Premier Tusk mówi o możliwej interwencji na rynku paliw w dwóch ostatnich tygodniach wakacji, ale czy jest jakaś granica cenowa po przekroczeniu której taka interwencja powinna nastąpić to natychmiast? Płacimy już prawie 8 zł. Kto wie ile paliwo będzie kosztować w połowie sierpnia?
- Wiemy, że ceny paliw dziś są zdestabilizowane sytuacją na Bliskim Wschodzie. Ta decyzja w 100% zależy od czynników zewnętrznych i decyzji prezydenta Trumpa. Chcieliśmy poszukać dodatkowych środków, żeby wydłużyć ochronę cenową i wesprzeć kierowców niższymi cenami paliwa, jak to było przez 3 miesiące. Tym była ustawa o nadzwyczajnych zyskach dla firm paliwowych. One teraz generują gigantyczne zyski. Z tego miało wpłynąć do budżetu około 4 miliardów. Chcieliśmy wydłużyć ochronę dla obywateli. Te 3 miesiące obniżyły wpływy do budżetu o prawie 5 miliardów złotych. To wielkie wydatki. Budżet musi się bilansować. Mamy zaplanowane różne wydatki. Niestety prezydent Nawrocki to zablokował. On dołącza do Donalda Trumpa, który spowodował niestabilność na rynkach światowych.
Minister Domański mówił, że te pieniądze miały uzupełnić te wydatki właśnie na program CPN 1...
- Tak, ale dało by to możliwość budżetowi na kolejną interwencję.
Sami ekonomiści mówią, że nie można wprowadzać podatku wstecz. To miało obowiązywać od 1 marca i to podważałoby jakoś bezpieczeństwo podatkowe.
- Nie. Absolutnie. Nadzwyczajne zyski nie są przewidywalne. Taką interwencję można wprowadzić, mając dane, że zyski są generowane. To się stało w II kwartale. Nie można tego było wprowadzić rok temu. W ustawie był algorytm, jak zyski by były wyliczane. To nie byłby naturalny wzrost o 20%, ale ponad tę wartość. Wiele firm paliwowych, także zagranicznych, generuje zyski znacznie przekraczające tę wartość.
Ale to nie zmienia faktu, że podatnik jest nieświadomy tego, że w przyszłości ktoś mu nałoży wyższe podatki na jego zyski. To jest działanie wstecz. Stąd też ta decyzja prezydenta, jak rozumiem.
- Nie zgadzam się z tym. To instrument prawny, który regulował sytuację. Ustawa by obowiązywała od 1 kwietnia do końca tego roku. Nie da się przewidzieć nadzwyczajnych zysków. Sama ta formuła mówi, że opodatkowuje się coś, co nie było do przewidzenia. Żałuję, że prezydent nie dał odetchnąć budżetowi. Mimo tego premier zapowiedział, że jak ceny będą dalej bardzo wysokie, ochrona jeszcze wróci. Być może obniżona zostanie stawka VAT. W ubiegłym tygodniu ceny paliw kosztowały ponad 100$. To wywindowało ceny.
Teraz poniżej 90$ mamy już.
- Dzisiaj nieco mniej. W ubiegły czwartek było więcej niż 100$ za baryłkę.
Mówi pan o tym podatku od nadzwyczajnych zysków. To miało przynieść 4 miliardy wpływu dodatkowego. Tymczasem deklarują państwo powrót do jednego ze swoich postulatów, którym jest podniesienie kwoty wolnej od podatku, co ma kosztować nawet do 60 mld zł. Jaki jest stan finansów publicznych, skoro z jednej strony są takie problemy z prowadzeniem programów osłonowych związanych z cenami paliw, a z drugiej strony wraca ta obietnica wyższej kwoty wolnej od podatku z 30 tysięcy do 60 tysięcy, co jednorazowo wygeneruje straty w wysokości 60 mld?
- Minister finansów podał koszty wprowadzenia korekt w ustawie o podatku PIT. To niespełna 60 miliardów. To dla nas bardzo ważne zobowiązanie. Chcemy to wprowadzić chociaż w części, żeby stawki podatkowe były bardziej adekwatne do sytuacji finansowej obywateli. Decyzje będą komunikowane. Jest rozważany szereg wariantów. Zobaczymy czy, kiedy i jaki wariant zostanie wybrany. Na analizy jeszcze trzeba chwilę poczekać.
Rozumiem, że w najbliższych miesiącach, skoro mówimy o budżecie przyszłorocznym?
