-
Odwołanie spotkania z Hertą Müller to przykład działania pod presją cancel culture i strachu przed medialnym kryzysem.
-
Media społecznościowe potęgują emocje – niewielka grupa może wywołać pozór masowego protestu.
-
Instytucje powinny odróżniać realne zagrożenie od cyfrowej burzy emocji i działać z rozwagą.
-
Zjawisko cancel culture prowadzi do autocenzury, która ogranicza wolność debaty publicznej.
-
Tylko transparentność, edukacja i odwaga w komunikacji mogą chronić instytucje kultury przed utratą zaufania i autorytetu.
- A
- A
- A
Gdy kultura się boi. Cancel culture w krakowskiej Cricotece?
Instytucje zaczynają myśleć w rytm algorytmów - co nas zmiecie, a co będzie bezpieczne i szczęśliwie zachowawcze. I to prawdopodobnie przydarzyło się Cricotece, która odwołała spotkanie z noblistką Hertą Müller. "Nie można reagować na emocje w sieci. Trzeba działać świadomie, transparentnie komunikować decyzje. Brak przejrzystości podważa wiarygodność i prowadzi do autocenzury – a to największe zagrożenie dla wolności słowa" - mówiła w Radiu Kraków dr Patrycja Hewelt z Instytutu Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej UJ.Cancel culture w praktyce – odwołane spotkanie z noblistką
Dr Patrycja Hewelt tłumaczy, że przypadek Herty Müller wpisuje się w szersze zjawisko tzw. cancel culture, czyli kultury unieważniania. Zjawisko to pojawiło się w mediach społecznościowych, polega na publicznym piętnowaniu osób, które naruszają przyjęte normy społeczne. W efekcie takie osoby są wykluczane z życia publicznego. W przypadku Müller decyzja o odwołaniu spotkania była tłumaczona względami bezpieczeństwa – w obliczu negatywnych komentarzy i ryzyka protestów. Jednak za tą decyzją kryje się też lęk instytucji przed kryzysem wizerunkowym.
Cancel culture w ostatnich latach zdominowało przestrzeń mediów społecznościowych. To realne narzędzie wykluczenia z przestrzeni publicznej osób, które w jakikolwiek sposób naruszyły przyjęte normy społeczne. Instytucje, widząc negatywne sygnały, nie mogą ryzykować zagrożenia dla uczestników ani artystów
- tłumaczy Patrycja Hewelt.
%article_3700633
Według medioznawczyni, współczesne protesty nie muszą już być masowe – wystarczy głośna grupa w sieci. Internetowa „burza” może rozpętać się w kilka godzin i przyciągnąć tysiące osób. Algorytmy mediów społecznościowych premiują emocje, zwłaszcza gniew, dlatego konflikty rozprzestrzeniają się błyskawicznie i często sprawiają wrażenie powszechnego oburzenia, nawet jeśli pochodzi ono od niewielkiej grupy użytkowników:
Platformy nigdy nie są neutralne – nagradzają emocje, a nie racje. Algorytmy premiują gniew i treści konfliktowe, które mogą tworzyć iluzję powszechnego oburzenia. Połowa negatywnych komentarzy może pochodzić z anonimowych lub zautomatyzowanych kont.
Instytucje w cyfrowej pułapce – jak reagować mądrze
Instytucje kultury, zdaniem dr Hewelt, powinny uczyć się reagować strategicznie, a nie impulsywnie. Kluczowe jest rozróżnienie między rzeczywistym zagrożeniem fizycznym a presją emocjonalną w sieci. Trzeba zachować spokój, weryfikować fakty i jasno komunikować swoje decyzje. W przeciwnym razie instytucje tracą zaufanie i stają się ofiarą własnego lęku przed hejtem.
Instytucja powinna reagować świadomie i strategicznie – oceniać realne zagrożenie, rozdzielać bezpieczeństwo fizyczne od krytyki w sieci. Fala komentarzy może być głośna, ale nie zawsze reprezentatywna dla większości społeczeństwa
- przekonuje dr Hewelt.
Jednym z najpoważniejszych skutków kultury unieważniania jest autocenzura. Twórcy, intelektualiści i instytucje zaczynają bać się zabierać głos, by nie wywołać kontrowersji. W efekcie społeczeństwo traci przestrzeń do prawdziwej debaty, a kultura publiczna ubożeje. Ludzie coraz częściej „gryzą się w język” – nie z refleksji, ale ze strachu:
Twórcy i intelektualiści zaczynają bać się zabierać kontrowersyjne głosy. W dłuższej perspektywie społeczeństwo traci przestrzeń do prawdziwej debaty publicznej. Zaczynamy ukrywać to, co naprawdę myślimy.
W opinii dr Heweldt, kultura i edukacja powinny pozostać miejscem swobodnej dyskusji, a nie autocenzury. Instytucje muszą być transparentne i mieć odwagę tłumaczyć swoje decyzje. W przeciwnym razie tracą wiarygodność i przyczyniają się do pogłębiania zjawiska, z którym próbują walczyć – wykluczania w imię rzekomego bezpieczeństwa.
Nie można reagować na emocje w sieci. Trzeba działać świadomie, transparentnie komunikować decyzje. Brak przejrzystości podważa wiarygodność i prowadzi do autocenzury – a to największe zagrożenie dla wolności słowa
- uważa gościni Radia Kraków.
Komentarze (2)
Najnowsze
-
07:02
Spotkanie różnych tradycji muzycznych na scenie Filharmonii Krakowskiej
-
06:35
We wtorek ceny maksymalne wszystkich paliw w górę
-
06:09
Słoneczny wtorek w Małopolsce, ale noc przyniesie ochłodzenie i przymrozki
-
21:14
Krótki krój, duża wygoda – najlepsze szorty męskie na ekstremalne upały
-
21:08
Kartony z nadrukiem na zamówienie - dlaczego to się opłaca?
-
20:30
Dlaczego trawnik żółknie mimo podlewania? Problem może leżeć w technice podlewania
-
19:12
Polska w UE: wielki bilans zysków. „Liczby są bezdyskusyjne”
-
18:44
Rozpoczął się remont zachodniej obwodnicy Nowego Sącza
-
18:31
Ławki dialogu: jak Kraków rozmawia z mieszkańcami
-
17:59
Zdewastowali ptasie murale, które pokochali mieszkańcy. „Bandyterka”
-
17:40
Fala hejtu po śmierci posła. Dlaczego chcemy natychmiastowej kary?
-
17:29
Śmiertelny wypadek na Świnicy; turysta spadł na stronę słowacką
-
17:16
Krynica przed majówką: hotele czekają na słońce i turystów
-
17:08
Dlaczego nie powinniśmy zasypiać ze stresem?
-
16:39
Polska broń trafi na front w Ukrainie. MON chce testować drony w realnych warunkach
-
16:19
Kraków: pijany kierowca zatrzymany po obywatelskiej akcji
-
16:13
Small talk to nie sztuka gadania
-
15:57
Od arystokratki do rozbitki. „Isola” – bestsellerowa powieść w Radiowej Bibliotece
-
15:55
Iran po atakach. Dlaczego reżim się utrzymał?
-
15:19
W Wadowicach oddano hołd nauczycielom zamordowanym w czasie II wojny światowej