Nie mogę zacząć inaczej niż od dopowiedzenia, że kandydatka na prezydenta Krakowa została ogłoszona w Warszawie. Nie sądzi pani, że to kiepski początek kampanii?
Zdziwiłabym się, gdyby pan redaktor zaczął inaczej. Nie, nie jest to kiepski start, bo po pierwsze kampania jeszcze się nie rozpoczęła. Czekajmy, chodźmy wszyscy po ziemi, czekajmy na ogłoszenie terminu wyborów.
Po drugie, poparcie mojej kandydatury przez premiera Donalda Tuska i przez wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza traktuję jako zobowiązanie. Nie tylko wygenerowaliśmy ładny obrazek, ale przede wszystkim oczekuję od polskiego rządu, od premiera i od wicepremiera konkretnego wsparcia dla miasta Krakowa, w tym wsparcia finansowego. O takim wsparciu rozmawiałam, o takie wsparcie zabiegam i takie wsparcie mam zamiar dla miasta Krakowa dowieźć.
Otwarcie i poparcie mojej kandydatury w Warszawie jest jasnym sygnałem. Chciałam mieszkańcom Krakowa powiedzieć, że rząd wreszcie zaangażuje się w sprawy Krakowa – nie tylko dobrym słowem, nie tylko poklepywaniem, ale konkretnymi aktywnościami. Tego oczekuję od polskiego rządu dla naszego miasta.
Fakt, że została pani zaprezentowana przez premiera Kosiniaka-Kamysza i premiera Tuska w Warszawie, spowodował komentarze, że jest pani kandydatką „przywiezioną w teczce”.
Najbardziej tym emocjonują się dziennikarze i kontrkandydaci. Dla mnie najważniejsi są mieszkańcy Krakowa. Od kilku dni, czyli odkąd po posiedzeniu Senatu wróciłam do miasta, rozmawiam z mieszkańcami. Proszę mi wierzyć, takiego szumu medialnego, jaki wywołali kontrkandydaci i niestety część dziennikarzy, mieszkańcy naprawdę nie podzielają.
Aleksandra Owca z partii Razem stwierdziła, że „nawet nie da się powiedzieć, że w teczce przywieźli, bo nie chciało się im przyjechać”.
Jak ja mam to skomentować? Może dlatego, że trwało posiedzenie rządu, że zarówno premier, wicepremier, jak i senator Monika Piątkowska, czyli ja, byliśmy w Warszawie, realizując swoje obowiązki. Naprawdę kampania wyborcza jeszcze się nie rozpoczęła. Tego nawet nie warto komentować.
Ja chcę poważnie rozmawiać, a nie robić wyścigi na złośliwości. W tej konkurencji nie startuję. Naprawdę nie startuję – ani w konkurencji filmików, ani eventów, ani złośliwości.
Jest jeszcze jeden cytat, który może potwierdzać tezę o kandydatce „przywiezionej w teczce”. Grzegorz Stawowy mówił o pani: „Nie znam osoby w Krakowie, która byłaby zadowolona z tej nominacji. Pracowałem z tą panią w urzędzie miasta i ciężko być zadowolonym. Nie pamiętam żadnego udanego projektu w jej wykonaniu”.
Jeżeli pan nie chce rozmawiać poważnie o mieście, tylko prześcigać się w uszczypliwościach... Mamy kilka minut, żeby porozmawiać i przedstawić mieszkańcom Krakowa pomysł na Kraków, a pan redaktor zechciał ten czas marnować, w mojej ocenie, na złośliwości. Ale odniosę się do tego oczywiście. Grzegorz Stawowy kilka dni temu wycofał się z tych słów. Powiedział, że ostatni rok pracy jest pracą i współpracą bardzo rzetelną i ja to podzielam. Natomiast nawiążę też do tego cytatu sprzed roku, który pewnie opierał się na jakichś przemyśleniach Grzegorza Stawowego sprzed wielu lat.
Powiem bardzo głośno i wyraźnie jeszcze raz do wszystkich moich kolegów i nie-kolegów: nie dowożę żadnych kandydatur i żadnych CV. Nie dowożę rozmów personalnych. Będę rozmawiała o Krakowie, a nie o tym, kto i gdzie ma być zatrudniony. Nie dowoziłam tego, będąc dyrektorem Wydziału Strategii Rozwoju Miasta. Nigdy, dla żadnych radnych tego nie dowoziłam i tym bardziej jako prezydent miasta Krakowa, jeżeli mieszkańcy powierzą mi ten mandat, również nie będę dowoziła żadnych nominatów politycznych.
