Pół miliona ofiar, których historii długo nie opowiadano
"Ma Bistrass" oznacza po romsku "Nie zapomnij". Uroczyste otwarcie odbędzie się 1 sierpnia w Pałacu Potockich. Następnie ekspozycję będzie można oglądać na Plantach, między ulicą Poselską a Wawelem.
To przywracanie pamięci o losach ludzi, którzy przeżyli romski Holokaust. Osób, które zostały sfotografowane na wystawie i są bezpośrednimi świadkami tamtych wydarzeń – mówi Władysław Kwiatkowski.
Dokładnej liczby ofiar romskiego Holokaustu nie udało się ustalić. Historycy szacują jednak, że podczas II wojny światowej życie straciło około pół miliona Romów i Sinti. W przeciwieństwie do wielu ofiar innych prześladowań większość Romów nie zginęła w obozach koncentracyjnych. Mordowano ich przede wszystkim podczas masowych egzekucji dokonywanych w lasach i odosobnionych miejscach, często bez jakiejkolwiek dokumentacji.
Symbolem romskiego Holokaustu pozostaje Auschwitz-Birkenau, gdzie funkcjonował specjalny odcinek romski, tzw. Zigeunerlager. Jednak większość egzekucji odbywała się poza obozami i nie była ewidencjonowana – wyjaśnia Władysław Kwiatkowski.
Do Auschwitz trafiali Romowie z całej Europy. Najliczniejszą grupę stanowili Sintowie deportowani z Niemiec i Austrii, następnie Romowie z Protektoratu Czech i Moraw oraz Romowie z terenów Polski. Brak pełnej dokumentacji sprawia, że dziś nie sposób precyzyjnie określić, ilu polskich Romów zginęło podczas wojny. Przez wiele lat wielu Romów nie chciało wracać do wojennych wspomnień. Opowiadanie o upokorzeniach, przemocy czy doświadczeniach naruszających najbardziej intymną sferę życia było niezwykle trudne. Dodatkowo w społeczności romskiej istniały kulturowe bariery związane z publicznym mówieniem o takich przeżyciach. Dopiero w latach 90. rozpoczęto szerzej zakrojone działania mające na celu dokumentowanie świadectw ocalałych. Współpraca Stowarzyszenia Romów w Polsce z Fundacją Shoah Stevena Spielberga pozwoliła utrwalić wiele relacji, które wcześniej funkcjonowały wyłącznie w kręgu rodzinnych wspomnień.
Trzeba było przekonywać ludzi, by opowiedzieli swoją historię. Dzięki tym relacjom romski Holokaust zaczął wychodzić na światło dzienne – dodaje.
Wystawa Luigiego Toscano nie pokazuje archiwalnych zdjęć wojennych ani dokumentów historycznych. Jej siłą są portrety. To twarze ludzi, którzy przeżyli prześladowania i zagładę. Ich spojrzenia, zmarszczki i mimika stają się opowieścią o doświadczeniu, którego nie da się zamknąć w liczbach. Po prezentacjach w Paryżu, Berlinie i Pradze Kraków jest czwartym miastem, w którym można oglądać cykl poświęcony ocalałym Romom i Sinti z Europy Środkowo-Wschodniej.