- Tak. Prawdą jest, że przez ostatnie 3 lata budżet państwa zmienił swoje priorytety. Wydatki na obronność wzrosły z 70 do 200 miliardów. Ochrona zdrowia ze 170 do 250 miliardów. Będzie też więcej. Uwalniamy rezerwy, żeby było finansowanie. Niektóre nasze deklaracje wyborcze przesunęły się w czasie.
Mówi pan, że w części zrealizować podniesienie kwoty wolnej od podatku. Czyli stopniowo, jak mówią Ludowcy?
- Analizy trwają w wielu obszarach. Będzie to komunikował minister finansów.
Co zmienia na scenie politycznej ten, jak to mówi Mateusz Morawiecki, kiepski serial związany z usuwaniem, nie usuwaniem członków stowarzyszenia Rozwój Plus? Czy wyobraża pan sobie jakąś ewentualną koalicję w przyszłości z tym stowarzyszeniem, choćby taką pośrednią, gdyby łącznikiem byli Ludowcy?
- Wydaje mi się, że mamy do czynienia z rozłamem. To fakt. Raczej będzie to trwałe zjawisko. Ostatni tydzień pokazał, jak bardzo politycy PiS walczyli ze sobą. Chcą pokazać najgorszą twarz Mateusza Morawieckiego. Widać też upadek autorytetu Jarosława Kaczyńskiego. Pewnie kolejne ugrupowanie na prawicy będzie miało swoje listy wyborcze. Pewnie powstanie klub parlamentarny. Zanim to się stanie, w szeregach PiS trwa walka o to, kto zostanie obarczony odpowiedzialnością za pęknięcie.
Stąd to nieusunięcie wczorajsze polityków stowarzyszenia?
- To nieusunięcie przyspieszyło o kilka dni grilla, którego mamy od piątku. Pewnie grill Jarosława Kaczyńskiego ma potrwać dłużej. To da szansę na to, żeby wyciągać pojedynczych polityków z Rozwoju Plus, żeby wrócili do PiS. Być może Mateusz Morawiecki, który jest zdeterminowany, zakończy dziś sytuację i utworzy klub w parlamencie. PiS nie będzie wtedy już największą formacją w parlamencie.
Dla Koalicji Obywatelskiej lepiej, gdy sondażowo największym poparciem wśród partii opozycyjnych cieszą się Konfederacje czy jednak Prawo i Sprawiedliwość?
- Nie patrzę tak. Wielkiej różnicy nie ma. PiS – po nominacji pana Czarnka na kandydata na premiera – przybrał twarz Grzegorza Brauna. Oni się wiele w narracji nie różnią. Nikt nie ma też wątpliwości, że mimo słów Jarosława Kaczyńskiego, będzie koalicja z Grzegorzem Braunem. To jest na użytek pewnej grupy wyborców, ale prezes Kaczyński nie będzie miał granic w dążeniu do władzy. Zawrze koalicję z Grzegorzem Braunem i wytłumaczy to opinii publicznej. Stąd narracja antyukraińska, antyeuropejska, nacjonalistyczna.
Jeszcze Kraków na koniec, bowiem sąd apelacyjny zakończył wczoraj batalię o ważność referendum w Krakowie. Teraz czekamy aż premier wyznaczy datę wyborów. Są tacy politycy Koalicji 15 października, którzy przekonują, że dziś najlepszym kandydatem na prezydenta, gdyby się zgodził, byłby Stanisław Kracik, a nie Monika Piątkowska. Czy pan podziela tę opinię?
- Nasza kandydatką jest Monika Piątkowska. Jestem przekonany, że ona wygra te wybory. Oceny pracy Stanisława Kracika nie są zaskoczeniem. On ma ugruntowaną pozycję w samorządzie od dekad. W każdym miejscu sprawdzał się doskonale. Wprowadził do magistratu spokój i uporządkował wiele spraw. Odbiór pozytywny, który słychać z różnych stron, to dobre zjawisko.
Czy dyskutują państwo o ewentualnej zmianie kandydatów?
- Naszą kandydatką, która wygra te wybory, jest Monika Piątkowska. Pewnie premier niebawem ogłosi datę wyborów.
Zna pan ewentualną datę? Coś premier już sugerował? Jaka to może być data tych krakowskich wyborów?
- Kalendarz jest krótki. To bodaj 60 dni. Jak patrzyłem na stronach PKW, ostatnie wybory ogłoszone przez premiera to wybory uzupełniające w Rokietnicy w Wielkopolsce na 27 września. Raczej mówimy o terminach w październiku.