W mieście Krakowie, zwłaszcza w dzisiejszych uwarunkowaniach, gdzie mamy ogromne zadłużenie, trudną sytuację geopolityczną i zagrożenie – nikogo oczywiście nie chcę straszyć, ale nie możemy abstrahować od wojny za naszą wschodnią granicą – mamy do miasta wprowadzić rządy profesjonalistów, menadżerów, osób merytorycznych. Sama jestem członkinią Koalicji Obywatelskiej, ale głośno i wyraźnie mówię, że dzisiaj polityka na poziomie ogólnokrajowym nie powinna dotykać samorządu. Raz jeszcze chcę mieszkańcom Krakowa powiedzieć: kandydatów w teczkach od polityków, radnych czy polityków ogólnokrajowych dowozić nie będę.
Czyli zapowiada pani czystki w urzędzie miasta i spółkach miejskich?
Nie, nie zapowiadam żadnych czystek. Zapowiadam merytoryczne i rzetelne podejście. Ci urzędnicy, którzy pracują w krakowskim magistracie czy w spółkach od wielu lat i pracują nie dla partii politycznej, ale dla naszego miasta, mają wiedzę i doświadczenie, nie mają się czego obawiać.
Nawet jeśli mają legitymację partyjną?
Chodzi mi o fachowców, a nie o polityków. Jeżeli są takie osoby, które mają legitymację partyjną, ale od wielu lat pracują w krakowskim magistracie czy spółkach i sprawdzają się jako fachowcy, oczywiście nie mają się czego obawiać. Obawiać mają się ci, którzy chcą do mnie przyjść z teczką pełną CV. Uprzejmie proszę: nie przychodźcie. Tego nie dowiozę.
Chciałem zapytać o Strefę Czystego Transportu. Zapowiada pani radykalne ograniczenie strefy, przynajmniej obszarowe. Dobrze rozumiem?
Zapowiadam, bo referendum, które się odbyło, jest też pewnego rodzaju formą konsultacji społecznych i to naprawdę w szerokim zakresie. Niespełna dwieście tysięcy osób poszło do tego referendum, a to referendum – jak dobrze wiemy – było między innymi o Strefie Czystego Transportu, wysokich cenach biletów, wysokich cenach miejsc parkingowych, o tak zwanym kolesiostwie i o pewnym stylu zarządzania. Dlatego muszę wyciągnąć z tego wnioski i wyciągam z tego wnioski. Z tego wnioski wyciągnęła też cała Koalicja Obywatelska, bo struktury, czyli Zarząd Regionu, został rozwiązany właśnie dlatego, że wydarzyła się w naszym mieście taka sytuacja. Referendum skuteczne to absolutnie bezprecedensowe wydarzenie w Krakowie, więc trzeba z tego wyciągnąć wnioski. W związku z tym Strefa Czystego Transportu jest w mojej ocenie do głębokiej przebudowy. Są dzielnice, jak na przykład dzielnica dziesiąta – Swoszowice – która nie jest objęta strefą, a zawnioskowała, żeby być objętą tą strefą. Mamy tam uzdrowisko, czynne póki co jeszcze i oby tak zostało. To się nie wydarzyło.
Natomiast te dzielnice, gdzie był bunt mieszkańców, gdzie nie jest to uzasadnione z różnych powodów, również merytorycznych, bo przecież alarm smogowy wyraźnie pokazuje, które miejsca w Krakowie są zagrożone, powinny być traktowane inaczej. Ta strefa jest do głębokiej przebudowy i do zawężenia.
Co ciekawe, mówiłam o tym także w trakcie kampanii wyborczej do Senatu. Słyszałam to od mieszkańców, rozmawiałam z mieszkańcami i informowałam władze miasta Krakowa, że w mojej ocenie procedowana wtedy uchwała, dziś już uchwalona, w takim zakresie jest za szeroka.
Budżet. Mówiła pani o zadłużeniu Krakowa – około osiem miliardów przy niespełna jedenastu miliardach budżetu. Około miliarda złotych to wydatki na komunikację miejską. A pani chce je jeszcze zwiększyć poprzez obniżenie cen biletów do poziomu warszawskiego. Skąd wziąć na to pieniądze, żeby jeszcze bardziej nie zadłużyć Krakowa?
