Czy Koalicja Obywatelska ma już opracowaną strategię na referendum i na to, co po referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa? Wszyscy wiemy, że od ubiegłego tygodnia trwa zbieranie podpisów, zaangażowały się i PiS i Konfederacja, więc uda się zebrać wystarczającą liczbę podpisów. Myślę, że tu nie ma wątpliwości. Czy Koalicja będzie namawiała do tego, żeby głosować za pozostaniem Aleksandra Miszalskiego na urzędzie, czy też żeby nie iść do wyborów, żeby frekwencji nie było wystarczającej?
Przede wszystkim pozwólmy zbierać wszystkie podpisy, to prawo opozycji, mieć pretensje, czy mieć zastrzeżenia do obecnego prezydenta. A nad strategią będziemy się zastanawiać. Wszyscy wiedzą, że pan prezydent Miszalski jest dobrym prezydentem, który bardzo dba o Kraków i który naprawdę cały swój czas i siłę poświęca na to, żeby w Krakowie żyło się lepiej.
Czy są już scenariusze? Zakładam, że taka duża partia jak Koalicja Obywatelska rozważa wszystkie. Co gdyby jednak w tym referendum Aleksander Miszalski został odwołany? Przyznam, że słyszałem już o dwóch takich scenariuszach. Pierwszy to powrót ze Stanów Bogdana Klicha i jego start w wyborach, a drugi to wystawienie przez Koalicję Moniki Piątkowskiej na wybory kolejne, uzupełniające w wakacje czy we wrześniu.
Każda poważna partia, a przede wszystkim sam prezydent, ma przygotowane scenariusze na różne możliwości i z pewnością wszystko dokładnie analizuje. Gdyby jednak te scenariusze ujawniał, trudno byłoby mówić o poważnym polityku, a tym bardziej o poważnym prezydencie Krakowa. Myślę, że pomysły pojawiające się w najbliższym czasie w przestrzeni publicznej to raczej luźne sugestie — „rzucanie kamyków” — a nie decyzje podejmowane w taki sposób.
Tak czy inaczej, przyzna pani, że kampania referendalna, później głosowanie, to wszystko zaszkodzi raczej Koalicji Obywatelskiej, przynajmniej tutaj lokalnie, a pytanie, czy zaszkodzi w wymiarze ogólnopolskim także?
Referenda inicjowane w samorządach przeciwko prezydentom czy burmistrzom związanym z Koalicją Obywatelską nie są niczym wyjątkowym. Referendum to próba przekonania mieszkańców miasta, powiatu czy gminy, że włodarz źle wykonuje swoje obowiązki. To wymaga realnego poparcia społecznego. Myślę, że przed prezydentem Aleksandrem Miszalskim stoi dziś duże wyzwanie komunikacyjne — by dotrzeć do wszystkich mieszkańców Krakowa, odnieść się do pojawiających się zarzutów, często formułowanych przez opozycję, i wytłumaczyć swoje działania. To może tylko poprawić jakość komunikacji między prezydentem a mieszkańcami.
Mówi pani marszałek o wielkiej pracy, a tymczasem z tego, co ja wiem, to pan prezydent jest na urlopie.
Każdy ma prawo do tygodniowego urlopu. Przypomnę, że państwo dopiero zbierają podpisy pod referendum.
Ja nie zbieram, nie wiem jak inni.
Część osób z PiS-u i Konfederacji. Ludzie zbierają podpisy. To jeszcze potrwa, a prezydent musi chwilę odpocząć, jak każdy z nas, żeby przystąpić do pracy. Myślę, że cały sztab pana prezydenta i osoby związane z panem prezydentem przygotowują się, ale to chyba nie oznacza nic takiego, jeżeli ktoś w trakcie ferii wyjeżdża na tydzień na urlop.
My znamy pana prezydenta jeszcze z czasów, kiedy był posłem, jest szefem regionu, więc nikt nie wątpi w jego ogromną pracowitość. Myślę, że zaraz po urlopie ruszy w teren i będzie rozmawiał z wszystkimi, którzy tylko będą chcieli pewnie przyjść na spotkanie z panem prezydentem.
Tak czy inaczej, to wyborcze zamieszanie raczej może rzeczywiście nie pomóc notowaniom Platformy. To, że takie zamieszanie wokół wyborów bywa dla partii ciężkie, to pokazuje, chociażby to, co się stało z partią Szymona Hołowni. Od kiedy ogłosił, ponad pół roku temu, że nie chce nią kierować i że ogłasza wybory, to notuje stabilne 1-2% poparcia.
Ale to chyba zupełnie nie ta skala i nie te problemy.
Wiem, ale taki wstęp chciałem zrobić do kolejnego pytania o to, czy problemy Polski 2050 są problemami całej Koalicji?
Jeszcze jedno słowo, jeżeli chodzi o pana prezydenta Miszalskiego. Tam, gdzie jest nowy prezydent po tylu latach poprzedniego, zawsze budzą się jakieś emocje i myślę, że pan prezydent Miszalski świetnie sobie radzi z rozładowywaniem tych emocji. A prawem opozycji jest mieć wątpliwości i krytykować. Czy to się uda? Zobaczymy. Natomiast pan prezydent Miszalski jest osobą, która po tylu latach się pojawiła jako nowa. Więc na pewno możliwość mówienia o tym, że coś idzie źle jest dużo łatwiejsza w porównaniu z tym, co było.
