Fot. NAC
Nostalgia za dzieciństwem
Nostalgia za dzieciństwem a nostalgia za PRL-em to dwa zupełnie różne zjawiska, które często bywają mylone. Współczesna idealizacja tamtych czasów, prowadzi do fałszowania historii. To nie system budzi ciepłe emocje, lecz wspomnienia związane z dzieciństwem. Dziecko zapamiętuje świat inaczej niż dorosły. W pamięci pozostają obrazy, zapachy, smaki i drobne rytuały codzienności. Dlatego tak łatwo wracają wspomnienia wakacji spędzanych na podwórkach, rodzin wielopokoleniowych, babć pilnujących wnuków czy całych dni spędzanych poza domem.
W PRL-u nie ma nic fajnego. Wydaje mi się, że PRL-owska nostalgia zafałszowuje nam obraz historii. Każdy jest jakoś przywiązany do dzieciństwa. W gorszym, lepszym świecie to jednak czas, w którym czujemy się bezpiecznie. Zawsze są starsi, możemy się do nich zwrócić – mówi Łukasz Modelski.
Było to dzieciństwo "z kluczem na szyi", pełne swobody i wolnego czasu. Dzieci znikały rano i wracały dopiero wieczorem. Jadły owoce prosto z drzew, bawiły się na nieużytkach, a lato miało smak papierówek.
Czy jedzenie w PRL było naprawdę lepsze?
Papierówki dla wielu osób wychowanych w latach 70. i 80. to jeden z najbardziej wyrazistych smaków dzieciństwa. Nie była idealna. Bywała kwaśna, szybko się psuła, nie nadawała się do długiego przechowywania.
Papierówkom poświęciłem trochę czasu. Wchodzisz na drzewo, strząsasz je i wiesz, że jest lato, wiesz, że będzie kwaśna, spodziewasz się tego, co zjesz – dodaje.
Autor rozprawia się z mitem "szynki jak za Gierka" czy rzekomo doskonałych peerelowskich wyrobów mięsnych. W rzeczywistości były to często produkty niskiej jakości, pełne kompromisów wymuszonych przez gospodarkę niedoboru. Jednak są dwa wyjątki. Mleko, śmietana, kefiry i masło należą do produktów, które wielu pamięta z sentymentem nie bez powodu. Mleko rzeczywiście się zsiadało. Śmietana dawała się ubić na prawdziwą bitą śmietanę. Masło było masłem, a nie mieszanką tłuszczową. Choć nie zawsze było dostępne, jego jakość pozostaje dla wielu punktem odniesienia do dziś. Drugim kulinarnym zachwytem PRL-u okazują się warzywa i owoce. Być może wynikało to z sezonowości produkcji, być może z ogromnej popularności ogródków działkowych. Faktem jest, że pomidory pachniały pomidorami, ogórki miały intensywny smak, a cebula, buraki czy ziemniaki były pełne aromatu. Dziś można kupić pomidora w styczniu, ale często trudno odnaleźć w nim ten charakterystyczny zapach i smak.
Paprykarz szczeciński, prodiż i fasolka po bretońsku
Już sam tytuł książki jest trafnym skrótem historii codziennego życia w PRL. Paprykarz szczeciński był próbą stworzenia czegoś egzotycznego z bardzo ograniczonych środków. Ambicje były duże, możliwości znacznie mniejsze. Z kolei prodiż był urządzeniem niemal kultowym. Dziś można go nazwać uproszczoną wersją współczesnych wielofunkcyjnych urządzeń kuchennych. W czasach, gdy nie każde mieszkanie posiadało piekarnik, prodiż pozwalał piec ciasta, mięsa, a nawet przygotowywać bardziej skomplikowane potrawy.
Kuchnia PRL obfitowała w dania o niezwykle światowo brzmiących nazwach. Fasolka po bretońsku jest jednym z najlepszych przykładów. Jej korzenie prowadzą do francuskiego cassoulet – fasoli z mięsem i kiełbasą. Nazwa "fasolka po bretońsku" pojawia się już w książce kucharskiej Armii Hallera wydanej we Francji w 1918 roku. Jednak to właśnie w PRL-u danie zdobyło gigantyczną popularność. Było tanie, sycące, trwałe i pozwalało zamaskować niedoskonałości składników przy pomocy przypraw.