To niezwykle uproszczone podejście do budżetu. Na budżet trzeba patrzeć całościowo i kompleksowo. Zadłużenie musimy zrestrukturyzować i chyba nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, bo jest bardzo wysokie. Nie ma też wątpliwości, że to nie wydarzy się z miesiąca na miesiąc, że przed nami kilka lat pracy.
Musimy mieć jasno wytyczony cel i drogę, jak to zrobić. W największym uproszczeniu – musimy zwiększyć dochody i obniżyć wydatki. Zwiększyć dochody nie poprzez bezpośrednie sięganie do kieszeni mieszkanek i mieszkańców Krakowa, a niestety tak było to robione. To wydaje się może najprostsze rozwiązanie, ale najgorsze.
Trzeba zrestrukturyzować zadłużenie i, brutalnie mówiąc, sięgnąć do kieszeni turystów. Czyli opłata turystyczna.
Koalicja 15 października rządzi dwa i pół roku i tej ustawy nie ma.
Ta ustawa musi być w najbliższym czasie uchwalona. Jestem po rozmowach i z premierem, i z wicepremierem, i z parlamentarzystami. Zrobię teraz wszystko, żeby to wydarzyło się w ciągu najbliższych miesięcy. Głośno o tym mówię. Przypomnę, że weszłam do Senatu w wyborach uzupełniających, więc te dwa i pół roku bezczynności mnie nie obciąża. W zeszłym roku startowałam w wyborach uzupełniających. W tym roku, realizując swoje obowiązki w Senacie, startuję w wyborach i ubiegam się o fotel prezydenta miasta Krakowa.
Mówię mieszkankom i mieszkańcom Krakowa bardzo wyraźnie: zrobię teraz wszystko, żeby korzystać również z poparcia polskiego rządu, żeby ta opłata turystyczna na poziomie ustawy była możliwa. Potem kolejny krok to uchwała Rady Miasta i też będę dążyła do tego, żeby w miarę szybko ta uchwała się pojawiła.
Punkt numer dwa to zaangażowanie polskiego rządu i wsparcie finansowe miasta Krakowa w inwestycjach.
Jeżeli chodzi o bilety, uważam, że nie może być tak, że ceny biletów w Krakowie są wyższe niż ceny biletów w Warszawie. Po pierwsze – wysokie ceny biletów, po drugie – konstrukcja tych biletów jest taka, że z punktu widzenia mieszkańców Krakowa nie jest optymalna. Będzie na przykład bilet dwudziestominutowy. Musimy to optymalnie skroić.
W poprzedniej kampanii Aleksander Miszalski wygrał między innymi dlatego, że jest z Koalicji Obywatelskiej i krakowianie liczyli, że będą pieniądze na metro. Czy może pani zapewnić, że będą pieniądze na metro? A może uważa pani, jak były pani wieloletni szef, prezydent Jacek Majchrowski, że metro w Krakowie jest niepotrzebne?
Uważam, że metro jest Krakowowi potrzebne. Trzeba się do tego projektu rzetelnie przygotować. Uważam, że harmonogram zaproponowany przez odwołanego prezydenta jest, delikatnie mówiąc, zbyt optymistyczny. Najistotniejszym wyzwaniem jest znalezienie źródeł finansowania i to finansowanie trzeba zaprogramować w perspektywie najbliższych lat.
Uważam również, że dzisiaj rzeczą pilną i konieczną w kontekście komunikacji jest dokończenie tych projektów, które już zostały zaplanowane w budżecie i o których mówi się od wielu lat, między innymi trasy Pychowickiej i Zwierzynieckiej. Nie może być tak, że marzymy dzisiaj o metrze i nie realizujemy inwestycji, które są niezbędne.
Czyli na razie gwarancji finansowania rządowego metra od premiera Tuska pani nie ma.
Na razie jeszcze nie jestem prezydentem miasta Krakowa. Proszę mi pozwolić prowadzić kampanię, a nie tylko o niej mówić. Będziemy odkrywali karty. Będę zabiegała o głosy mieszkańców i mieszkanek Krakowa, pokazując te możliwości, które będę chciała dowieźć dla naszego miasta.