Rozpocznijmy od niesłabnącego, a nawet eskalującego konfliktu dyplomatycznego i politycznego pomiędzy Polską a Ukrainą. Dla pana w istocie jest to raczej konflikt o przeszłość, czy jednak o przyszłość?
- Zdecydowanie jestem zwolennikiem takiego prowadzenia sprawy, żeby oddzielić to, co było kiedyś. Ciemne karty historii polsko-ukraińskiej są. Przyszłość musimy budować na prawdzie. Prawda powinna dominować w dyskusji. Historycy mają tu swoją rolę. Nie możemy zbudować dobrych relacji na przyszłość z żadnym krajem, jak przeszłość będzie zakłamana. Prawda o wszystkich ciemnych stronach musi być podkreślana i pokazywana. Także pokazywana młodym pokoleniom, żeby budować wnioski na przyszłość. Budowanie obecnych relacji musi być oparte na wzajemnych interesach. Wtedy to ma rację bytu, jak wspólnie jesteśmy w tej samej sytuacji. Współpraca powinna być możliwa.
Zatrzymam się przy tej przyszłości jednak, bo też nie brakuje opinii, że prezydent Zełeński w ten sposób chce zbudować opowieść o Ukrainie, która uratowała Europę, tak jak Polska w 1920 roku. Co więcej, chce pełnić w przyszłości rolę lidera regionu kosztem Polski. Pan się zgadza z taką diagnozą?
- Zgadzam się z takimi działaniami prezydenta Zełeńskiego i Ukrainy, który chce budować swoją historię i ten panteon narodowy. To kilkaset osób z historii Ukrainy, które przyczyniły się do budowania suwerenności Ukrainy przez wieki. To też książęta ruscy, zaporoscy władcy. To jest słuszne. Początki tej wojny rosyjsko-ukraińskiej to stwierdzenia Putina, który odmawiał Ukrainie tożsamości i własnej historii. Jak Ukraińcy będą chcieli w tym panteonie umieścić takie osoby, które w relacjach polsko-ukraińskich wsławiły się bardzo krwawymi faktami, to musi to być także pokazane. Ukraińcy mają wybór. My im nie wybierzemy bohaterów. Jak chcą tam umieścić takich, którzy zrobili dla Ukrainy wiele, trzeba to zostawić, ale my musimy pokazać, że w stosunku do Polski oni zrobili coś bardzo niedobrego.
Rozpocząłem od tych wątków polsko-ukraińskich i relacji pomiędzy państwami dlatego, bo jak przekonuje choćby Tygodnik Podhalański, dzisiaj rynek pracy w Zakopanem opiera się na pracownikach z Ukrainy. Czy nie uważa pan, że koszty eskalacji tego konfliktu mogą także w przyszłości odczuć takie miejsca jak Zakopane, gdyby z jakichś powodów tych pracowników zabrakło?
- Stwierdzenie, że opiera się na pracownikach z Ukrainy, jest przesadzone. Oni jednak wypełniają lukę na rynku pracy. Musimy oddzielić prawdę historyczną od bieżących problemów gospodarczych i politycznych. Ja jestem zwolennikiem takiej prawdy, mówieniu o historii, która jest absolutnie stuprocentowa, natomiast która nie w sposób fundamentalny determinuje jak my się zachowujemy na przyszłość, gdyż to co się stało, tego nie zmienimy. Trzeba z tego wyciągać dobre wnioski.
Wracając do tych pracowników w Zakopanem… Pracownicy z Ukrainy głównie pracują w branży HoReCa, która bardzo ucierpiała po pandemii i jest podstawą gospodarki Podhala. Zresztą to jest bliska panu branża. Czy nie uważa pan, że rzeczywiście eskalowanie tego konfliktu może w jakiejś nieodległej przyszłości, skończyć się nie najlepiej dla naszego rynku pracy?
