O nienawiści wobec Ukraińców w Polsce mówimy na różne sposoby, bo na różne sposoby chcemy mówić jej „nie”. Tym razem spójrzmy na kryminalne i psychologiczne uwarunkowania takich zdarzeń, a nie kwestie związane z systemem migracyjnym. Czy nauka daje odpowiedź na pytanie, dlaczego dochodzi do przestępstw z nienawiści?
Powiedziałbym, że nauka próbuje dawać nam taką odpowiedź, proponując całą gamę potencjalnych wyjaśnień. Znaczną ich część znajdujemy w dorobku psychologii społecznej. Najczęściej wychodzimy od trzech pojęć, które następują niejako po sobie: stereotypów, uprzedzeń i dyskryminacji.
Stereotypy to uogólnione obrazy jakiejś grupy. Ich skutkiem często są uprzedzenia, czyli nasz negatywny, emocjonalny stosunek do tej grupy, a następnie dyskryminacja, czyli zewnętrzne przejawy takich postaw.
Kolejne pytanie brzmi: co powoduje, że kształtują się w nas stereotypy i negatywne spojrzenie na inne grupy? Psychologia społeczna posługuje się takimi pojęciami jak prawicowy autorytaryzm czy orientacja na dominację społeczną, czyli zestawami przekonań i poglądów, które są bardziej wrogie wobec innych grup.
Mamy również wyjaśnienia ekonomiczne, takie jak konkurencja o zasoby. W dyskusjach pojawia się na przykład przekonanie, że osoby z Ukrainy miałyby zabierać Polakom miejsca pracy. Są też zagrożenia realistyczne i symboliczne – obawa, że ktoś może nam zagrozić albo naruszyć nasz system wartości i dotychczasowy sposób życia.
Stereotypy niekoniecznie mają jednak oparcie w rzeczywistości. Jednocześnie właściwie żaden z nas nie jest od nich całkowicie wolny. Jeżeli ze stereotypów mogą wyrastać uprzedzenia, a z nich wrogie działania, to czy każdy człowiek, postawiony w odpowiednich warunkach albo poddany odpowiedniemu wpływowi, może zostać popchnięty do takich zachowań?
Czy może? Na to zapewne nigdy nie będziemy w stanie odpowiedzieć, bo wymagałoby to stworzenia alternatywnej rzeczywistości. Możemy natomiast powiedzieć, jak duża część ludzi rzeczywiście dopuszcza się takich zachowań.
Stereotypy dotyczące różnych grup – narodowych, religijnych czy jakichkolwiek innych – są w nas zakorzenione. Czasami bardzo silnie i bezkrytycznie w nie wierzymy, czasami nie. Nie ulega jednak wątpliwości, że zdecydowana większość osób nie dopuszcza się zachowań antyukraińskich. Odwracając sytuację: stereotypowy Polak nie atakuje na ulicy osób z Ukrainy i nie wyzywa ich w mediach społecznościowych.
To przypadki mniejszościowe. Kiedy jednak dochodzi do ataku – jak w przypadkach nagłaśnianych w ostatnim czasie przez media – jest to atak wymierzony przede wszystkim w konkretną osobę czy komunikat skierowany przez agresora do całej grupy?
Dorobek kryminologii i psychologii dotyczący przestępstw z nienawiści czy przestępstw motywowanych uprzedzeniami wskazuje, że w bardzo wielu przypadkach nie chodzi o konkretną osobę. Chodzi o grupę, którą ta osoba reprezentuje.
W najpoważniejszych przestępstwach z nienawiści, związanych na przykład z bezpośrednią przemocą fizyczną, ofiarą czasami jest osoba znana sprawcy. Jednak w większości przypadków, a szczególnie jeśli mówimy o mowie nienawiści, czyli komunikatach werbalnych lub pisanych, ofiarami stają się przypadkowe osoby. Ktoś na ulicy czy w sklepie usłyszy język ukraiński i reaguje.
Część takich działań w ogóle nie jest skierowana do konkretnej jednostki. Dobrym przykładem są media społecznościowe. Z prowadzonych przeze mnie badań wynika, że w zdecydowanej większości przypadków – powyżej 80, być może nawet powyżej 90 procent – działania w mediach społecznościowych nie są nakierowane na żadną konkretną jednostkę.
Czyli konkretna osoba jest tylko pretekstem, ogniskową tych emocji?
Dokładnie. Pojawia się na przykład wpis na profilu medialnym o tym, że osoba z Ukrainy zaatakowała osobę z Polski. Pod nim wylewa się fala komentarzy, które często wcale nie koncentrują się na potencjalnym sprawcy, lecz na wszystkich osobach pochodzących z Ukrainy czy posługujących się językiem ukraińskim.
