Zdjęcia wywołały burzę w sieci
Influencer opublikował w internecie zdjęcia, na których pozuje przy sportowym aucie zaparkowanym nad Morskim Okiem. Jak później poinformował w mediach społecznościowych, wracając został zatrzymany przez policję i ukarany mandatem w wysokości 100 złotych oraz ośmioma punktami karnymi. Tłumaczył, że nie zauważył znaku informującego o zakazie ruchu samochodowego na terenie rezerwatu.
Policja: kara mogła być znacznie surowsza
Mężczyzna został zatrzymany przy szlabanie tuż za zakazem wjazdu do parku narodowego. Szlaban był otwarty ze względu na nocne remonty prowadzone na drodze do Morskiego Oka. Kierowca tłumaczył policjantom, że błędnie poprowadziła go nawigacja i że po zorientowaniu się w sytuacji zawrócił. Na tej podstawie funkcjonariusze nałożyli niski mandat, choć taryfikator przewiduje za takie wykroczenie nawet 5 tysięcy złotych kary.
Zdjęcia samochodu nad Morskim Okiem pojawiły się w sieci dopiero później. Jak przekazała zakopiańska policja, gdyby funkcjonariusze znali wszystkie okoliczności przejazdu, kara mogłaby być znacznie surowsza.
MSWiA zapowiada dalsze konsekwencje
Do sprawy odniosło się także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Rzeczniczka resortu Karolina Gałecka podkreśliła, że działania podjęto natychmiast po publikacji zdjęć w internecie. Jak zaznaczyła, Morskie Oko jest terenem objętym ochroną przyrodniczą, a cała sytuacja jest „niedopuszczalna” i „nie ma racji bytu”.
Gałecka poinformowała również, że policja zawnioskowała o wpisanie obywatela Ukrainy na listę osób niepożądanych w Polsce oraz objęcie go pięcioletnim zakazem wjazdu na terytorium kraju.
Sprawą zajmują się policja oraz Tatrzański Park Narodowy. Sam influencer przeprosił Polaków i zapewnił, że następnym razem wybierze się nad Morskie Oko pieszo.