Fot. grafika RK/canva.com
Najważniejsze, żeby człowiek nie był sam”. Jak działa przytulisko Braci Albertynów w Krakowie?
Przy ulicy Skawińskiej 6 w Krakowie działa miejsce, które dla wielu osób w kryzysie bezdomności staje się początkiem nowej drogi. Przytulisko prowadzone przez Zgromadzenie Braci Albertynów zapewnia schronienie, posiłki, pomoc socjalną i medyczną, ale przede wszystkim obecność drugiego człowieka. Jak podkreślają jego pracownicy i mieszkańcy, właśnie ona często okazuje się najważniejsza.
Bezdomność to nie tylko brak dachu nad głową
W przytulisku jest obecnie 72 miejsc dla mężczyzn. Trafiają tam osoby z bardzo różnymi historiami. Część przychodzi sama, innych kierują instytucje pomocowe, ale coraz częściej pracownicy docierają do potrzebujących bezpośrednio na ulicy.
– „Udało nam się zaprosić do domu kilku panów, którzy przebywali w miejscach niemal zagrażających ich życiu. W ich przypadku przyjęcie do przytuliska naprawdę ratowało życie” – mówi brat Jan Januś, kierownik placówki.
Jak podkreślają pracownicy, bezdomność rzadko jest wynikiem jednego wydarzenia. Za większością historii kryją się zerwane relacje rodzinne, trudne dzieciństwo, uzależnienia lub choroby.
– „W przeważającej liczbie przypadków problemem jest brak więzi. Wielu naszych mieszkańców ma za sobą naprawdę tragiczne doświadczenia z dzieciństwa” – mówi brat Paweł Flis.
Pracownik socjalny Agnieszka Laskorz zwraca uwagę, że bezdomność nie jest świadomym wyborem.
– „Ostatnio przyjmowaliśmy pana, który jako siedmiolatek został na ulicy. Nie mógł sobie tego wybrać” – podkreśla.
Pomoc zaczyna się od rozmowy
W przytulisku mieszkańcy otrzymują trzy posiłki dziennie, miejsce do spania oraz wsparcie socjalne i zdrowotne. Jednak pracownicy zgodnie przyznają, że najważniejsza jest rozmowa.
– „Bardzo dużo z nimi rozmawiam. Staramy się zrozumieć, co wydarzyło się w ich życiu i wspólnie szukamy sposobu wyjścia z bezdomności” – mówi Agnieszka Laskorz.
Czasami wystarczy po prostu poświęcić komuś uwagę.
– „Nie zawsze trzeba coś mówić. Czasem wystarczy wysłuchać tego, co ta osoba chce nam powiedzieć” – dodaje.
Bracia podkreślają również znaczenie stawiania granic. Warunkiem pobytu w przytulisku jest zachowanie trzeźwości. Pomoc ma prowadzić do odzyskiwania samodzielności, a nie do uzależnienia od wsparcia.
Miejsce, w którym nikt nie odchodzi samotnie
Przytulisko nie zawsze kończy się spektakularnym powrotem do samodzielnego życia. Niektórym mieszkańcom udaje się wrócić do pracy, wynająć mieszkanie czy odbudować relacje rodzinne. Inni pozostają tam przez lata.
Jeden z mieszkańców mieszka przy Skawińskiej od blisko dwóch dekad. Trafił tam po interwencji policji i z czasem wypracował sobie emeryturę.
Są też osoby, którym nie udaje się pokonać wszystkich problemów.
– „Bezdomność jest trochę jak choroba. Są choroby uleczalne i nieuleczalne. Czasem ktoś po prostu umiera w tej chorobie. My jesteśmy po to, żeby z nim być” – mówi brat Jan.
W przytulisku każdego roku zdarzają się pożegnania mieszkańców.
– „Najważniejsze, że w tych chwilach nie są sami. Ktoś przy nich jest” – podkreśla kierownik placówki.
Bracia Albertyni nie ukrywają, że do prowadzenia domu potrzebują wsparcia darczyńców i wolontariuszy. Szczególnie poszukiwani są specjaliści, m.in. psychiatrzy, a także osoby gotowe po prostu towarzyszyć mieszkańcom w codziennym życiu. Dla wielu z nich właśnie obecność drugiego człowieka okazuje się początkiem najważniejszej zmiany.
Goście programu:
br. Jan Januś albertyn, Kierownik Przytuliska, przy ul. Skawińskiej w Krakowie i pracownicy, Opiekunowie: Agnieszka Laskosz, br. Paweł Flis albertyn i Sławomir Gontowicz.