"Nie ma jutra. Jest tylko tu i teraz"
Po dramatycznych wydarzeniach w Ukrainie o Grażynie Sławińskiej usłyszała cała Polska. W czasie działań pomocowych została ciężko ranna podczas ostrzału artyleryjskiego w Bachmucie. Straciła nogę, a przez pewien czas zagrożone było również jej życie. Dziś porusza się dzięki protezie i nadal prowadzi intensywną działalność społeczną.
Cena, którą zapłaciłam, jest wysoka. Płacę ją codziennie. Jeżeli nie założę protezy, nie będę w stanie wstać z łóżka. Każdego dnia rano przypominam sobie, co się wydarzyło. Bardzo mocno wierzę, że niepełnosprawność i stan ciała to nie jest pełna prawda o człowieku. Niepełnosprawność mnie nie zdefiniowała – mówi Grażyna Sławińska.
Przez wiele lat pracowała z osobami z niepełnosprawnościami i właśnie wtedy przekonywała innych, że stan ciała nie stanowi pełnej prawdy o człowieku. Po własnym doświadczeniu amputacji nie zmieniła zdania. Wręcz przeciwnie, uważa, że teraz jej słowa są dla wielu bardziej wiarygodne. – "Mówię dokładnie to samo, co mówiłam przed wypadkiem. Niektórzy ludzie dopiero teraz mi wierzą" – dodaje.
Jednym z najbardziej niezwykłych projektów realizowanych przez Grażynę Sławińską są warsztaty taneczne dla kobiet po amputacjach. Pomysł narodził się z obserwacji, że wiele kobiet po utracie kończyny rezygnuje z aktywności, które wcześniej dawały im radość. Często słyszą od otoczenia, że pewne rzeczy nie są już dla nich.
To było jedno z moich marzeń, by przywracać kobietom po amputacjach radość życia poprzez taniec. Przywracam ludziom marzenia, zdolność cieszenia się życiem – mówi.
W ramach działań Fundacji Poland Business Run organizowane są warsztaty improwizacji współczesnej, flamenco czy tańca orientalnego. Ich celem nie jest nauka perfekcyjnej techniki, lecz odbudowywanie poczucia sprawczości, kobiecości i radości życia. Szczególne znaczenie ma także wspólnota kobiet po amputacjach. Uczestniczki takich spotkań nie muszą tłumaczyć swoich doświadczeń. Rozumieją się bez słów, wiedzą, czym są obawy, niepewność czy codzienne trudności związane z protezą. To właśnie w takim gronie najłatwiej odważyć się na rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe.
Przed amputacją również tańczyła, ale dopiero własne doświadczenie utraty nogi sprawiło, że spojrzała na tę aktywność zupełnie inaczej. Mówi wprost, że amputacja nauczyła ją jednej fundamentalnej rzeczy, że nie warto odkładać życia na później.
Gdybym miała więcej czasu, żeby tańczyć, to tańczyłabym więcej. To, czego nauczyła mnie amputacja to, że nie ma jutra. Jest tylko tu i teraz – dodaje.
Trudna codzienność
Sytuacja osób po amputacjach w Polsce jest trudna. Problemem nie jest wyłącznie wysokość dofinansowań, ale również sposób traktowania osób z niepełnosprawnościami przez system. Wiele osób musi regularnie stawiać się przed komisjami i udowadniać, że nadal są osobami z niepełnosprawnościami. W przypadku amputacji kończyny takie procedury wydają się szczególnie absurdalne. Zdarzają się sytuacje, w których osoby starające się o dofinansowanie słyszą uwagi podważające ich potrzeby, mimo że używana proteza jest już wyeksploatowana i wymaga wymiany. Brak stabilności systemu odbiera poczucie bezpieczeństwa.
Czy ja mam pewność, że za kolejne pięć lat nadal będzie dobrze i stabilnie? Nie mam i nikt z nas jej nie ma – mówi.
Ile kosztuje możliwość chodzenia?
Koszty protezowania pozostają jednym z największych wyzwań dla osób po amputacjach. Dobra jakościowo proteza podudzia może kosztować od 30 do 40 tysięcy złotych. Ostateczna cena zależy jednak od poziomu amputacji, zastosowanych komponentów i indywidualnych potrzeb użytkownika. Sama przyznaje, że na swoje protezowanie wydała około trzykrotnie więcej niż na samochód. Dodatkowo protezy są intensywnie eksploatowane. Elementy zużywają się, wymagają napraw i okresowej wymiany. W przypadku osób aktywnych fizycznie proces ten przebiega jeszcze szybciej. Bez odpowiedniej protezy człowiek często traci możliwość samodzielnego funkcjonowania, pracy czy uczestnictwa w życiu społecznym.
Reportaż o tych, którzy zostali na wojnie
Szczególne miejsce w działalności Grażyny Sławińskiej zajmuje książka "Opętane flamenco. Portrety tych, którzy siedzą na wojnie". Autorka pracowała nad nią od pierwszych dni rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Ostateczne ukończenie reportażu wymagało jednak niemal całkowitego wyłączenia się z innych aktywności na wiele miesięcy. Książka pokazuje świat osób pozostających na terenach objętych wojną, w tym osób z niepełnosprawnościami, których doświadczenia niezwykle rzadko trafiają do debaty publicznej. Wojna dla osoby z niepełnosprawnością może oznaczać nie tylko dodatkowe cierpienie, ale wręcz wyrok śmierci.
Nie ma życia przed i po. Życie jest jedno. Jestem cały czas ta samą osobą, która spotkało coś bardzo trudnego, ale żyję dalej. Jestem w stanie myśleć o tym wszystkim, co się wydarzyło bez ogromnego cierpienia psychicznego. Jest to oczywiście trudne, ale możliwe. To część mojej historii – mówi Grażyna Sławińska.