Warunkiem otrzymania atrakcyjnej pracy przy monitoringu czy na magazynie było podanie swoich danych, a następnie wypełnienie internetowego testu. Został on ułożony w taki sposób, że nikt spośród ponad tysiąca osób go nie rozwiązał.
- Te testy nie miały nic wspólnego ze stanowiskiem, na które ta rekrutacja się miała odbywać. Test składał się z 40 pytań, było 5 minut, to był test wielokrotnego wyboru - mówi Marcin Stępień z prokuratury okręgowej w Tarnowie.
Pierwsza próba rozwiązania testu była bezpłatna. Kolejne były już płatne, co zaznaczono w mało widoczny sposób.
- Więc niemal nikt tego nie czytał. Niektórzy nawet kilkanaście razy próbowali ten test rozwiązywać i w ten sposób generowali koszty - .
Część poszukujących pracy uległo zastraszeniu i wpłaciło kwoty od kilkudziesięciu do ponad tysiąca złotych.
Trzem mężczyznom, którzy zorganizowali to oszustwo, grozi do ośmiu lat więzienia. Szef szajki oszustów 41-letni Krzysztof K. pracował jako kucharz w Zakopanem, ale umiał też tworzyć strony internetowe. Wpadł podczas kontroli drogowej. Teraz siedzi już w więzieniu w związku z innymi oszustwami jakich dopuścił się przy wynajmie samochodów.
Przy wyłudzeniu pieniędzy na test rekrutacyjny, którego nie dało się rozwiązać, pomagali mu Dariusz Sz. z Krakowa i warszawski taksówkarz Paweł Sz. Grozi im do 8 lat więzienia.