że rząd i pan premier będą reagować na to szybko i stanowczo, jeśli ta sytuacja będzie się utrzymywać. Rząd ma instrumenty, żeby obniżyć akcyzę czy wpłynąć na spółkę Orlen. Pamiętajmy, że jest to spółka w dużej części państwowa i jej władze są powoływane przez państwo. Chodzi o to, żeby ceny ropy naftowej jak najmniej wpłynęły na życie Polaków.
Jest jeszcze temat Polaków w Dubaju i Abu Zabi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych od miesięcy apelowało, żeby tam nie jeździć. Czy Polska, czyli my wszyscy, powinniśmy płacić za sprowadzanie tych ludzi do kraju?
- To jest pytanie, czy traktujemy państwo jako formę assistance w przypadku takich wyjazdów. Na pewno niedopuszczalne jest, żeby biura podróży wciąż sprzedawały wycieczki na Bliski Wschód. To jest kuriozum.
Czy za tych ludzi też będziemy płacić za tydzień, za trzy dni?
- W tym momencie nawet nie chodzi o to, kto pokryje koszty. Najważniejsze jest zorganizowanie ich powrotu. Uważam, że państwo powinno być w jakimś sensie odpowiedzialne za pomoc, ale koszty powinny ponieść linie lotnicze i biura podróży, bo to one wysyłały ludzi w te rejony świata.
Wysyłane są wojskowe samoloty.
- Państwo powinno zorganizować powrót, ale powinno mieć regres wobec linii lotniczych i biur podróży. Bardzo dobrze, że ewakuowane są osoby z krajów bezpośrednio zagrożonych wojną – mówimy tu o Izraelu, Jordanii czy Libanie. Dzisiaj wystartowały z Polski samoloty, które zabiorą kilkaset osób, w tym osoby z niepełnosprawnościami, czy mające problemy zdrowotne. Myślę, że powrót Polaków przez Oman będzie systematycznie organizowany. Pamiętajmy, że Doha czy Dubaj to ogromne huby przesiadkowe i są tam setki tysięcy osób czekających na powrót do swoich krajów.
Zostawmy Iran i te wojny, ale nie zostawiajmy spraw wojskowości. Prezydent Nawrocki wczoraj wrócił do tematu SAFE, czyli unijnych preferencyjnych pożyczek, i zaproponował – razem z prezesem Narodowego Banku Polskiego – rozwiązanie „SAFE zero procent”. Nie ujawniono szczegółów, ale specjaliści mówią, że może chodzić o sprzedaż części rezerw złota albo walut, wykazanie zysku i przekazanie go na zbrojenia. Podoba się to panu?
- Hasło „SAFE zero procent” jest bardzo chwytliwe i nośne, ale pytanie, co się za nim kryje. Tak jak pan zauważył, nie było konkretów. Nawet kiedy zapytano prezesa Glapińskiego, odpowiedź była dość wymijająca.
Słyszałem, że może chodzić o złoto.
Zadaniem Narodowego Banku Polskiego nie jest finansowanie długu państwa, tylko utrzymywanie stabilności polskiej waluty. Po to są rezerwy złota – żeby zapobiegać takim sytuacjom jak w przeszłości, kiedy inflacja sięgała kilkunastu czy nawet dwudziestu procent. Wszyscy pamiętamy, jak wyglądały wtedy ceny żywności i innych produktów. Dlatego czekam na konkrety, ale na razie ich nie widzę. Jeśli mamy możliwość dozbrojenia i gigantycznego skoku technologicznego naszej armii, powinniśmy to zrobić. Program SAFE daje taką możliwość. To trochę jak z Unią Europejską – pamiętamy Polskę sprzed 20 lat. Dzięki funduszom unijnym dokonaliśmy ogromnego skoku cywilizacyjnego. Teraz podobnego skoku technologicznego potrzebuje polskie wojsko.
Może za tą wczorajszą konferencją kryje się po prostu chęć zawetowania unijnego programu.
- Tylko że zawetowanie na podstawie haseł jest trudne. Rząd przedstawił prezydentowi program SAFE, prezydent – jak sam mówi – ma wszystkie informacje i musi podjąć decyzję. Z jednej strony mamy konkret, z drugiej hasło „SAFE zero procent”. Trudno porównywać hasło z konkretem. Jeśli pojawi się konkret ze strony Narodowego Banku Polskiego, wtedy będzie można się nad tym zastanowić.
Zostawmy zbrojenia i politykę międzynarodową. Gazeta.pl napisała wczoraj, że rozpoczęło się śledztwo Centralnego Biura Zwalczania Przestępczości w sprawie unieważnionego głosowania w wyborach na przewodniczącą Polski 2050. Brał pan udział w tym głosowaniu dwa miesiące temu. Są też szczegóły słynnego czatu sprzed głosowania, na którym mówiono o planowanym przewrocie i o „obwołaniu Szymona królem”. Czy pan tu łączy jakieś kropki?
- To jest ugrupowanie, w którym już nie jestem. Jest ono wciąż w koalicji razem z nami, ale niech zajmują się tym koledzy z Polski 2050. Powiedziałem już wcześniej, że angażowanie Putina do wyborów w Polsce 2050, w których głosowało 650 osób, nie jest poważne.
A czy mogło dojść do oszustwa podyktowanego chęcią zatrzymania Szymona Hołowni u sterów partii?
- Nie wiem. Niech naprawdę koledzy się nad tym zastanawiają. Dla mnie to temat zamknięty. Wybory się nie odbyły, były jakieś błędy. Niech oni ocenią, kto je popełnił i czy była próba puczu. Czy był w to zaangażowany Putin – nie wiem. To nie moja sprawa.
Tak czy inaczej partia się rozpadła, jak pan podkreśla.
- Nie powiedziałbym, że się rozpadła.
Powstały dwie nowe instytucje.
- Powstał nowy klub parlamentarny wywodzący się z tej partii.
I zarówno stara partia, jak i nowy klub parlamentarny mają dziś około niecały procent poparcia w sondażach. Do kogo Klub Centrum chce się przyłączyć w wyborach? Sami raczej nie będziecie startować.
- Wybory są za półtora roku. Każdemu nowemu ugrupowaniu trzeba dać kilka miesięcy, żeby pokazało, czy znajduje wyborców na scenie politycznej. Wczoraj poinformowaliśmy Polaków i naszych sympatyków, że powstało Stowarzyszenie Centrum. Wczoraj wpłynęło chyba około 100 deklaracji członkowskich. Myślę, że ocenimy sytuację za kilka miesięcy.
Zaproszę pana wtedy ponownie, ale jeszcze na koniec chciałem zapytać o referendum w Krakowie. Gdyby do niego doszło i zakończyło się powodzeniem, czy Stowarzyszenie Centrum wystawi w Krakowie kandydata na prezydenta Rafała Komarewicza?
- Panie redaktorze, nie przesadzajmy. Stowarzyszenie Centrum na pewno nie będzie wystawiało nikogo na prezydenta Krakowa.