Starsi państwo kupili mieszkanie na moim osiedlu kilka lat temu. Razem z nimi pojawiła się Toyota Rav4. Od początku było widać, że starszy pan zupełnie sobie nie radzi z opanowaniem wielkiego, terenowego samochodu. Silnik wył rozpaczliwie na absurdalnie wysokich obrotach, a samochód odjeżdżał w podskokach. Na lakierze toyoty zaczęły się pojawiać ślady lakierów innych samochodów.
Czasami starsza pani pomagała mężowi w bezpiecznym opuszczaniu parkingu. Stała kilka metrów za samochodem, krzycząc: Cofaj, cofaj, śmiało...
Starszy pan śmiało cofnął i z całej siły huknął w metalowe ogrodzenie, które nie wytrzymało starcia z wielkim autem. Starsi państwo pospiesznie odjechali.
Z czasem starszy pan miał coraz większy problem z poruszaniem - chodził najpierw o jednej, później o dwóch kulach, ale z jazdy nie rezygnował. Kiedy na podwórku słychać było charakterystyczne wycie silnika, sąsiedzi w panice zbiegali na podwórko, by usunąć z drogi toyoty swoje samochody.
Ostatnio starszy pan jeździ rzadziej, za to siedzi w samochodzie czytając gazetę i słuchając radia, starsza pani siedzi na tylnym siedzeniu i czyta książkę. No cóż, trochę kosztowna altanka, ale przynajmniej nie stwarza zagrożenia i na ulicy i na parkingu.
Niestety wszyscy się starzejemy i pewnego dnia trudno nam będzie czytać bez okularów, pewnego dnia nie wybiegniemy już po schodach bez zadyszki, pewnego dnia nie będziemy mieć siły, by przetańczyć całą noc i pewnego dnia powinniśmy przestać być kierowcą.
To smutne, ale musimy mieć tego świadomość. Dla naszego bezpieczeństwa, naszych bliskich i innych użytkowników drogi.