Historia krakowskiej szopki zaczyna się od jasełek i kolędników, ale jej charakterystyczny kształt nadali krakowscy murarze. Zimą mieli mniej pracy, dobrze znali za to architekturę miasta, bo pracowali przy jego zabytkach. Zamiast betlejemskiej stajenki zaczęli więc budować dla Świętej Rodziny fantastyczne konstrukcje złożone z elementów krakowskich kościołów, Wawelu czy Sukiennic.
Pan Jezus nie będzie mieszkał gdzieś w stodołach, stajniach, grotach, tylko w najpiękniejszych kościołach, jakie są w Krakowie
- tak Stanisław Malik tłumaczy sposób myślenia dawnych szopkarzy.
W 1937 roku zorganizowano pierwszy konkurs szopek krakowskich. Z przerwą podczas wojny odbywa się do dziś. W tym roku będzie miał 84. edycję.
Bristol, cyrkiel, ekierka
Szopki nie powstają w grudniu. Malik zaczyna pracę nad kolejną już po Wielkanocy i zajmuje się nią praktycznie przez cały rok.
Najpierw jest pomysł. Potem projekt rozrysowany na brystolu. Malik chodzi po Krakowie z aparatem, fotografuje elementy architektury, które chce wykorzystać. Później zaczyna się geometria: cyrkiel, ekierka, linijka, konstruowanie kolejnych brył. Figurki również wykonuje sam – z kawałka drewna, przy pomocy skalpela, scyzoryka i dłutek.
Komputer? Malikowi nie jest potrzebny. Ale już jego syn Andrzej, czwarte pokolenie szopkarzy w rodzinie, podczas warsztatów uczy młodych ludzi także projektowania komputerowego i korzystania z lasera.
Ojciec początkowo patrzył na to niechętnie. Syn przekonał go prostym argumentem: techniki mogą się zmieniać, jeśli dzięki temu przetrwa tradycja.
Wy, dziadki stare, poumieracie, a co młodzi znajdą?
- przytacza jego słowa Malik.
Sam przyznaje, że podobne zmiany następowały już wcześniej. Dawne szopki były malowane, później pojawił się staniol, który dziś wydaje się jednym z ich najbardziej charakterystycznych materiałów.
Dziadek, ojciec, syn
Szopkarstwo w rodzinie Malików zaczęło się od dziadka Stanisława – Walentego. Przed I wojną światową tworzył szopki wykorzystywane podczas przedstawień jasełkowych. Z teatrzykiem chodzono po domach, dworach i szkołach, a przedstawienie mogło trwać nawet półtorej godziny.
Później szopki robił ojciec Stanisława, Włodzimierz. Syn długo tylko mu pomagał. Własną pierwszą szopkę wykonał niemal potajemnie. Ojciec ją skrytykował.
– Wtedy uwaga ojca była ważniejsza. Słowo, co tata powie, było święte – wspomina.
W 1978 roku Stanisław Malik zdobył trzecią nagrodę w konkursie. Wtedy ojciec – jak opowiada – „chodził dumny jak paw”. Rok później była już pierwsza nagroda.
Dziś szopki robi również syn Stanisława, Andrzej. Charakterystycznym znakiem prac rodziny Malików pozostaje umieszczana w centrum obracająca się Gwiazda Balaamowa. Była w szopkach dziadka i ojca, jest w pracach Stanisława i jego syna.
Szopka krakowska musi zawierać motywy architektury miasta i scenę Bożego Narodzenia. Poza tym daje twórcy ogromną swobodę. Dlatego trafiają do niej także wydarzenia i postacie ważne w danym roku.
Malik umieszczał w swoich pracach m.in. Tadeusza Kościuszkę składającego przysięgę na krakowskim Rynku, scenę hołdu pruskiego czy postacie związane z Uniwersytetem Jagiellońskim. W tegorocznej znajdzie się św. Franciszek – w 800. rocznicę jego śmierci.
Będą też piłkarze. W 2026 roku Wisła i Cracovia obchodzą 120-lecie.
Szopki poszły w świat
Prace Stanisława Malika można znaleźć daleko poza Krakowem. Trafiły do kolekcji prywatnych i muzealnych m.in. w Chicago, Marsylii, Rzymie, Brukseli, Mediolanie, Monachium czy Norymberdze. Jedną ze swoich szopek Malik odkrył w norymberskim ratuszu dopiero dzięki znajomemu.
On sam właściwie nie ma ich w domu.
– Idą w świat – mówi.
Zachował natomiast ostatnią szopkę ojca. Wspólnie z synem ją odnowili. Własnych prac nie żałuje: w niewielkim mieszkaniu trudno byłoby je przechowywać, a bardziej cieszy go, kiedy ktoś jego szopkę kupuje, ogląda i się nią zachwyca.