Fot. archiwum RK
Koalicja Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe zdecydowały, że ich kandydatką w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa będzie Monika Piątkowska. Prof. Łukasz Danel, politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ocenia, że to wybór bezpieczny dla obozu, który po referendum stracił prezydenta, ale chce utrzymać wpływ na miasto.
Zwyciężyła kandydatka bezpieczna. Może nie taka, która jest najlepszą opowieścią o zmianie, ale najmniej ryzykowna
– mówił w Radiu Kraków prof. Danel.
Monika Piątkowska. Mocna kandydatka czy bezpieczny wybór?
Wskazanie Moniki Piątkowskiej zakończyło medialną giełdę nazwisk w obozie Koalicji Obywatelskiej i PSL. Prof. Łukasz Danel zwraca uwagę, że wielu krakowian, a szczególnie wyborców KO, zadaje sobie pytanie, czy był to wybór optymalny.
Piątkowska nie jest postacią anonimową. Jest związana z Krakowem, ma doświadczenie samorządowe z czasów prezydentury Jacka Majchrowskiego, a jej rozpoznawalność zwiększyła zwycięska kampania do Senatu.
Ekspert nie przesądza jednak, czy to wystarczy w tak nietypowych wyborach. Jak mówił, dziś nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, czy Monika Piątkowska okaże się wystarczająco mocną kandydatką.
Dlaczego nie kandydat spoza polityki?
Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego pojawiały się spekulacje, że KO może szukać kandydata spoza bieżącej polityki: bardziej akademickiego, obywatelskiego albo biznesowego. Wśród nazwisk wymieniano m.in. Rafała Sonika.
Prof. Danel przypomina, że w Krakowie dobrze brzmi idea „zacnego” kandydata profesorskiego czy akademickiego, wrośniętego w miasto. Jednak w obecnej sytuacji taki wybór niósłby poważne ryzyko.
Kandydat spoza polityki może nie mieć struktury wyborczej, zaplecza kampanijnego ani twardego elektoratu. Może też gorzej odnaleźć się w kampanii, która – jak przewiduje politolog – będzie mocno partyjna i spolaryzowana.
Dlatego, zdaniem prof. Danela, KO i PSL zdecydowały się na wariant mniej ryzykowny. Monika Piątkowska ma zaplecze polityczne, doświadczenie i rozpoznawalność, które w krótkiej kampanii mogą okazać się ważniejsze niż efekt świeżości.
KO chce ograniczyć ryzyko po referendum
W ocenie gościa Radia Kraków najważniejszym celem Koalicji Obywatelskiej jest teraz uniknięcie kolejnej politycznej straty po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego. W takim układzie kandydatura Moniki Piątkowskiej może być próbą ustabilizowania sytuacji i ograniczenia ryzyka kampanijnego.
Jak mówił prof. Danel, kandydat spoza polityki „ładnie brzmi”, ale w dużym i spolaryzowanym mieście może okazać się zbyt niepewnym rozwiązaniem. Tym bardziej że Prawo i Sprawiedliwość prawdopodobnie będzie próbowało prowadzić kampanię nie tylko lokalnie, ale również w kontekście krajowym.
Bardzo dużo jest emocji, bardzo spolaryzowane mamy społeczeństwo, bardzo spolaryzowany mamy Kraków
– oceniał politolog.
Blok referendalny nie pójdzie jednym frontem
W rozmowie pojawiły się także nazwiska kolejnych potencjalnych kandydatów. Start ogłosił Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum. Nieoficjalnie mówi się również o Łukaszu Wantuchu. W tle pozostaje pytanie o decyzję Łukasza Gibały.
Prof. Danel uważa, że oczekiwanie, iż cały blok przeciwników Aleksandra Miszalskiego wystawi jednego wspólnego kandydata, było naiwne. Jego zdaniem koalicja referendalna miała charakter negatywny: łączył ją cel odwołania prezydenta, ale niekoniecznie wspólna wizja dalszego rządzenia miastem.
Start Jana Hoffmana uznaje za naturalny. Był jedną z głównych twarzy kampanii referendalnej i może teraz próbować przełożyć tę rozpoznawalność na polityczny kapitał.
Hoffman ma swoje „pięć minut”
Prof. Danel ocenia, że Jan Hoffman, nawet jeśli nie wygra wyborów, może dużo zyskać na samej kampanii. Jako twarz referendum ma teraz wyjątkowy moment, by zwiększyć swoją popularność i rozpoznawalność.
Teraz ma swoje pięć minut
– mówił ekspert.
Jednocześnie politolog byłby zdziwiony, gdyby w wyborach nie wystartował Łukasz Gibała. Jego zdaniem to szansa, która może się nie powtórzyć.
Rekordowa liczba kandydatów?
W rozmowie padła liczba trzynastu osób deklarujących – oficjalnie lub nieoficjalnie – chęć startu. To wyrównanie rekordu z 2002 roku, kiedy również było trzynastu kandydatów.
Prof. Danel nie wyklucza, że ostatecznie chętnych będzie jeszcze więcej. Wśród nich mogą pojawić się nie tylko poważni kandydaci polityczni, ale też outsiderzy, aktywiści i osoby szukające promocji.
Powód jest prosty: w wyborach przedterminowych łatwiej zarejestrować kandydata. Ponieważ nie odbywają się równolegle wybory do rady miasta, nie trzeba budować pełnych list kandydatów na radnych. Wystarczy zebrać 3 tysiące podpisów.
Polityczna próżnia po referendum
Przedterminowe wybory są zakłóceniem normalnego cyklu politycznego. W zwykłych wyborach kandydaci latami budują rozpoznawalność i zaplecze. Tu sytuacja jest inna: po referendum powstała polityczna próżnia, a Kraków nie ma oczywistego następcy.
Zdaniem prof. Danela właśnie dlatego koszty wejścia do kampanii są niskie. Dla wielu środowisk start jest dobrą okazją, by zaistnieć w debacie publicznej, wypromować program albo zbudować rozpoznawalność przed kolejnymi wyborami.
Bardzo dobra okazja, żeby się wypromować i to tanim kosztem, niewielkim nakładem finansowym i niewielkim nakładem organizacyjnym
– mówił politolog.
Kampania, na którą patrzy cała Polska
Krakowskie wybory przedterminowe będą ważne nie tylko lokalnie. Prof. Danel przypomina, że w przyszłym roku odbędą się wybory parlamentarne, a każda partia będzie chciała wykorzystać kampanię w dużym mieście do promocji siebie, swoich ludzi i programu.
Kraków po referendum stał się politycznie szczególnie interesujący. Nie ma dziś jednego oczywistego faworyta, a to oznacza otwartą kampanię, w której wiele środowisk może próbować zawalczyć o uwagę mieszkańców.