Czasami są to również posty tworzone samodzielnie przez użytkowników, które po prostu wyrażają nienawiść wobec osób z Ukrainy. Nie ma tam konkretnych imion ani nazwisk.
Skoro taki atak jest w pewnej symbolicznej warstwie atakiem na całą grupę, to czy przestępstwa z nienawiści powinniśmy traktować inaczej i surowiej w systemie karnym niż przestępstwa pozbawione takiej motywacji?
To dyskusja, która toczy się od wielu lat i ścierają się w niej różne stanowiska. Zacząłbym od rozróżnienia przestępstw, których ofiarami padają osoby z Ukrainy, od przestępstw motywowanych ich narodowością. Możemy włamać się komuś do domu czy kogoś okraść i narodowość tej osoby może nie mieć dla sprawcy żadnego znaczenia.
Jeżeli jednak rzeczywistą motywacją jest nienawiść, w tym przypadku związana z narodowością, mamy artykuł 53 Kodeksu karnego, który zawiera okoliczności obciążające. Są to okoliczności, które sąd powinien wziąć pod uwagę, decydując o ewentualnym zaostrzeniu kary. Wśród nich znajduje się popełnienie przestępstwa motywowanego nienawiścią z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej lub wyznaniowej albo bezwyznaniowości.
Ustawodawca mówi więc: jeżeli przestępstwu towarzyszy tego rodzaju motywacja, może jej towarzyszyć również wyższa kara. Sąd powinien wziąć to pod uwagę.
Mamy też artykuł 257 Kodeksu karnego dotyczący publicznego znieważenia z powodów związanych m.in. z przynależnością narodową czy etniczną oraz przepisy dotyczące zniesławienia i znieważenia bez takiej konkretnej motywacji. W przypadku czynu motywowanego nienawiścią postępowanie jest prowadzone z urzędu, a nie z prywatnego aktu oskarżenia, a zagrożenie karą jest wyższe.
W naszym Kodeksie karnym można więc dostrzec aprobatę dla surowszego traktowania takich czynów. Jednocześnie istnieją stanowiska naukowe wskazujące, że niekoniecznie jest to właściwe rozwiązanie. Pojawia się pytanie: czy osoba, która została znieważona albo której nietykalność cielesna została naruszona z innego powodu, jest mniej ważna? Co w przypadku motywacji, która nie mieści się w katalogu przewidzianym przez Kodeks karny? Pojawiają się też argumenty związane z wolnością słowa i pytaniem o jej granice.
Skoro ustawodawca przewiduje możliwość surowszego karania, a media i eksperci jednoznacznie potępiają takie zachowania, dlaczego nie działa to prewencyjnie?
Zacząłbym od tego, że zagrożenie karą, czyli tzw. widełki przewidziane w Kodeksie karnym, i kara realnie wymierzana przez sąd to dwie różne rzeczy. W przypadku przestępstw z nienawiści kary maksymalne albo zbliżone do maksymalnych są bardzo rzadkie. Zazwyczaj są dużo niższe.
Byłbym jednak daleki od sugerowania prostego podnoszenia kar, czyli typowego populizmu penalnego: im wyższa i dłuższa kara, tym lepiej.
Dużym problemem związanym z przestępstwami z nienawiści – wskazywanym również przez osoby, które takich czynów doświadczyły – jest zgłaszanie przestępstw, ich udowadnianie oraz wiara w to, że sprawca rzeczywiście zostanie ukarany. Ważne jest również poczucie, że sprawca ponownie nie zagrozi pokrzywdzonemu.
Ludzie często boją się zgłaszać takie zdarzenia albo nie wierzą, że ma to sens. I tutaj dochodzimy do fundamentalnego argumentu kryminologów: kluczowa nie powinna być surowość kary, ale jej nieuchronność.
Znacznie skuteczniejsze mogą być nawet niższe kary, ale rzeczywiście wymierzane osobom dopuszczającym się takich czynów. Sprawca powinien mieć świadomość, że jeżeli dopuści się przestępstwa, prawdopodobnie spotka go kara. To może działać skuteczniej niż hipotetyczna, bardzo wysoka kara istniejąca gdzieś w oddali.
Na koniec warto więc podkreślić: nie jest tak, że stereotypowy Polak chce napadać na Ukraińców czy inne osoby na ulicy. To przypadki mniejszościowe. Jeżeli jednak widzimy takie zachowanie albo sami stajemy się jego ofiarą, nie bójmy się go zgłaszać i piętnować.