Czy problemy Szymona Hołowni i Polski 2050 to jest problem całej Koalicji, czy tylko Szymona Hołowni i Polski 2050?
Nie tylko Szymona, to całej Koalicji, ale przede wszystkim osób, które głosowały na te partie. To tu jest problem. Wydaje mi się, że powinna się dosyć szybko ogarnąć partia 2050 wytłumaczyć swoim wyborcom, co się dzieje. Wyborcy Szymona Hołowni naprawdę są zdezorientowani niesmaczną sytuacją, która się działa. I dobrze, że ten cały teatr się zakończył. Mają nową przewodniczącą, rozumiem z poparciem pana wicemarszałka, więc mam nadzieję, że ruszą do pracy i przestanie być ten długi serial dotyczący kto, kogo i dlaczego.
Zna Pani Szymona Hołownię dobrze, przeszło od dwóch lat, jesteście razem państwo w Prezydium. Lepiej się sprawdzi jako wicemarszałek, czy jako wicepremier, tak jak proponowała pani Henning-Kloska?
W moim przekonaniu pan wicemarszałek Hołownia odnajduje się w roli wicemarszałka. Przypomnijmy, że to nie jest łatwe dla niego pewnie, ponieważ to nie jest człowiek, który był parlamentarzystą i został marszałkiem, tylko wszedł do Sejmu od razu na pozycję marszałka. Wydaje mi się, że obserwując i rozmawiając z panem Szymonem Hołownią, widzę, że poznaje od drugiej trochę strony, czyli od strony wicemarszałka i świetnie sobie radzi, znalazł sobie przestrzeń do pracy.
Myślę, że to nie jest tak, że gdzieś tam jakiś dramat się dzieje. Dobrze nam się współpracuje, tak jak nam się współpracowało. Różnica tylko polega na tym, że przewodniczy nam teraz marszałek Czarzasty.
Właśnie o niego chciałem zapytać. Czy powinien marszałek Czarzasty iść na taką ostrą wymianę ciosów z Karolem Nawrockim i wnioskować o rozszerzenie porządku obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego w przyszłym tygodniu o, zacytuję, bo to dosyć mocne słowa: "o wyjaśnienie charakteru kontaktów prezydenta Karola Nawrockiego ze środowiskami pseudokibiców oraz osobami powiązanymi z przestępczością zorganizowaną, wyjaśnienie przeszłej pracy prezydenta w charakterze ochrony w Grand Hotel Sopot, który w latach 90. i na początku XXI wieku był miejscem spotkań przedstawicieli świata przestępczego oraz ewentualnej nielegalnej działalności".
Marszałek Czarzasty nie pozwoli sobie na takie wycieczki ze strony kancelarii prezydenta. Jest to zupełnie niepoważne.
Chodziło o sugestie, że marszałek i jego żona mają jakieś kontakty ze wschodnim wywiadem.
Tak, ale rozszerzenie porządku obrad o sprawę marszałka Czarzastego, który ma dostęp do wszystkich tajnych dokumentów — jak zresztą wszyscy marszałkowie Sejmu — jest bezzasadne. Jako marszałek ma on wgląd w najbardziej tajne dokumenty, bo posiada stosowne uprawnienia i przeszedł pełną procedurę weryfikacyjną. Rozszerzanie porządku obrad BBN o dyskusję w gronie około 30 osób na temat tego, czy marszałek Czarzasty ma dostęp do dokumentów, czy nie, jest po prostu śmieszne.
To dezawuuje całe spotkanie. Przychodzą tam najważniejsi ludzie w państwie, by rozmawiać o bezpieczeństwie Polski i o bieżącej sytuacji. Sądzę, że główna rozmowa powinna dotyczyć programu SAFE, a tymczasem prezydent zachowuje się tak, jakby to było spotkanie towarzyskie — „porozmawiajmy o tym, czy Czarzasty się spotkał, czy nie spotkał”. Moim zdaniem marszałek Czarzasty, publikując ten wpis, pokazał absurd tej sytuacji i ośmieszył decyzję prezydenta Nawrockiego.
To jest sprawa dla służb i kontrwywiadu. To bardzo poważne kwestie, które z pewnością nie powinny być omawiane w gronie 30 osób zaproszonych po to, by rozmawiać o bezpieczeństwie państwa — nie tylko militarnym, ale także o przyszłych zakupach i inwestycjach w obronność.
Na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w przyszłym tygodniu ma też być mowa o Radzie Pokoju, czyli tym Trumpowym pomyśle na rozwiązanie wszelkich problemów tego świata. Marcin Przydacz powiedział wczoraj, że kancelaria prezydenta uważa, że trzeba zacząć prace przygotowawcze do wejścia do tej Rady Pokoju. Co pani o tym sądzi?
Pan prezydent cały czas próbuje przypisywać sobie prowadzenie polityki zagranicznej i zachowuje się tak, jakby był organem wykonawczym, co widać w każdym jego ruchu. Chce, żeby było o nim głośno — widać to zarówno w sposobie wetowania ustaw, jak i teraz, gdy w pewien sposób wymusza decyzję, czy mamy wejść do rady. To jest trudna decyzja. Myślę, że — jak każda poważna decyzja o wejściu do jakiegoś organu — dotyczy ona struktur, które w moim przekonaniu dublują już istniejące międzynarodowe instytucje zajmujące się bezpieczeństwem.