W jaki sposób najpierw referendum w Krakowie, a potem wybory prezydenckie w stolicy Małopolski wpłyną na dynamikę prekampanii parlamentarnej? Będzie to miało jakiś większy wpływ czy czy raczej niewielki?
- W moim przekonaniu na pewno będzie to miało wpływ na sytuację polityczną w Polsce i na kampanię parlamentarną. Kraków to ważne miasto. Na pewno ta sytuacja – referenda rzadko są skuteczne – z punktu widzenia politycznego i społecznego jest ważna dla Małopolski i Polski.
To jedyne tak duże i tak ważne wybory w roku 2026. Co ciekawe to pana Zakopane było pierwszym miejscem w Małopolsce, w którym grupa mieszkańców rozpoczęła zbiórkę podpisów pod referendum, co potem skończyło się fiaskiem. Tymczasem choćby z Bochni płyną dziś pierwsze informacje, że możliwa będzie tam inicjatywa referendalna 2.0. Czy taką wersję 2.0 wyobraża pan sobie również w Zakopanem? Są takie emocje?
- Trudno mi przewidywać. Demokracja ma swoje zasady. W Zakopanem referendum było tylko w zamysłach. Organizatorzy nie zebrali wystarczającej ilości podpisów. Ten pierwszy próg był nieskuteczny. To pokazało, że referendum nie jest pożądane przez mieszkańców. W Krakowie podpisów zebrano dwa razy tyle, ile trzeba było. Te referenda mają progi.
Czyli rozumiem, że takich emocji w Zakopanem już pan nie wyczuwa?
- Nie wyczuwam na tę chwilę.
Suflowanie Andrzeja Dudy jako kandydata Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Krakowa, urąga byłej głowie państwa?
- W moim przekonaniu to nie jest suflowanie, ale dziwny fejk, który się pojawił. Prezydent to chyba zdementował, wykazał dezaprobatę. Nie chce się odnosić do tego. To chybione doniesienia prasowe.
Jeden z krakowskich polityków Koalicji Obywatelskiej po tej katastrofie referendalnej przekonywał, że zdecydowało o niej wiele czynników, także te ogólnopolskie, jak choćby transkrypcje zagranicznych małżeństw jednopłciowych. Burmistrz Zakopanego ma podstawy prawne, by odmawiać takich transkrypcji?
- Samorząd zakopiański i pan burmistrz wykazał się tu rozsądnym podejściem. Konstytucja mówi jasno, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Zmuszanie samorządów do łamania Konstytucji nie jest w porządku. Burmistrz to niezależny samorządowiec, niezwiązany z PiS. On trzeźwo powiedział, że nie może łamać Konstytucji. Te przepisy są aktem niższego rzędu. Środowiska, które lata temu krzyczały o Konstytucji, zmuszają samorządy do łamania jej.
Tylko odmowa transkrypcji nie zmienia faktu, że małżeństwo za granicą zostało zawarte.
- Tak. W polskim prawie jest jednak inna sytuacja. Nikt nie neguje, że ktoś chce układać swoje formalne sprawy na świecie. W Polsce przestrzegajmy Konstytucji.
Prawnicy nie są jednomyślni w tej sprawie. Rozumiem, że wszystko rozbija się o słowo „małżeństwo”?
- Stanowisko Zakopanego w tej kwestii jest rozsądne i zgodne z literą prawa.
Teraz turystyka. Wiceminister Raś chce zaproponować czek turystyczny dla ściany wschodniej, czyli podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, lubelskiego i podkarpackiego. Jest pan rozczarowany, że tym razem bez Małopolski, chociaż zamysł ministerstwa jest jasny tutaj?
- Wszelkie mechanizmy wspierające turystykę w czasie kryzysu, lub w obszarach kryzysowych - takim jest ściana wschodnia – są wskazane. Turystyka wymaga wsparcia samorządów i państwa. Przez dwa lata w pandemii wprowadziłem kilka programów wspierających turystykę. To uratowało lokalne biura podróży i branżę turystyczną. Turystyka jest ważnym elementem rozwoju Polski. Takie działania ministra… To jest na wniosek wielu samorządów ściany wschodniej. Takie działania trzeba wspierać.
Jednocześnie wiceminister deklaruje, że opłata turystyczna miałoby wejść w życie 1 stycznia 2027 roku i maksymalnie miałaby sięgnąć 11 złotych. Nie za wysoko?
- Z dotychczasowych projektów wynika, że samorządy same ustalą, czy wprowadzają opłatę i jakiej wysokości. To najlepsze rozwiązanie. Samorządy wiedzą, jaką opłatę mogą ustalić. Jak będzie za wysoka, konsumenci skorygują ją. Mechanizm ten powinien dobrze działać. Opłata turystyczna jest potrzebna w Polsce. Jest to prawie na całym świecie. Opłata ta musi być przeznaczona na sprawy związane z turystyką – promocję, rozwój infrastruktury, inne inwestycje związane z turystyką. To musi być zapisane w ustawie.
Ile dziennie w pana ocenie powinni zostawiać ci, którzy odwiedzają Zakopane, jeśli zostają tam na noc oczywiście?
- Nie powiem. Życie pokaże, jakie to kwoty. Dla rozwoju polskiej turystyki i dla Polaków, którzy chcą korzystać z dobrych ścieżek, urządzeń, opłata jest korzystna. Środki będą na nowe inwestycje dla turystów. To korzystne dla wszystkich stron rynku turystycznego.
Jako poseł, a jednocześnie przedsiębiorca w Zakopanem, będzie miał pan teraz problemy jakieś z dostosowaniem się do uchwały krajobrazowej przyjętej przez Radę Miasta? To są uciążliwe przepisy, trudne do spełnienia?
- Jestem przedsiębiorcą pasywnym. Prowadzi to moja rodzina. Jestem jednak w środowisku. Większość uważa, że to słuszne przepisy. Chaos krajobrazowy w Zakopanem zraża wielu turystów. To kwestia przyzwyczajenia. Jak wszyscy zmniejszą wielkość i ilość reklam, będzie to korzystne dla wizerunku Podhala, a nie zmniejszy efektu promocyjnego. Wszyscy się przyzwyczają, że reklamy będą mniejsze. Te przepisy są konieczne. Dobrze, że po tylu latach Zakopane to uchwaliło.
Skoro pan mówi, że przedsiębiorcy są zadowoleni, to sami mogli się pozbyć swoich szyldów, które biją rekordy popularności, biorąc pod uwagę wszelkiego rodzaju memy.
- Przedsiębiorcy oczekują równych warunków dla wszystkich. Oni nie chcą z własnej woli robić tego, ale czekają na ogólne przepisy. Zasady gry muszą być jednakowe dla wszystkich.
Okres dostosowawczy to jest 12 miesięcy. Podobnie było w Krakowie. Jak to będzie wyglądać latem 2027 roku? Czy nie będzie to kolejne prawo, które na Podhalu słabo się przyjęło?
- Uważam, że to się przyjmie. Jest taka presja społeczna, że każda reklama, która się nie dostosuje, będzie piętnowana.