Później dochodziły inne zapachy: gorzkawy pelargonii w niemieckich miasteczkach, lawendowo-tymiankowy południowej Francji, ziołowy alpejskich łąk latem i krystaliczny narciarskich tras w Austrii - tam złamany słodko-korzennym grzanego wina.
Zapach gorącej czekolady w Barcelonie i kawy w Wiedniu, orzeźwiający kwitnących gajów pomarańczowych w Hiszpanii i cierpki mariny w La Rochelle. No i zapach moich ukochanych Włoch - żeby go opisać zabrakłoby grubej księgi.
Jak pachnie Kraków? Dla każdego zapewne inaczej. Postaram się pominąć te wszystkie obrzydliwe - np. jesienną mgłę, która przestała być mgłą a jest smogiem oblepiającym nos, gardło i płuca.
Mój ukochany zapach, to zapach halnego - wiem, że dla wielu osób ten wiatr jest problemem, ale dla mnie jest wybawieniem wymiatającym z miasta wszystkie zanieczyszczenia i o każdej porze roku przynoszący zapach wiosny.
A wiosną zapach bzu i jaśminu, którego jest pod dostatkiem nawet w centrum miasta, później odurzający zapach kwitnących lip. Zapach pierwszej zieleni po wiosennym deszczu i mokrych Plant po letniej ulewie.
Rankiem zapach prawdziwego chleba z tych nielicznych piekarni, które pozostały wierne tradycji i wieczornej burzy po upalnym dniu. Zapach zakurzonych ulic, słodkiej koniczyny na Błoniach. Wisły - kiedyś nie do wytrzymania, ohydny, ściekowy a dzis coraz bardziej przypominający zapach rzeki.
Jesienią ostry zapach liści szeleszczących pod butami a zimą topniejącego śniegu, który przynosi nadzieję na powrót wiosny.
A od niemiłych zapachów potrafię się odciąć. Zimą hiacyntami, które stawiam w każdym pomieszczeniu i wielką donicą geranium , które dotykam, gdy przechodzę obok. Na mój dotyk odpowiada intensywnym, cytrusowym aromatem. Latem zapachem ziół, które rosną na moim balkonie, przenosząc mnie na słoneczne południe. A z zielnika - jak widać na zdjęciu - korzysta również mój jamnik, który uwielbia skubać miętę i oregano.