To było zaskoczenie! Taka scenografia! Takie kostiumy! Wszystko w tonacji liliowej, rozpiętej na szarym tle, w różnym stopniu szarości. Nawet postaci na scenie miały szare peruki. I ten sufit, z którego zwisają piękne liliowe, w różnym natężeniu tego koloru, kwiaty wisterii. Po prostu morze kwiatów, pod którym rozpoczyna się akcja tej zabawnej historii pomyłek
- pisze Agnieszka Malatyńska - Stankiewicz. Podkreśla, że spektakl „Wiedeńska krew” w Operze Krakowskiej udowadnia, iż operetka „nie tylko nie umarła, ale rodzi się na nowo”. Szczególne uznanie zdobyły inscenizacja Giorgio Madii, scenografia Maarji Meeru oraz liliowo-fioletowa estetyka przedstawienia, która stworzyła baśniowy, elegancki klimat.
Jak dodaje, mimo historycznego kostiumu operetka pozostaje aktualna dzięki uniwersalnym ludzkim cechom i satyrycznemu spojrzeniu na władzę oraz relacje społeczne. Pisze: „człowiek z jego słabościami, marzeniami, dążeniami (…) ciągle jest taki sam”, a komentarze bohaterów wywołują współczesne skojarzenia i śmiech publiczności.