- Nie odnoszę takiego wrażenia, że mówienie prawdy o pewnych ciemnych stronach naszej historii polsko-ukraińskiej wpływałoby na bieżące funkcjonowanie obiektów hotelarsko-turystycznych i na wzajemne relacje pomiędzy Polakami i Ukraińcami. Ja myślę, że w świadomości jednego i drugiego narodu jest to, że teraz jest najważniejsze to, co teraz. To, co się stało pokolenia wstecz, oczywiście musimy o tym pamiętać, podnosić, natomiast żyjemy w innych czasach i teraz są inni ludzie.
Wczoraj rzecznik rządu Adam Szłapka mówił podczas konferencji, że w tym miesiącu na posiedzenie rządu trafi projekt ustawy o najmie krótkoterminowym. W przygotowanych przepisach są co najmniej dwa takie zapisy, które mogą niepokoić właścicieli nieruchomości. Po pierwsze, Rada Miasta, Rada Gminy mogłaby wprowadzić zakaz prowadzenia takiej działalności na wniosek mieszkańców czy wspólnot. Jeśli taka działalność, rzecz jasna, będzie uciążliwa dla mieszkańców. Pan podniósłby rękę za takim rozwiązaniem?
- Myślę, że tak. Przepisy o najmie krótkoterminowym – odnotowujemy tutaj przyspieszenie prac. Ta sprawa została na poziomie rządu uzgodniona. Były tam różnice zdań, jak chodzi o rolę samorządów i osiedli. Ja jestem zwolennikiem, że decydować powinien samorząd. Może się on posiłkować opinią różnych gremiów, ale decydujące powinno być zdanie samorządu. Takie przepisy są dla dobra turystyki. Protesty w Hiszpanii, we Włoszech w stosunku do nielegalnego wynajmu - działało to na szkodę turystyki. To się niosło po całym świecie i widać było, że lokalne społeczności nie chcą już więcej turystyki. Musimy temu zapobiegać wcześniej.
To się może powtórzyć w Zakopanem?
- Nie myślę. Jak się pokaże, to w ograniczonym zakresie. Jestem zwolennikiem tego, żeby był czas dłuższy na dostosowanie się do restrykcji w najmie krótkoterminowym. Wprowadzenie przepisów będzie miało jeden ważny skutek. Każdy lokal będzie miał swój numer. To zobowiązanie unijne. Nie będzie można wynajmować przez popularne platformy obiektu anonimowego. Dzięki temu będzie więcej zarejestrowanych obiektów. To da dodatkowe przychody, które można będzie przeznaczyć na rozwój turystyki.
Jest tam też druga taka wątpliwość, przynajmniej według mnie, bo projekt zakłada możliwość kontroli takich miejsc. Jeśli nie będą spełniać norm, mogą zostać wykreślone z tego rejestru, o którym mówił pan poseł. Czy to może w jakiś sposób ograniczyć tę ofertę noclegową w Zakopanem?
- W moim przekonaniu takie kontrole powinny być. Najem krótkoterminowy powinien być poddany docelowo pewnym rygorom związanym z innymi przepisami. Jestem zwolennikiem stopniowego wprowadzania takich przepisów, żeby nie spowodować dyskomfortu dla właścicieli lokali.
Na koniec jeszcze pytanie o drugą sprawę, o której często rozmawiamy. Przy okazji minister finansów zapowiedział podniesienie górnych granic opłaty klimatycznej i miejscowej od przyszłego roku. To zaledwie kilkanaście groszy za dobę, ale nic nie ma o opłacie turystycznej.
- Tak. Kilkanaście dni temu było spotkanie. Minister Raś spotkał się z branżą turystyczną i samorządami ws. przyspieszenia prac nad opłatą turystyczną. Były tam osoby, które preferują inne projekty. Jest zapowiedź, że będzie tu przyspieszenie. Czekamy na to. Opłata turystyczna to ważny element wzmocnienia środków dla samorządów na poprawienie oferty turystycznej, czyli na informację turystyczną, budowę tras rowerowych i tak dalej. Samorządy w miejscowościach turystycznych oczekują z niecierpliwością na obydwa przepisy. Minęło już 2,5 roku i dalej nic nie ma.